Akcje i reakcje
Każda akcja wywołuje reakcję? Tak wszyscy mówią, ale to wcale nie musi
być prawda, co łatwo wykazać na przykładzie rządu premiera Donalda
Tuska. To bardzo osobliwe zjawisko, i to już od samego początku. Jak
pamiętamy, PO szczyciła się posiadaniem gabinetu cieni, w którym
poszczególni ambicjonerzy szykowali się do objęcia konkretnych resortów.
Kiedy jednak przyszło do tworzenia rządu, okazało się, że tylko Ewa
Kopacz, która jaka jest, każdy widzi, no i Mirosław Drzewiecki,
późniejszy "Miro", rzeczywiście objęli swoje resorty, podczas gdy
resorty pozostałe – zupełnie inne osoby, nieraz w ogóle w "gabinecie
cieni" niezasiadające, zaś ambicjonerzy ustąpili im bez żadnej reakcji.
Oto na przykład do finansów w "gabinecie cieni" przymierzał się
Zbigniew Chlebowski, późniejszy "Zbycho", a tymczasem ministrem został
Jacek Rostowski. Albo Julia Pitera, która miała objąć resort
sprawiedliwości, ale co z tego, skoro objął go Zbigniew Ćwiąkalski?
Sprawami zagranicznymi pasjonował się Bronisław Komorowski, ale zastąpił
go Radek Sikorski, podobnie jak Bogdan Zdrojewski, szykowany na resort
obrony, który musiał ustąpić miejsca Bogdanu Klichu, który – podobnie
jak Jacek Rostowski, Zbigniew Ćwiąkalski i Radosław Sikorski – w ogóle w
gabinecie cieni nie zasiadał. Czyż to nie poszlaka, że w tworzeniu tego
rządu musiały uczestniczyć Siły Wyższe, przedstawiając premieru Tusku
propozycję nie do odrzucenia?
No dobrze, ale dlaczego właściwie Siły Wyższe miałyby dyktować premieru
Tusku skład jego rządu? Ano, jeśli przyjmiemy, że podstawowym zadaniem
tego rządu jest gwarantowanie delikatnego kompromisu osiągniętego w
ramach rządzącego naszym nieszczęśliwym krajem dyrektoriatu tajnych
służb i agentur, to w tej sytuacji poszczególni ministrowie są rodzajem
mężów zaufania poszczególnych uczestników tego kompromisu, zaś premier –
jego notariuszem, pozbawionym – jak to notariusz – możliwości
dokonywania samowolnych zmian. Dlatego na przykład premier Tusk –
chociaż zapowiadał dymisję ministra Aleksandra Grada w przypadku, gdy w
określonym terminie nie znajdzie on strategicznego inwestora dla stoczni
– kiedy przyszło co do czego, w podskokach odstąpił od dymisji, bo
widocznie jego władza aż tak daleko nie sięga. Czyż to nie poszlaka, że
minister Grad premieru Tusku nie podlega, podobnie jak minister Cezary
Grabarczyk, nie mówiąc już o ministrze Jacku Rostowskim, a zwłaszcza o
Bogdanie Klichu?
Jak pamiętamy, zaraz po katastrofie smoleńskiej generał Sławomir
Petelicki, co to wstąpił do SB, aby spełniać dobre uczynki, publicznie
zażądał od premiera Tuska nie tylko dymisji ministra Klicha, ale
ostentacyjnie przedstawił mu też kandydatów na poszczególne stanowiska w
wojsku. Głuche milczenie było mu odpowiedzią, a żadne zmiany nie
nastąpiły. Akcja generała Petelickiego nie wzbudziła żadnej reakcji.
Kolejna fala żądań dymisji ministra Klicha podniosła się po
opublikowaniu raportu MAK. Widocznie była silniejsza od akcji generała
Petelickiego, bo wywołała reakcję w postaci wsparcia, jakiego ministru
Klichu udziela nie tylko telewizja państwowa, ale również czynią to
stacje prywatne, podejrzewane o powiązania z WSI. Minister Klich daje
tam odpór swoim oskarżycielom, a szczególnie oskarżeniu o "zaprzaństwo",
z którym – jak z naciskiem podkreśla – zetknął się po raz pierwszy. Ano,
ten pierwszy raz zawsze kiedyś musi się pojawić, ale oczywiście nie o to
chodzi, bo zarówno żądania dymisji, jak i wsparcie stanowią poszlakę, że
chwiejna równowaga w dyrektoriacie musiała zostać zachwiana i będzie on
musiał wypracować nowy kompromis. Czy jego gwarantami będą nadal ci sami
ministrowie, a notariuszem – nadal premier Tusk, czy też trzeba będzie
dokonać rekonstrukcji rządu jeszcze przed wyborami? Tego oczywiście nie
wiemy, ale jeszcze ważniejsza jest treść tego przyszłego kompromisu i
jego cel. Na przykład pan generał Waldemar Skrzypczak powiada w jednym z
wywiadów, że ministru Klichu udała się "destrukcja armii". Taka
destrukcja, podobnie jak destrukcja kolei i w ogóle infrastruktury, czy
destrukcja finansów państwa, może być oczywiście efektem nieudolności,
ale równie dobrze może być dowodem skuteczności działania. Wszystko
bowiem zależy od celu, w którym rządzący naszym nieszczęśliwym krajem
dyrektoriat zawiera i modyfikuje kompromisy. Również i to, czy rząd
będzie tylko gronem mężów zaufania, czy dodatkowo – rodzajem Komisji
Likwidacyjnej.
Stanisław Michalkiewicz
