Arłukowicz wygwizdany

Gwizdy i buczenie towarzyszyły wystąpieniu Bartosza Arłukowicza,
ministra zdrowia, na Nadzwyczajnym XI Krajowym Zjeździe Lekarzy, jaki rozpoczął
się w Warszawie. Celem dwudniowego spotkania jest m.in. wypracowanie stanowiska
wobec dyskryminującej środowiska lekarskie polityki rządu.

Szef resortu zdrowia poinformował na spotkaniu, że trwają prace nad
projektami ustaw o zdrowiu publicznym i jakości w ochronie zdrowia. Jak dodał,
zostaną również przedstawione rozwiązania dotyczące dodatkowych ubezpieczeń
zdrowotnych. Wyraził opinię, że stworzenie konkurencji dla Narodowego Funduszu
Zdrowia jest rozwiązaniem oczekiwanym i potrzebnym, które poprawi jakość
świadczeń. Zaapelował do lekarzy o współpracę przy wdrażaniu zmian. – Tej
najgłębszej systemowej zmiany nie przeprowadzimy bez współpracy lekarzy,
środowiska aptekarskiego i pacjentów – mówił.

W czasie swojego wystąpienia Arłukowicz starał się przekonać, że jest otwarty
na dialog i konsultacje. – Ostatnie tygodnie pokazały, że dialog i kompromis
skutkują poprawą systemu – zapewniał. Część lekarzy zareagowała jednak na jego
słowa gwizdaniem i buczeniem.

Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, podczas swojego
wystąpienia krytycznie ocenił postępowanie ministra w sprawie reformy służby
zdrowia. Jego zdaniem, Arłukowicz nie chce słuchać postulatów medyków, o czym
świadczy m.in. jego nieobecność podczas spotkania z lekarzami dotyczącego
przepisów refundacyjnych, które odbyło się w tym tygodniu w resorcie zdrowia.

Prezes NRL wskazał, że lekarze domagają się kolejnej nowelizacji ustawy
refundacyjnej, tak aby leki mogły być refundowane ze względu na aktualną wiedzę
medyczną, a nie wskazania rejestracyjne. Jako sukces środowiska lekarskiego
otwierający drogę do dalszych zmian legislacyjnych ocenił natomiast usunięcie
przepisów o karaniu lekarzy za złe wypisanie recepty, dzięki styczniowej
nowelizacji ustawy refundacyjnej.

Nadzwyczajny XI Krajowy Zjazd Lekarzy rozpoczął się wczoraj po południu w
Warszawie, a zakończy się dzisiaj wieczorem. Lekarze mają się wypowiedzieć co do
dalszych form protestów przeciwko dyskryminacji środowiska medycznego i fatalnej
polityce zdrowotnej rządu. W trakcie zjazdu podejmą decyzje w sprawie działań
związanych z przepisami refundacyjnymi. NRL na początku lutego zarekomendowała
lekarzom, by wypowiedzieli umowy z NFZ dotyczące recept na leki refundowane i
nie podpisywali nowych umów, jeżeli nadal będą one przewidywały kary. Równie
negatywnie zaopiniowano projekt rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia w sprawie
recept. Zdaniem prezydium NRL, proponowane rozwiązania nakładają na medyków
nieuzasadnione obowiązki biurokratyczne. Rada oczekuje także kolejnej
nowelizacji ustawy refundacyjnej, która umożliwiłaby lekarzom przepisywanie
leków refundowanych poza zarejestrowanymi wskazaniami.

Lekarze otwarcie wytykają brak kompetencji osób, które decydują o tak ważnej
gałęzi życia publicznego jak służba zdrowia. – Jeżeli zabraknie pieniędzy na
stadion czy na drogę, to na stadionie nie będzie paru krzesełek czy części
murawy, a droga się wcześniej skończy. Natomiast jeżeli w ochronie zdrowia
zabierze się pieniądze, to "jedynie" wydłużą się kolejki do świadczeń
zdrowotnych. Może to wprawdzie skończyć się wcześniejszym zgonem pacjentów, ale
nikt z tego powodu nie będzie robił wielkiej tragedii – zauważa z gorzką ironią
Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Jacek Dytkowski, PAP

Współpraca Mariusz Kamieniecki

***

Gorączkowy zjazd lekarzy

 

W zjeździe uczestniczy wielu gości, wśród nich minister zdrowia
Bartosz Arłukowicz, ordynariusz warszawsko-praski ks. abp Henryk Hoser, były
szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, przedstawiciele samorządu
aptekarskiego oraz parlamentarzyści.

Lekarze mają się wypowiedzieć co do dalszych form protestów
przeciwko dyskryminacji środowiska medycznego i fatalnej polityki zdrowotnej
rządu.

Uczestnicy zjazdu prześwietlają pakiet ustaw byłej minister
zdrowia Ewy Kopacz. Jest wśród nich ustawa o działalności leczniczej, która
przewiduje komercjalizację i prywatyzację publicznych zakładów opieki
zdrowotnej. Lekarze analizują też problem wynikający bezpośrednio z ustawy o
prawach pacjenta, a mianowicie fatum bardzo wysokich składek ubezpieczeniowych,
jakie zawisło nad szpitalami, grożąc załamaniem budżetów.

