Anna Solidarność
Anna Walentynowicz zdążyła jeszcze przeczytać przed śmiercią rękopis
swojej biografii autorstwa Sławomira Cenckiewicza, ale nie dożyła jej wydania
drukiem. Promocja książki „Anna Solidarność” odbyła się w sobotę podczas targów
książki w Warszawie.
Zebrani uczcili chwilą ciszy pamięć Anny Walentynowicz, która zmarła
tragicznie w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia br.
Na promocji zjawili się przyjaciele i współpracownicy Anny Walentynowicz. Autor
biografii „Anna Solidarność”, która w połowie czerwca ma trafić do księgarń,
Sławomir Cenckiewicz podkreślił, że w historii życia Anny Walentynowicz splatają
się najważniejsze wątki polskiej historii XX wieku. Przypomniał swoje ostatnie
spotkanie z bohaterką i jej pozytywną opinię na temat przygotowywanej do
publikacji książki. – Ostatni raz widziałem się z Anną Walentynowicz na kilka
dni przed jej śmiercią. Przekazała mi wtedy ostatnie materiały dotyczące jej
syna. Wcześniej przeczytała moją książkę w maszynopisie i była z niej
zadowolona. Sama historia dopisała ostatni rozdział – mówił wzruszony
Cenckiewicz. – Byłem przygotowany, że pani Anna zażąda jakichś zmian, bo nie
potraktowałem jej życia hagiograficznie, ale tak się nie stało –
dodał.
Zwolnienie z pracy Walentynowicz ze Stoczni Gdańskiej 7 sierpnia 1980
r. stało się bezpośrednim powodem wybuchu strajku, który doprowadził do
powstania „Solidarności”. Gdy 16 sierpnia Lech Wałęsa ogłaszał zakończenie
protestu, Walentynowicz domagała się kontynuowania go do czasu realizacji
wszystkich postulatów zgłoszonych również przez inne zakłady pracy i dopięła
swego. – W ten sposób narodził się strajk solidarnościowy, a wraz z nim idea i
ruch „Solidarności”. Ta akcja, ten czyn prostej robotnicy zadecydował o losach
Sierpnia ’80 i najnowszej historii Polski. Wtedy także rozpoczęły się
kontrowersje pomiędzy Walentynowicz a Wałęsą – podkreślał Cenckiewicz.
Walentynowicz krytykowała porozumienie Okrągłego Stołu, była marginalizowana i
spotykała się z zarzutami „niezrównoważonej wariatki”. – Moja opowieść o
Walentynowicz to także hołd dla wszystkich tych działaczy „Solidarności”, którzy
nie zmieścili się w oficjalnym micie założycielskim III RP – podsumowywał
Cenckiewicz.
Paweł Tunia
