Autorytet w czasach zamętu
Ks. abp Sławoj Leszek Głódź
Przez ponad 30 lat ks. kard. Stefan Wyszyński przewodził polskiemu Kościołowi.
Swój biskupi program wyrażony zawołaniem Soli Deo per Mariam realizował przede
wszystkim tu, w swej ziemskiej Ojczyźnie, wobec której "zachowywał pełną cześć i
miłość" (to słowa z jego testamentu). Kiedy patrzymy na jego życie ze
współczesnej perspektywy, dostrzegamy, może nawet wyraźniej niż kiedyś, że był
swoistym znakiem Bożej Opatrzności w szczególnym momencie – dziejowym starciu
chrześcijaństwa z ateistycznym państwem, z marksistowską ideologią.
Miałem zaledwie 8 lat, kiedy został uwięziony. Jeszcze w pełni nie byłem
świadom, jak wielka to była krzywda i zniewaga. Ale dobrze pamiętam, że w
wieczornej modlitwie domowej wspólnoty pojawiła się nowa intencja: o uwolnienie
księdza Prymasa. Polska jednoczyła się wtedy w modlitwie i duchowej solidarności
z uwięzionym. Wówczas i później otwierała swoje serca na dzieła ducha Prymasa
Tysiąclecia, które stanowiły o obliczu polskiego Kościoła. Jasnogórskie Śluby
Narodu, program Wielkiej Nowenny, Sacrum Poloniae Millenium, rozważne wdrażanie
reform Soboru Watykańskiego II. Wiedział ksiądz Prymas, że najpewniejszą bronią
na zagrożenia i pokusy, jakie niósł nowy system polityczny, jest prawe sumienie,
silna wiara, trwanie pod Chrystusowym krzyżem, skąd wiedzie droga ku
zmartwychwstaniu. A także zawierzenie Tej, która "zetrze głowę węża" (por. Rdz
3, 15), Matce Pana. W czasie uwięzienie napisał, że Serce Boga Człowieka
"związane z sercem Maryi, odżywia się Jej krwią, a Serce Maryi pracuje dla Serca
Jezusa" (…) i odtąd te dwa Serca ze sobą zespolone, będą na służbie człowieka,
"co wpadł między zbójców"" ("Zapiski więzienne").
Duchowa pobudka
Kiedy patrzę na drogę swojego powołania, dostrzegam jego postać. Wzór,
autorytet, przykład, który przyciągał i fascynował. Moje kleryckie pokolenie
było adresatem owej agresji współczesnych "zbójców". Jej szczególną formą była
służba wojskowa seminarzystów – pamiętne doświadczenie wielu z nas, biskupów i
kapłanów. Miała nas odciągnąć od Boga, zgasić nasze powołanie. Nie udało się.
Rzuceni "jak owce między wilki" wiary ustrzegliśmy. Z tamtego czasu pamiętam
dobrze moje duchowe spotkanie z Prymasem Tysiąclecia. 3 maja 1966 r. na
poligonie drawskim, w konspiracji, w kącie żołnierskiego namiotu, skupieni przy
tranzystorze, słuchaliśmy relacji Wolnej Europy z milenijnych obchodów na Jasnej
Górze i słów Prymasa.
Kiedy skończyła się służba wojskowa, stawiliśmy się tam, w duchowej stolicy
Polski. Około 200 kleryków, do niedawna żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego.
Wtedy po raz pierwszy bezpośrednio zetknąłem się z Kardynałem Prymasem.
Przyszedł do nas, zgromadzonych w Sali Rycerskiej. Jeden z nas zameldował, że
służba wojskowa skończona, wracamy do seminariów. Słuchaliśmy jego słów,
swoistej pobudki w przededniu naszego kapłaństwa. Niczym tej, Pawłowej, z Listu
do Hebrajczyków: "Wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie
ślady nogami" (Hbr 12, 12-13). Tamto spotkanie z Kardynałem Prymasem to była
największa nagroda za trud niechcianej służby wojskowej.
