Antyklerykalizm nie służy dobru społecznemu

Z ks. Jackiem Stryczkiem, prezesem Stowarzyszenia Wiosna, wielkim
społecznikiem, rozmawia Małgorzata Bochenek

Na stronie internetowej Stowarzyszenia Wiosna opublikował Ksiądz swoje
"Curriculum vitae wrażliwości" jako reakcję na powtarzane opinie, że
najważniejszą cechą lewicy jest wrażliwość społeczna. Skąd taki pomysł?

– Na co dzień zajmuję się pomaganiem ludziom, temu poświęciłem znaczną część
swego życia. Moją wrażliwość zamieniam na działania. Mam w sobie determinacje do
wprowadzania ideałów w czyn. Czuję więc, że debata o wrażliwości społecznej
dotyczy również mnie. I mam odwagę zadać pytanie: co podpowiada wrażliwość
społeczna polskiej lewicy? Z niewiadomych dla mnie powodów połączono tematy
wrażliwości społecznej i antyklerykalizmu. Nie zgadzam się z tym. W moim "CV",
pytam, czy to, że jestem księdzem katolickim, że wierzę w Boga, dyskredytuje
mnie w oczach środowisk lewicowych. Pisząc "CV", tak naprawdę pokazałem to, czym
na co dzień żyje większość księży, że każdego dnia, w większym czy mniejszym
stopniu, świadczą pomoc drugiemu człowiekowi. Ostatnio np. często podejmowana
jest kwestia podatków, których rzekomo Kościół nie płaci. A ja pytam: gdyby
księża, siostry, ludzie wierzący przestali pracować z niepełnosprawnymi,
ubogimi, dziećmi, młodzieżą, starszymi, ile państwo musiałoby zapłacić podmiotom
gospodarczym czy placówkom państwowym, aby świadczyć pomoc tym wszystkim grupom
społecznym?

Wydaje się, że wrażliwość społeczna w oczach lewicy to m.in. popieranie
aborcji, in vitro, homoseksualizmu. Księdza "CV" odkrywa hipokryzję środowisk
lewicowych?

– Nie posunąłbym się do takiego sformułowania. Nie mam złej woli, jestem otwarty
na drugiego człowieka, jednak obawiam się, że pod hasłami niewłaściwie
pojmowanej wolności, pod hasłami antyklerykalizmu ktoś chce zawłaszczyć sobie
prawdziwe znaczenie wrażliwości społecznej. A przecież polega ona na byciu z
drugim człowiekiem: potrzebującym, osamotnionym, borykającym się z biedą,
różnymi uzależnieniami.

Skoro mowa o uzależnieniach, w swoim liście otwartym porusza Ksiądz
wątek narkotyków…

– Spotkanie z narkomanami to jedno z najbardziej tragicznych doświadczeń w moim
życiu. Dlatego bardzo trudno mi zgodzić się z promowaniem narkotyków jako stylu
życia, próbą ich legalizacji w Polsce. W swoim liście nie używam argumentów
religijnych, choć moja wrażliwość społeczna wyrasta z wiary, ale argumentów
wynikających ze spotkania z innymi ludźmi, a one pokazują m.in., jak wielkim
złem są narkotyki.

"CV wrażliwości" to prowokacja?
– To idee zmieniają świat. Koniunkturalizm, jak widać po upadających
gospodarkach krajów europejskich, prowadzi donikąd, musi być jakaś idea, która
jednoczy ludzi. Pisząc ten list, chcę ukazać, że debata o dobru publicznym
została zawłaszczona przez polityków, a przecież każdy z nas powinien w niej
uczestniczyć. Chcę również głośno zaprotestować przeciwko wmawianiu, że postawa
antyklerykalna służy dobru społecznemu, i przypomnieć, że prawdziwą wrażliwość
mierzy się czynami względem drugiego, potrzebującego człowieka.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj