Absolwenci WSKSiM zaważą na losach naszej Ojczyzny
Z JE ks. abp. prof. dr. hab. Stanisławem Wielgusem rozmawia Paweł Pasionek
Księże Arcybiskupie, na czym polega społeczna misja uczelni wyższych?
– Przede wszystkim na kształceniu intelektualnym i kształtowaniu etycznym
studentów, którzy będą w przyszłości stanowić wykształconą grupę społeczną, w
sposób właściwy i kompetentny kierować życiem społecznym, kulturowym,
politycznym i ekonomicznym danego społeczeństwa.
O charakterze uczelni wyższej w dużym stopniu decyduje kadra wykładowców.
Jakimi cechami powinien charakteryzować się profesor, który jest jednocześnie
mistrzem dla studentów?
– Przede wszystkim musi być świetnie przygotowany merytorycznie w zakresie
swojej dyscypliny. Następnie – co jest bardzo ważne – musi być metodologicznie
przygotowany do pracy naukowej: badawczej i dydaktycznej. I po trzecie, musi być
człowiekiem o wysokim standardzie etycznym, moralnym. Kształcenie młodego
człowieka nie może się ograniczać tylko do misji zawodowego przygotowania. Nie
może się ograniczać tylko do modelu pozytywistycznego uniwersytetu, w którym
ważne jest wyłącznie wykształcenie zawodowe. Pozytywistyczne wykształcenie nie
wystarczy, ponieważ pomija wymiar transcendentny człowieka. W kształceniu
pozytywistycznym odrzucane jest kształtowanie etyczne, moralne, a tym bardziej
religijne. Natomiast współczesny dobry nauczyciel akademicki musi także
kształtować charaktery, postawy etyczne. Szczególnie ważne jest to dla uczelni
chrześcijańskich, katolickich. Stąd katolickie uniwersytety i szkoły mają
dodatkowe zadania do spełnienia. Z jednej strony muszą być uczelniami o
najwyższym poziomie merytorycznym i metodologicznym, a z drugiej strony nie mogą
ograniczać się tylko do kształcenia świetnych zawodowców w danej dyscyplinie,
ale muszą zwracać uwagę na kształtowanie człowieczeństwa, na postawy etyczne, a
także postawy religijne młodych ludzi, którzy kiedyś będą odgrywać bardzo ważną
rolę w społeczeństwie. Współczesny profesor musi rozumieć, jaka jest różnica
między tzw. materializmem dydaktycznym i formalizmem dydaktycznym. To
rozróżnienie istnieje od starożytności, od czasów sofistów. Materializm
dydaktyczny w procesie kształcenia polega na tym, żeby studentowi przekazać jak
najwięcej wiadomości encyklopedycznych z danej dziedziny. Natomiast formalizm
dydaktyczny polega na tym, żeby studenta nauczyć logicznie myśleć, ukształtować
jego umysł tak, żeby sobie dawał radę w najtrudniejszych intelektualnie
sytuacjach. Oczywiście te dwa sposoby kształcenia nie wykluczają się wzajemnie.
Oba są potrzebne. Jednak dużą wagę trzeba przykładać do kształcenia formalnego.
I tutaj niezwykle ważne są dyscypliny filozoficzne, logika, matematyka, bo one
uelastyczniają umysł studenta. I dlatego profesor nie może ograniczyć się tylko
do wykładu, musi uczyć myśleć, a myślenie to przewidywanie. Kto nie przewiduje,
nie myśli. Dobrze wykształcony człowiek da sobie radę w najróżniejszych,
najtrudniejszych sytuacjach intelektualnych. Tak więc ideałem współczesnego
nauczyciela akademickiego jest profesor, który potrafi przekazać wiedzę, nauczyć
myśleć i wychować moralnie studenta.
