Aborcyjna pomoc na Tanzanii
Tanzański parlament pracuje nad depopulacyjną ustawą o zdrowiu
reprodukcyjnym.Projekt rekomenduje międzynarodowa organizacja Care International.
– Niektóre zachodnie kraje chcą eksploatować nasze surowce naturalne i zdają
sobie sprawę, że mogą to osiągnąć tylko wtedy, jeśli zatrzymają dynamiczny
rozwój populacji Tanzanii. Dlatego chcą uderzyć w młodych ludzi i następne
pokolenia – twierdzi Emil Hagamu z Human Life International.
Ustawa znana też pod nazwą "Bezpieczne Macierzyństwo" ma na celu całkowitą
zmianę sposobu myślenia i postrzegania przez Tanzańczyków małżeństwa, rodziny i
potomstwa. Projekt przedstawiony przez organizację Care International, zajmującą
się (przynajmniej w teorii) dostarczaniem pomocy humanitarnej do biednych
regionów świata, w istocie sprowadza się do próby narzucenia na szeroką skalę
różnorodnych programów promujących aborcję i antykoncepcję. Implementacją tego
typu programów zajęłoby się Planned Parenthood mające już spore doświadczenie w
zasypywaniu innych afrykańskich krajów prezerwatywami oraz dostarczaniem na ich
tereny usług aborcyjnych.
Zabijanie jako usługa medyczna
Ustawa depenalizuje dzieciobójstwo, czyniąc z niego usługę medyczną na
życzenie. Obecnie w Tanzanii aborcja jest dopuszczalna w przypadku zagrożenia
życia matki. Nowe przepisy mają zezwalać na pozbawienie życia dziecka w
prenatalnej fazie jego życia, jeśli "posiada ono poważną wadę fizyczną lub
psychiczną", zostało poczęte w wyniku gwałtu, czynu zabronionego bądź
kazirodztwa. Ponadto będzie dopuszczalna w przypadku, jeśli matka jest osobą
upośledzoną umysłowo lub co najdziwniejsze – "nie będzie w stanie ocenić
ważności ciąży". Do wyznaczenia listy placówek spośród istniejących już szpitali
i klinik aborcyjnych ma być zobligowany minister zdrowia. – Ustawa ta podcina
korzenie kultury afrykańskiej wraz z wszystkimi jej wartościami dotyczącymi
wychowania dzieci. Całkowicie lekceważy nasze prawa religijne oraz praktykę
życia małżeńskiego – twierdzi Hagamu. W jego ocenie, projekt w szybkim tempie
doprowadzi do "kryminalizacji" chrześcijańskiego nauczania na temat poszanowania
życia ludzkiego. Tanzania jest krajem, w którym chrześcijanie stanowią nieco
ponad 30 proc. obywateli. Podobny odsetek to muzułmanie. Nieco więcej niż jedna
trzecia mieszkańców deklaruje się jako wyznawcy wierzeń plemiennych.
-Ten cały dokument to tylko i wyłącznie parcie na popularyzację tzw. zdrowia
reprodukcyjnego ze szczególnym naciskiem na propagowanie antykoncepcji u jak
najmłodszych osób – zauważa Hagamu. Stojąca za ustawą Care International starała
się doprowadzić do wejścia jej w życie w jak największym sekrecie. Dopiero
zdecydowana reakcja aktywistów pro-life wyciągnęła sprawę na światło dzienne.
Organizacja proponuje m.in., aby antykoncepcja, w tym także leki hormonalne,
była "uniwersalnie dostępna i obowiązkowa dla nieletnich bez wiedzy i zgody ich
rodziców". Obowiązek dostarczenia produktów, usług antykoncepcyjnych i porad
również spocząłby na rządzie.
Tanzania pod presją
Drastyczny projekt antynatalistyczny to odpowiedź na ubiegłoroczną
konferencję poświęconą bezpieczeństwu kobiet w ciąży i umieralności niemowląt.
Presja na rząd Tanzanii w tej kwestii ze strony lewicowych środowisk jest
ogromna. Do przyjęcia ustawy zagrzewa "New York Times", który stwierdził, że
obecne prawo w tym kraju doprowadziło do ogromnej liczby zgonów z powodu
nielegalnie wykonywanych aborcji, czy środowiska proaborcyjne, które już oferują
swoje usługi w "bezpiecznym"… zabijaniu nienarodzonych dzieci. Z drugiej
strony oenzetowskie agendy, takie jak UNICEF czy UNFPA (Fundusz Ludnościowy),
twierdzą, że Tanzania doświadcza obecnie niezwykle wysokiego przyrostu
naturalnego i postulują jego zastopowanie. Jednakże – jak wskazują dane
tanzańskiego rządu – te alarmujące dane są zdecydowanie wyolbrzymione. Ze
wskaźnikiem 4,16 dziecka na rodzinę Tanzania plasuje się tuż poniżej średniej
urodzeń pośród rozwijających się krajów Afryki. Dla porównania: w sąsiadującej z
tym krajem Kenii jedna kobieta rodzi średnio 4,19 dziecka, a w Zambii – 5,98, i,
o dziwo, nikt nie wzywa do zastopowania urodzeń w tych państwach.
To, co rzeczywiście jest dość alarmujące, to wskaźnik umieralności kobiet
przy porodzie. W Tanzanii na 100 tys. porodów umiera 790 matek. Jak twierdzą
jednak lekarze pracujący w Afryce, propozycje lobby aborcyjnego nie mają nic
wspólnego z rzeczywistymi powodami śmiertelności matek. Najwięcej zgonów
następuje w wyniku powikłań poporodowych. Dochodzi do nich najczęściej w małych
wioskach, gdzie bardzo trudno na czas dotrzeć z pomocą. Jak wyjaśnia organizacja
Matercare International, większość kobiet umiera w wyniku krwotoku i powikłań
patologii ciąży.
Łukasz Sianożęcki
