Ach, co to będzie za exposé
Za miesiąc premier Donald Tusk ma wygłosić w Sejmie exposé, w którym
przedstawi program swojego nowego-starego rządu na najbliższe cztery lata. Ponad
cztery tygodnie to jeszcze szmat czasu, ale już jesteśmy zasypywani
informacjami, jak to szef rządu ciężko pracuje nad przemówieniem, tak ciężko, że
nie pokazuje się od dawna publicznie, tak ciężko, że nie ma czasu, aby spotkać
się z marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną. Zamyka się za to podobno na długie
godziny z ministrem finansów Jackiem Rostowskim i szefem swojej rady
gospodarczej Janem Krzysztofem Bieleckim i w tym wąskim gronie ustalany jest
program rządu. A politycy Platformy Obywatelskiej na wyścigi zapewniają nas, jak
to ambitny będzie ten program, że premier na pewno pozytywnie zaskoczy Polaków i
zapowie wiele zdecydowanych działań swojego rządu.
Gdybym miał krótką pamięć, może bym i uwierzył. Ale niestety, doświadczenia z
poprzedniej kadencji każą z niedowierzaniem przyjmować takie rewelacje. Donald
Tusk już podczas pierwszego exposé w listopadzie 2007 roku zapowiadał gruntowne
reformy praktycznie w każdej dziedzinie, a lista złożonych przez niego obietnic,
jak wyliczyli skrupulatni słuchacze, miała ponad 70 pozycji (wiele osób
wyliczyło ich grubo ponad 100), z których na koniec kadencji zrealizowano może
co piątą. A w międzyczasie przecież Tusk ze dwa razy ogłaszał nowe otwarcie i
pokazywał nowe cele, jakie stawia przed rządem. I znowu na obietnicach się
kończyło…
Dlatego i teraz nie spodziewam się żadnego przełomu. Oczywiście, jestem gotów
założyć się z każdym chętnym, że exposé premiera Donalda Tuska będzie znowu
pełne pięknych haseł, górnolotnych frazesów, ambitnych deklaracji, słowem,
będzie to kolejny koncert obietnic, tylko że prawdziwej treści będzie w nim jak
na lekarstwo. Cztery lata temu wystąpienie premiera trwało ponad trzy godziny, a
największą frekwencję miały słowa: zaufanie, wolność i przede wszystkim miłość,
ze słynną "polityką miłości" na czele. Jak w praktyce to zaufanie państwa do
obywateli i polityka miłości wyglądały? Mamy aż nadto przykładów.
Ciekawe, jakich teraz słów wytrychów będzie używał Donald Tusk, bo na "miłość"
Polacy drugi raz się nie nabiorą. I ciekawe, czy dusza Tuska-sportowca nie
sprawi, że premier będzie chciał pobić swój rekord sprzed czterech lat i teraz
wygłosi już pięciogodzinne exposé, a w nim znajdzie się z 200 obietnic. I na tym
będzie polegał właśnie element zaskoczenia, o którym mówią posłowie Platformy
Obywatelskiej. Bo na pewno nie dowiemy się z wystąpienia Tuska, jakie reformy
przeprowadzi rząd ani jak to zrobi i w jakim czasie, jakie ma pomysły na
uchronienie Polski przed kryzysem i pobudzenie gospodarki. Nie, takich
zobowiązań Donald Tusk nie zwykł składać publicznie i teraz też nie zmieni
swojego zwyczaju.
Krzysztof Losz