A zatem kształcenie intelektu musi iść w parze z wychowaniem moralnym…
– To jest niezwykle ważne, zwłaszcza w naszych czasach, kiedy laicyzacja ogarnia
nasze społeczeństwa i całą kulturę euroatlantycką. Religia i chrześcijańskie
zasady moralne są wyrzucane na margines życia społecznego i życia prywatnego
albo całkowicie kwestionowane. Sama nauka, wiedza i sprawność intelektualna,
nawet najwyższego rzędu, współczesnemu światu nie wystarczą. Wprost przeciwnie –
może być tym większym zagrożeniem dla ludzkości. Corocznie we wrześniu
wspominamy wybuch II wojny światowej, którą wszczął nasz zachodni sąsiad,
napadając na Polskę i powodując niewiarygodne zniszczenia, zbrodnie. Mówię o tym
nie dlatego, żeby wzbudzać jakieś resentymenty, tylko dlatego, by pokazać, że
sama nauka, sama technologia i technika to za mało. To może być bardzo groźne,
jeżeli człowiek, który tym dysponuje, nie żyje w obecności Boga, jeśli nie
uwzględnia zasad moralnych. Bo przecież w 1939 r. naród niemiecki był narodem
najbardziej wykształconym na świecie, i to, co uczynił, wynikało stąd, że
odszedł od Dekalogu, Ewangelii. Dał się zwieść swoim wodzom pełnym pychy i
nienawiści do drugiego człowieka, także nienawiści do zasad chrześcijaństwa. W
pewien sposób jest to zagrożenie coraz bardziej realne w naszych czasach. Nie
wystarczy wykształcenie sprawnych zawodowców. Trzeba ukształtować pod względem
moralnym, etycznym pięknego człowieka. Bez religii, bez odniesienia do Dekalogu
nie uda się wychować młodego człowieka. Zawsze będzie to zejście do instynktów
zwierzęcych i do tego będą się ograniczać potrzeby człowieka, społeczeństwa.
Stąd potrzeba istnienia wyższych szkół katolickich jest większa niż
kiedykolwiek.
Czy umiłowanie prawdy, według Waszej Ekscelencji, powinno być swoistym
posagiem przekazywanym młodym przez uczelnie?
– Zdecydowanie tak. Zwłaszcza w naszych czasach, kiedy szerzy się dyktatura
relatywizmu, która kwestionuje istnienie obiektywnej prawdy, obiektywnego dobra,
ale i grzechu oraz odpowiedzialności za złe czyny. Potrzeba dzisiaj zatem bronić
prawdy i przeciwstawiać się ideologii poprawności politycznej, głoszącej
relatywizm nierozróżniający prawdy od fałszu, dobra od zła. Dlatego zwłaszcza
nauczyciele akademiccy muszą na to zwracać uwagę. Ale sama prawda nie wystarczy.
Wiemy z Ewangelii, że muszą jej towarzyszyć dobroć, miłość, życzliwość i
uszanowanie każdego człowieka.
W jaki sposób ubożenie społeczeństwa, postępujący konsumpcjonizm i wąski
utylitaryzm wpływają na pogłębienie kryzysu w zakresie kształcenia na studiach
wyższych?
– Nauczyć zawodu i sprawności, które będą przynosić pieniądze i zaspokajać
potrzeby absolwenta studiów, to o wiele za mało. To nie jest kształcenie
prawdziwego inteligenta, gdyż uczelnia, a zwłaszcza katolicka, ma za zadanie
nauczyć myślenia. Ma nauczyć szukania prawdy i bronienia prawdy w duchu
chrześcijańskim. Nie wystarczy odkryć prawdę. Obowiązkiem intelektualisty jest
też dzielenie się tą prawdą z innymi. Do obowiązków nauczyciela akademickiego
należy więc zarówno prowadzenie badań naukowych, jak i dydaktyka, czyli
rozpowszechnianie tej uzyskanej prawdy, a także kształtowanie postaw etycznych
studentów.
Współcześnie obserwujemy niedomagania instytucji państwowych w zakresie
wspierania szkolnictwa wyższego. Jakie zatem kroki mogą podejmować obywatele i
Kościół, by zaradzić niekorzystnym tendencjom?
– Myślę, że obecnie są ku temu możliwości. Szczęśliwie nie żyjemy już w
komunizmie, który stawiał sobie za wzór trzy cele: rządzić, gospodarować,
edukować. Współczesne kształcenie powinno w dużym stopniu zależeć od
społeczeństwa, a dużą w nim siłą jest Kościół. Przecież nie kto inny jak Kościół
stworzył szkolnictwo powszechne i pierwsze uniwersytety. W ciągu całej swojej
historii bronił jak nikt rozumu. Czyni to również teraz, w czasach bardzo często
zupełnie irracjonalnych. Tu rola Kościoła jest olbrzymia. Najważniejsza jest
zawsze idea, ale ona sama nie pójdzie w świat. Niosą ją ludzie. Jednak życie
ludzkie jest nietrwałe i by idea przetrwała, potrzebne są instytucje takie
właśnie jak uczelnie wyższe. Chwała zakonowi redemptorystów, że stworzył tak
ważną dla Ojczyzny uczelnię.
