Antyklerykał widzi inaczej
Z ks. dr. hab. Piotrem Kieniewiczem MIC, adiunktem Katedry Teologii Życia
w Instytucie Teologii Moralnej na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Paulina Gajkowska
W Europie Zachodniej socjalistyczne bojówki organizują protesty tzw.
Oburzonych, którym towarzyszą antyklerykalne nastroje prowadzące m.in. do
profanacji. Czy w Polsce realny jest podobny scenariusz?
– Na to, co widzimy w Europie, składa się kilka przyczyn. Po pierwsze, kryzys na
Zachodzie jest boleśniej odczuwany niż w Polsce. Uderzenie tam było mocniejsze,
ponieważ ludzie przyzwyczaili się do luksusu i wygód. Kryzys, który zawitał już
do naszego kraju – z wielu powodów – nie dał się aż tak mocno odczuć, choć nie
można powiedzieć oczywiście, że jest niedostrzegalny. Nasze społeczeństwo
zachowuje cały czas trochę inną mentalność. Polacy przywykli do radzenia sobie z
kłopotami, zmagania się z codziennymi problemami. Myślę więc, że aż takiej
podatności na ten lewacki ruch, o charakterze może nawet rewolucyjnym, na razie
w naszym kraju – moim zdaniem – nie ma. To odnośnie do protestów o podłożu
gospodarczym. Natomiast jeśli chodzi o antyklerykalne nastroje, to jak się
okazuje, są one dzisiaj bliskie części europejskiej młodzieży, o czym świadczy
również wynik ostatnich wyborów w Polsce.
Niektórzy bagatelizują antyklerykalne hasła Ruchu Palikota, twierdząc, że to
tylko prowokacje, które nie są w stanie zmienić radykalnie naszego
społeczeństwa. Trudno jednak nie dostrzec medialnego wsparcia dla tej szkodliwej
inicjatywy i ambicji, którym sam Palikot nieraz dawał wyraz.
– Dlaczego Palikot zdobył tak wysokie poparcie, to kwestia, która wymaga
niewątpliwie analizy, nie tylko socjologicznej. Takie pytanie musimy sobie
stawiać my, duchowni i świeccy, i odpowiedzieć, czy nasze świadectwo jest
wyraźne? Czy ludzie mogą czerpać z niego wzór i czy Ewangelia jest głoszona
konsekwentnie przez ludzi Kościoła? Być może gdzieś na tej linii zawodzimy i to
należy zmienić. Nie możemy narzekać, że ktoś gdzieś zagłosował na hasła wrogie
Kościołowi. Musimy widzieć zagrożenia, ale przede wszystkim głosić naukę
Kościoła tam, gdzie jesteśmy, pracujemy, działamy. Młodzi ludzie potrzebują
autorytetu i wartości – my jako chrześcijanie musimy dawać nadzieję w sposób
skuteczny i widoczny. Na Zachodzie antyklerykalne hasła dzisiaj wynikają głównie
z tego, że Kościół postrzegany jest jako restrykcyjna instytucja ingerująca w
prywatne sprawy i moralność. Natomiast u nas antyklerykalizm ma raczej – tak
sądzę – podłoże, nazwijmy to: ekonomiczne. Najbardziej chwytliwym hasłem jest
obraz Kościoła jako bogatej instytucji niezajmującej się biednymi. Oczywiście,
jest to obraz nieprawdziwy, wynikający z niewłaściwej percepcji społecznej. Tak
naprawdę żadna inna instytucja nie zabiega tak o sprawy człowieka, zwłaszcza
biednego, jak Kościół katolicki. Zaangażowanie Kościoła w tej materii jest w
moim przekonaniu większe niż państwa, może nawet niektórych samorządów.
I dlatego właśnie Kościół jest i ciągle będzie atakowany. Pytanie tylko o
skalę i zasięg "politycznych" aspiracji lewackich środowisk.
– Bardzo trudno mi na ten temat spekulować. Z całą pewnością hasła
antyklerykalne to jest to, dzięki czemu Palikot osiągnął sukces. Kluczowe
pytanie brzmi: Jakie grupy wyborców oddały na niego swój głos? Czy ci, których
nie trzeba było przekonywać do wojującego antyklerykalizmu, czy udało się mu na
swoją stronę przeciągnąć nowych wyborców. Wydaje mi się, że niestety ta druga
opcja jest bardziej realna.
Dziękuję za rozmowę.
