Ambicje tylko partyjne
Z Beatą Szydło, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler
Czy to nie głowa państwa powinna zainicjować upamiętnienie poprzednika, który
poniósł śmierć w tak dramatycznych okolicznościach?
– Oczywiście. Kiedy Lech Kaczyński żył, środowisko PO próbowało z prezydenta
własnego kraju zrobić śmiesznego człowieczka. Teraz wymazują go z pamięci
Polaków. To żenujące, świadczące o tym, że Platforma Obywatelska nie jest
cywilizowaną partią. W jakimkolwiek państwie, w którym zdarzyłaby się podobna
katastrofa – abstrahując od tego, że przede wszystkim zdecydowanie dążono by do
jej wyjaśnienia – ambicją następnego prezydenta byłoby spektakularne
upamiętnienie poprzednika. Czego więc boi się Bronisław Komorowski? Niech
pokaże, że jest dobrym prezydentem wszystkich Polaków, a nie tchórzliwie ucieka.
Pod Pałacem Prezydenckim nadal każdego dnia gromadzą się ludzie, choć
prezydent Komorowski nakazał usunąć krzyż.
– Usunięcie krzyża to skandal. Choć ustawiono go w kaplicy Pałacu
Prezydenckiego, to wielu osobom, z którymi o tym rozmawiałam, nasuwa się
skojarzenie, jakby zabrany został do jakiegoś magazynu na przechowanie. Przede
wszystkim złamana została umowa zawarta między Kościołem warszawskim, harcerzami
a stroną rządową, w której była mowa o tym, że krzyż zostanie przeniesiony do
kościoła św. Anny oraz że ofiary zostaną w godny sposób upamiętnione. Wydawało
się w ostatnich dniach, że uda się znaleźć takie rozwiązanie, które będzie
najlepsze dla wszystkich stron. Akcja pozbycia się krzyża pokazała kompletne
lekceważenie swoich obowiązków przez urzędników Kancelarii Prezydenta. Nie jest
to zresztą pierwsze tak żenujące zagranie władz. Przypomnę choćby skandal z
wmurowaniem tablicy ofiar na Wawelu, gdy na uroczystości organizowane przez
wojewodę małopolskiego Stanisława Kracika nie zaproszono wszystkich rodzin, nie
odczytano nazwisk członków załogi tupolewa.
Czy Kancelarii Prezydenta chodziło o podsycenie konfliktu?
– Nie zakładam, że pan minister Jacek Michałowski nie brał pod uwagę, jakie będą
reakcje na jego zachowanie. Tym bardziej że – jak informował na konferencji –
powiadomił o akcji usunięcia krzyża premiera Donalda Tuska i prezydent Warszawy
Hannę Gronkiewicz-Waltz, a więc osoby tworzące trzon Platformy Obywatelskiej.
Jeżeli więc premier wiedział o całym zdarzeniu wcześniej i dał na to
przyzwolenie, to trudno nie mówić o tym, że celowo chce się podsycać konflikt.
Tym sposobem przykrywa się tematy w tym momencie trudne dla rządu. Proszę
zauważyć, że w tym tygodniu Sejm zaczyna swoje posiedzenie, mieliśmy zacząć
pracować nad ustawami zdrowotnymi, nad budżetem, podniesieniem podatków, to
miały być główne tematy absorbujące polityków. Gdy zbliża się ten termin, kiedy
trzeba będzie mówić, że Platforma Obywatelska nieudolnie rządzi, bo sytuacja
budżetu jest gorsza, niż w tej chwili rząd o tym opowiada, a podatki może trzeba
będzie podnieść jeszcze bardziej, niż mówiono, to za wszelką cenę debata jest
sprowadzana na tematy zastępcze.
Premier jasno powiedział, że pomnik ofiar smoleńskich nie powinien stanąć na
Krakowskim Przedmieściu.
– Byłam kilka dni temu u siebie w okręgu na spotkaniu i jeden z jego uczestników
spytał mnie, dlaczego prezydent Lech Kaczyński ma już swój pomnik na Węgrzech, w
Gruzji, gdzieś w Czechach i na Słowacji pojawiają się inicjatywy upamiętnienia
jego osoby, a tylko w Polsce ten pomysł budzi jakąś wściekłość władz. Czy nie
jest to zastanawiające? Tym bardziej że tutaj chodzi przecież o pomnik dla 96
Polaków z delegacji katyńskiej, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Najbardziej
cierpią w tym momencie rodziny ofiar. Dzwoniła do mnie żona jednego z kolegów
posłów, którzy zginęli w katastrofie. Powiedziała, że bardzo przeżywa tę
sytuację i chciałaby, aby nie ranić już więcej tych rodzin. Zaczynam mieć jednak
wrażenie, że o tych rodzinach dziś zupełnie się zapomina.
Ale Bronisław Komorowski przypomniał sobie o nich, gdy pojawiła się
inicjatywa przewiezienia krzyża do Smoleńska.
– Oczywiście. Polityczna gra tymi rodzinami to jest coś szokującego i
karygodnego. Do czwartku miałam odrobinę złudzeń, że w jakiś sposób rząd chce
kompromisu w sprawie godnego upamiętnienia tych, którzy stracili życie 10
kwietnia, dziś te złudzenia straciłam. Forma, w jaki sposób kwestia krzyża przed
Pałacem Prezydenckim została "rozwiązana", pokazała prawdziwe oblicze władz i
fakt, że bynajmniej nie chodzi im o pojednanie. Strach pomyśleć, że w
demokratycznym kraju, jakim dziś jest Polska, a który był kiedyś symbolem walki
o wolność, symbolem "Solidarności" i który emanował tymi ideami na całą Europę i
świat, dzisiaj łamie się demokratyczne zasady.
Dziękuję za rozmowę.
