ABW nie poradziła sobie z filmem
Krążący w internecie film z miejsca katastrofy prezydenckiego Tu-154M
pod Smoleńskiem najprawdopodobniej nie był poddawany montażowi. Może to być
argument świadczący o jego autentyczności. Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w
Warszawie wpłynęła już opinia Biura Badań Kryminalistycznych Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które zajmowało się analizą tego
nagrania.
„W trakcie badań nie znaleziono dowodów na dokonywanie ingerencji w ciągłość
zapisu, stwierdzono jednak fakt modyfikacji formatu nagrania i powtórny zapis do
pliku” – czytamy w komunikacie zamieszczonym na stronach internetowych
Prokuratury Generalnej. Biegli podkreślają jednak, że „nie można wykluczyć”, iż
„nadesłane zapisy były wielokrotnie poddawane kompresji, co mogłoby spowodować
zatarcie nawet bardzo widocznych śladów ingerencji w ich
ciągłość”.
Rzeczoznawcy tłumaczą kłopoty z analizą nagrania tym, że jest
„niskiej jakości”. Z tego powodu nie zakończono analizy odgłosów
przypominających wystrzały, które słychać na nagraniu. „(…) biegli
stwierdzili, że z uwagi na występowanie silnych zakłóceń, w tym pochodzących
prawdopodobnie od podmuchów powietrza, małym stosunkiem sygnału do szumu,
podejrzeniem modyfikacji formatu nagrania, nie była możliwa jakakolwiek
pomiarowa analiza odgłosów przypominających wystrzał” – podaje komunikat.
Prokuratorzy zapewniają, że kwestia ta będzie przedmiotem dalszych czynności
procesowych.
Marta Ziarnik