Jak Ksiądz Arcybiskup przyjął w 2001 r. inicjatywę Ojca Tadeusza Rydzyka
założenia Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu?
– Przyjąłem ją z radością i bardzo mi zależało, by uczelnia powstała. Przecież
któż, jak nie profesor uniwersytecki i wieloletni rektor Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego, powinien rozumieć taką sprawę. Wówczas pełniłem
funkcję przewodniczącego Rady Naukowej Episkopatu Polski. Po przedstawieniu mi
całej dokumentacji powstającej uczelni byłem pewny, że będzie ona dysponować
odpowiednią kadrą, bazą dydaktyczną i będzie miała odpowiedni program. Znając
dokładnie wniosek WSKSiM, w którym wszystko było dopięte na ostatni guzik,
zwróciłem się do przewodniczącego Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego ze
specjalnym listem popierającym. I dzisiaj dziękuję Bogu, że mogłem wówczas
wesprzeć to dzieło.
Toruńska uczelnia od początku kształci dziennikarzy i politologów, a od kilku
lat prowadzi także studia z zakresu kulturoznawstwa i informatyki. Czy niesie to
w jakimś sensie nadzieję na zmianę losów naszej Ojczyzny?
– Uważam, że niezwykle istotną sprawą jest wykształcenie ludzi, którzy będą
wpływać na życie społeczne w Polsce. Współcześnie to właśnie od mediów
niezmiernie dużo zależy. Niestety, większość środków przekazu jest dzisiaj
opanowana przez liberalizm ateistyczny, mniej lub bardziej wyraźny. Są potężne
siły na świecie – nie chcę tutaj wymieniać nazwy – dysponujące olbrzymimi
funduszami. Ich zadaniem jest zniszczenie chrześcijaństwa, a zwłaszcza Kościoła
katolickiego. I one starają się opanować trzy zasadnicze instytucje. Mianowicie
opanowują parlamenty, zatem życie polityczne, funkcjonowanie partii. Po drugie
podporządkowują uniwersytety, kształcąc tych, którzy będą kierowali
społeczeństwami. I po trzecie dążą do zdobycia władzy nad mediami, ponieważ
dzisiaj wpływ środków przekazu jest szczególnie wielki. Wobec tych zagrożeń
niezmiernie istotne jest, żeby kształcić tych, którzy będą odgrywać istotną rolę
w polityce i będą pracować w mediach. Jedyna nadzieja na uratowanie
współczesnych społeczeństw przed zupełnym zdziczeniem jest w takich uczelniach
jak WSKSiM.
Obserwuje Ksiądz Arcybiskup rozwój uczelni od początku, a także często gości
w murach WSKSiM, której przyświeca hasło Fides, Ratio et Patria. Proszę
powiedzieć, jaka jest rola WSKSiM w służbie Polsce i Kościołowi.
– Wprawdzie uczelnia istnieje dopiero 10 lat, lecz z pewnością jej absolwenci
odgrywają już w środowiskach, w których są, istotną rolę, a myślę, że będą
odgrywać jeszcze większą. Dlatego trzeba zrobić wszystko, co możliwe, by
wykształcić jak największą liczbę osób. Wasza uczelnia już odgrywa ważną rolę, a
myślę, że jeśli dalej będzie się rozwijać, to jej absolwenci zaważą na losach
naszej Ojczyzny.
Czego Ksiądz Arcybiskup życzy WSKSiM z racji jubileuszu?
– Życzę przede wszystkim wszechstronnego rozwoju w realizacji hasła: Fides,
Ratio et Patria, bo ono wyraża istotę celów, jakim uczelnia ma służyć.
Oczywiście to życzenie jest skierowane do profesorów, władz uczelni, a także
wszystkich studentów.
Dziękuję za rozmowę.