Prymas Interrex
Rozpoczynał się czas naszego kapłaństwa, także uczestnictwa w życiu wspólnoty
Kościoła i Narodu, odpowiadania na znaki czasu, na wyzwania i problemy, także te
o wymiarze społecznym, narodowym. Pomagał w ich rozeznawaniu, ocenianiu, on,
Prymas Interrex, który prowadził polski Kościół pewną ręką. Przejrzał
ideologiczny, komunistyczny system zainstalowany w Polsce po wojnie,
przewrotność i wiarołomstwo wielu jego sług. Nie uległ iluzjom tamtych czasów,
że można osiągnąć modus vivendi ponad głowami wspólnoty i jej duchowego
przywódcy. Sam był zwolennikiem zgody, ale nigdy ugody. Cierpliwie szukał
porozumienia, ale nie takiego, które oznaczałoby kapitulację, uszczuplenie praw
należnych Kościołowi. Nowej epoce, jej blichtrowi, pokusom i ułudom
przeciwstawiał wartości polskiego domu budowanego na skale wieków, tradycji,
dziedzictwa, ducha i wiary. To było ważne w epoce, która programowo niszczyła
stare wiązania, konstruowała własną wizję dziejów, krytycznie, a nawet szyderczo
odnosiła się do wielu elementów polskiej historii, tradycji, tożsamości. I
jeszcze jedna cecha, jakże w tamtych czasach potrzebna, duchowy spokój Kardynała
Prymasa. Ufność w Bożą Opatrzność, która niekiedy sprawia, że "w nienawiści jest
wiara, jest lęk, jest uznanie mocy, jest obawa przed wpływami. Przyjdą ludzie,
którzy odrzucą nienawiść i zrozumieją niewidzialnego Boga. Prześladowcy Boga
pracują dla Jego chwały" ("Zapiski więzienne", 6 stycznia 1954 r.).
Od Prymasa do Papieża
Byłem na placu Świętego Piotra, student rzymski, kiedy został ogłoszony wybór
Jana Pawła II. Także kilka dni później: podczas inauguracji pontyfikatu
"słowiańskiego" Papieża. Obiegła świat poruszająca scena braterskiego uścisku
ich dwóch: Papieża i Prymasa.
W moich rzymskich latach miałem szczęście wielokrotnie spotykać Kardynała
Prymasa, szczególnie w czasie jego wizyt w Instytucie Polskim. Zdarzyło się
nawet kiedyś, że usługiwałem przy stole podczas wieczerzy z udziałem –
siedzących obok siebie – Ojca Świętego i Prymasa. Utrwaliła to fotografia, dla
mnie nader cenna pamiątka.
I zstąpił Duch…
A potem przyszedł ten rok ostatni – 1981. Naród wstawał z kolan duchowego
zniewolenia, apatii, marazmu. Ożywcze tchnienie "Solidarności" poczęło odmieniać
życie Polski na lepsze. Kardynał Prymas twórczo uczestniczył w tym znamiennym
procesie przemian. Maj 1981 roku. Zamach na Ojca Świętego. Via dolorosa Księdza
Prymasa. 25 maja przejmująca rozmowa telefoniczna dźwigającego się z ran
zadanych podczas zamachu Papieża i umierającego Prymasa. Rozmowa ostatnia…
Tamte dni przeżywałem w Białymstoku – pracownik kurii arcybiskupiej, kapelan
białostockiej "Solidarności". Przyszła wielotysięcznym tłumem "Solidarność"
regionu Białystok na plac przy ul. Leszczynowej, miejsce pierwszych po latach
uroczystości religijnych i patriotycznych. Mszy Świętej w intencji zmarłego
Prymasa przewodniczył ks. bp Edward Ozorowski, dziś metropolita białostocki.
A następnego dnia był ten niezwykły, królewski pogrzeb na placu Zwycięstwa w
Warszawie. Hołd Kościoła powszechnego, Kościoła w Polsce, Narodu… "Przyjdą
nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych mocy, Bóg je da w swoim czasie" –
mówił Prymas w jednym ze swoich ostatnich dni.
Przyszły, i przychodzić będą, stawiając nowe wyzwania, nowe zadania. Ale te nowe
światła, jakie niosą, nie przygasiły blasku tamtego światła dni, myśli, posługi
Kościołowi i Ojczyźnie Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego – Prymasa
Tysiąclecia.
Dziękuję Bogu, że znalazłem się w kręgu jego duchowego oddziaływania.
