ABW bada film ze Smoleńska

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, analizując film nakręcony telefonem
komórkowym na miejscu katastrofy rządowego Tu-154M w Smoleńsku bezpośrednio po
zdarzeniu, nie była w stanie rozstrzygnąć, czy pojawiające się czterokrotnie
odgłosy przypominające wystrzał z broni palnej są nimi faktycznie. Eksperci
Agencji badali aż sześć wersji filmu. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie
czeka jeszcze na ekspertyzy nagrań z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego
Komendy Głównej Policji.

Specjalista w zakresie multimediów, zajmujący się analizą obrazu, prof.
Władysław Skarbek, kierownik Zakładu Telewizji Politechniki Warszawskiej, uważa,
że każdą analizę takiego filmu można podważyć, bo w momencie, kiedy jakiś
materiał umieszcza się w internecie, przechodzi on przetwarzanie cyfrowe, stąd
powstaje problem oryginalności takiego filmu. – Dlatego trudno byłoby uznać taki
film za dowód, podobnie trudno byłoby udowodnić drugiej stronie, że jest on
sfałszowany. Możemy oczywiście z jakimś prawdopodobieństwem powiedzieć, czy to
jest prawdziwe, czy sfałszowane, bo są zawsze jakieś przesłanki, typu cienie czy
analiza tekstury, które nam to umożliwiają – zauważa prof. Skarbek. Badanie
oryginalności filmu należy do analizy i przetwarzania obrazu. Sprawdza się m.in.
rozkład światła, cienie, ich kierunek i czy była czyjaś interwencja lub nie,
jeśli chodzi o kierunek padania cienia. Jednym z badań jest także detekcja
dźwięków z podłoża. – Obrazy cyfrowe na nośnikach czy cyfrowe nagrania dźwiękowe
są analizowane za pomocą algorytmów zapisanych w postaci programów napisanych w
językach wyższego poziomu. Obraz czy nagranie to miliony punkcików cyfrowych o
odpowiedniej wartości koloru czy położenia, i jeśli posiada się algorytmy
zanurzania jednego rodzaju obiektu w drugim, to wtedy można badać te obiekty
dowolnie i ustalać prawdopodobieństwo oryginalności filmu i zapisanych w nim
informacji – wyjaśnia prof. Skarbek.

Nie dla amatorów

Z informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", wynika, że eksperci ABW badanie
filmów wykonywali od 17 do 19 kwietnia 2010 roku. Analizie poddano sześć wersji
filmu. Eksperci wykonali korekcję nagrań w celu uzyskania najlepszej jakości
dźwięku, wyrazistości i zrozumiałości mowy.
Długość nagrań wynosi: 1 min 20 s (trzy nagrania), 2 min 20 s (dwa nagrania) i 2
min 1 s (jedno nagranie), a wypowiedzi i słowa są tłumaczone z języka
rosyjskiego, choć padają także słowa po polsku. W analizie podkreślono, że w
nagraniach znajdują się krótkie wypowiedzi mężczyzn i kobiety mówiących po
rosyjsku oraz wypowiedzi mężczyzn w języku polskim.
Na filmie trwającym 1 min 20 s zidentyfikowano głos kobiety, który pada w 42.
sekundzie filmu, i to ona prawdopodobnie mówi po rosyjsku: "Chłopaki, chodź
tutaj, …od razu (?)…". Pytajnik oznacza treść słowa najbardziej
prawdopodobną według tłumacza. W 46. sekundzie są dwie wypowiedzi: "Chodź tutaj"
i "Idź stąd", i po nich, w 57. sekundzie pada pierwszy "krótki odgłos
przypominający strzał". Potem słychać przekleństwo i wypowiedź, której nie
udało się zidentyfikować.
Po "strzale" zarejestrowanym w czasie 1:06 pojawia się po 6 sekundach głos w
języku rosyjskim tłumaczony jako: "Wszyscy do tyłu, tu: cofnąć się", i po tym
pojawiają się kolejne informacje o odgłosach przypominających "strzały": po
upływie minuty i 13 s oraz minuty i 15 sekund. 3 sekundy po ostatnim "strzale"
padają słowa tłumaczone jako: "…od wszystkich, …idź stąd, wszyscy…", a
dwie sekundy potem ktoś mówi: "odchodzą", a na końcu pada przekleństwo.
W wersji nagrania trwającej 2 min 20 s padają zdania: "Czarna skrzynka samolotu,
…się rozwalił", "Dawaj, dawaj (?)…", "To polski samolot przecież", "Dawaj
(?)", słychać dźwięk syren i pada przekleństwo.
Na innym filmie trwającym 2 min i 1 s pojawia się ekipa TVP, która chce
prawdopodobnie dostać się w rejon katastrofy, ale ktoś mówiący po rosyjsku
stanowczo się temu sprzeciwia. Być może ta sama osoba pyta dwukrotnie: "Kto tu
filmuje?", i na samym końcu nagrania pada: "Proszę nie filmować! Chodź tu
szybko, k…!".
W badaniu podkreślono, że analiza odgłosów przypominających wystrzał nie może
być wiarygodna ze względu na zbyt dużą liczbę niewiadomych parametrów, a film
został wykonany za pomocą urządzeń amatorskich.
Zdaniem pracownika naukowego Politechniki Poznańskiej, pragnącego zachować
anonimowość, który zajmuje się badaniem zjawisk akustycznych, w ocenie odgłosów
z filmu bardzo duże znaczenie ma źródło pochodzenia filmu. Zauważa, że na filmie
nakręconym komórką odgłosy przypominające strzał mogą pochodzić np. od łamiącej
się gałęzi czy innego przedmiotu. Biuro prasowe ABW, której eksperci badali
filmy, odmawia wszelkich komentarzy w tej sprawie.
Jednak warto podkreślić, że prokuratura identyczne badania zleciła również
policji. Jak informuje rzecznik NPW płk Zbigniew Rzepa, Wojskowa Prokuratura
Okręgowa w Warszawie prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej nie
dysponuje jeszcze ostatecznymi analizami przedmiotowego filmu. – Prokuratura w
dalszym ciągu oczekuje na ekspertyzę Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego
Komendy Głównej Policji. Prokuratura nie planuje na razie kolejnych badań tego
filmu – stwierdza płk Rzepa. Nie wiadomo, kiedy kryminolodzy zakończą prace nad
nagraniami. Rzecznik KGP insp. Mariusz Sokołowski odmówił komentarza i
podkreślił, że policja nie udziela informacji na temat badań prowadzonych przez
laboratorium.

 

Paweł Tunia
 

drukuj