Fachowcy nie mają wątpliwości, że nie lepsza jest ustawa o
dodatkowych dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych, nad którą Kopacz pracowała
cztery lata, a która mimo zaangażowania niemałych środków z budżetu państwa
została w końcu wycofana z procesu legislacyjnego. PO poniosła porażkę także w
przypadku projektów ustaw: o rachunku kosztów, jakości w ochronie zdrowia i o
zdrowiu publicznym.

Przedmiotem zwołanych w trybie nadzwyczajnym obrad są przede
wszystkim kwestie bieżące. Najpilniejsze to znowelizowana ustawa refundacyjna i
rozporządzenie w sprawie recept. Zdaniem lekarzy, rząd chce wyciągnąć pieniądze
z kieszeni pacjentów ich rękami. – Na to nie ma i nie może być zgody, bo to jest
zwyczajnie nieuczciwe i głęboko niemoralne – ocenia Zdzisław Szramik,
wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Medycy otwarcie wytykają brak kompetencji osób, które decydują o
tak ważnej gałęzi życia publicznego jak służba zdrowia. – Jeżeli zabraknie
pieniędzy na stadion czy na drogę, to na stadionie nie będzie paru krzesełek czy
części murawy, a droga się wcześniej skończy. Natomiast jeżeli w ochronie
zdrowia zabierze się pieniądze, to "jedynie" wydłużą się kolejki do świadczeń
zdrowotnych. Może to wprawdzie skończyć się wcześniejszym zgonem pacjentów, ale
nikt z tego powodu nie będzie robił wielkiej tragedii – zauważa z gorzką ironią
nasz rozmówca. – Jeżeli nawet wyniknie z tego problem, to za niedopatrzenia
obciąży się lekarza, szpital czy przychodnię, natomiast nie odpowiedzą za to
winni tego zamieszania. Na takiej właśnie filozofii oparty jest funkcjonujący w
Polsce system – dodaje Szramik. – Zależy mi, żeby te problemy nazwać wreszcie na
zjeździe po imieniu. Mam nadzieję, że delegaci zachowają się po męsku i niczego
nie będą owijać w bawełnę – mówi.

Punkty zapalne

Zmiany nowych przepisów refundacyjnych domaga się Naczelna Rada
Lekarska, która na początku lutego zarekomendowała lekarzom, aby wypowiedzieli
umowy w tej kwestii z NFZ i od lipca nie podpisywali nowych, jeżeli będą one
przewidywały kary. Rada domaga się kolejnej nowelizacji ustawy refundacyjnej,
która umożliwiłaby lekarzom przepisywanie leków refundowanych poza
zarejestrowanymi wskazaniami.
O modyfikację rozporządzenia w sprawie recept będzie zabiegał OZZL. – Ogłoszono,
że będziemy uczestniczyć we współtworzeniu tego projektu. Tymczasem dostaliśmy
do zaopiniowania gotowy bubel prawny. Celem było odfajkowanie, że konsultacje
się odbyły, i powiadomienie społeczeństwa, że projekt miał aprobatę samorządu
lekarskiego – uważa Zdzisław Szramik.

OZZL podważa przepisy narzucające lekarzom obowiązek weryfikacji
dodatkowych uprawnień pacjentów oraz obowiązek wpisywania taksacji leków w
przypadku, gdy mają one więcej niż jeden poziom refundacji. Za nieuczciwy
organizacja uważa też obowiązek wypisywania leków na 100 proc., jeżeli są one
poza wskazaniami rejestracyjnymi.

Doktor Szramik nie kryje, że osobiście będzie chciał wymusić na
ministrze możliwość odliczania od podstawy opodatkowania składki na samorząd
lekarski, jak również kosztów szkolenia dla lekarzy, którzy nie prowadzą
działalności gospodarczej. – Nie może być tak, że przepisy prawne nakładają
jedynie obowiązki, a nie idą za tym dodatkowe pieniądze. Nie pozwala się nawet
odliczyć tych pozycji od kosztów uzyskania przychodu – bulwersuje się
wiceprzewodniczący OZZL. Podczas zjazdu zaplanowana jest również dyskusja nad
systemem kształcenia lekarzy. Ustawa regulująca ten obszar pozbawia młodych
absolwentów medycyny rocznego stażu. To oznacza, że student od razu po odebraniu
dyplomu uzyskuje prawo wykonywania zawodu i idzie do pracy. W tej sytuacji
uczelnie mają do wyboru albo zgodzić się z tym, że absolwent studiów medycznych
bez rocznej praktyki w szpitalu będzie gorzej przygotowany do pracy, albo
zmodyfikować organizację programu kształcenia lekarzy, tak aby praktykę odbywali
oni w toku studiów. To z kolei oznacza więcej zajęć klinicznych. Konieczne staje
się więc zmniejszenie liczebności grup i naboru na wydziały lekarskie. A lekarzy
i tak w Polsce brakuje.

Mariusz Kamieniecki

drukuj