A miłosierdzie Boże zwycięży!

Kazanie Biskupa Polowego WP wygłoszone w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w I rocznicę beatyfikacji ks. Michała Sopoćki

„Ksiądz Sopoćko musi być przez Boga bardzo umiłowany. Mówię to dlatego, bo doświadczyłam, jak bardzo się Bóg za nim upomina w pewnych momentach, widząc to cieszę się niezmiernie, że Bóg ma takich wybrańców" – pisała św. siostra Faustyna Kowalska w"Dzienniczku" o swoim spowiedniku i kierowniku duchowym ks. Michale Sopoćko. A ks. Sopoćko pisał do s. Faustyny: „Dziękuję za modlitwy, których skuteczność odczuwam i których bardzo potrzebuję, gdyż sytuacja jest coraztrudniejsza … ale nadziei nie tracę i robię co mogę”. W apogeum tych trudności, osamotnienia i upokorzeń, ks. Sopoćko powiedział: A miłosierdzie Boże zwycięży!

I zwycięża na naszych oczach. Przy tym samym ołtarzu (przeniesionym z lotniska) przy którym Jan Paweł II, trzeci Apostoł Miłosierdzia, sprawował w 1991 roku Mszę św. tu w Białymstoku, na ołtarze 28 września 2008 roku został wyniesiony ks. Michał Sopoćko. Tytan pracy,"anioł pociechy", odważny i posłuszny. To paradoksalnie wzór świętości, który pozornie nie ma szans dotrzeć do współczesnych ludzi, uformowanych przez świat reklamy, promującej krzykliwych skandalistów i fałszywych proroków. Cichy i pokorny, zwyczajny i odpowiedzialny, niczym św. Józef, człowiek drugiego planu. A jednak… Na tym polega prawdziwa świętość – przyciąga blaskiem prawdy, która przenika aż do głębi zranionego serca ludzkiego.

Na początku 1919 roku ks. Sopoćko wrócił do stolicy. Na jego prośbę – Biskup Polowy Wojska Polskiego Stanisław Gall mianował go kapelanem Wileńskiego Pułku Strzelców i oddelegował do Wołkowyska. Na bezpośrednim zapleczu wojny ks. kapitan Sopoćko odprawiał Msze św., niósł posługę i sakramenty umierającym żołnierzom. Dla rannych zorganizował też szpital polowy. Do prac pomocniczych w placówce namówił miejscową ludność. Trudne warunki i ciągła zmiana miejsc spowodowały, że kapłan ponownie zachorował na tyfus.

Na początku września 1919 roku ks. Sopoćko po raz trzeci wrócił do stolicy. Biskup polowy przydzielił mu kolejne zadania. Tym razem miał posługiwać m.in. w Kościuszkowskim Oddziale Szkoleniowym dla Saperów na Powązkach i I Pułku Saperów na Marymoncie, zajmował się też młodzieżą.
Do nowych obowiązków kapłana należały pogadanki z żołnierzami oraz prowadzenie dla nich wykładów z dogmatyki i historii Kościoła. Z kolei na spotkaniach z podoficerami ks. Sopoćko miał poruszać sprawy związane z wychowaniem patriotycznym. – Te ostatnie wykłady zyskały taką rangę w oczach dowództwa Wojska Polskiego, że kazano je opublikować i rozprowadzić wśród wszystkich żołnierzy. Publikacja nosiła tytuł „O obowiązkach wobec Ojczyzny”.

Kiedy w lipcu 1920 roku bolszewicy zaczęli zagrażać stolicy, ks. Sopoćko zaczął zbierać fundusze na dozbrojenie armii wśród ludności cywilnej. Zorganizował też Straż Obywatelską, która miała zapobiegać działaniom dywersyjnym, jakie w stolicy prowadzili sympatycy Moskwy. W odwecie komuniści zorganizowali napad na ks. Sopoćkę. Stało się to w nocy, kiedy wracał ze szpitala od rannych. Na szczęście żołnierze w koszarach usłyszeli jego wołanie i przyszli kapłanowi z pomocą.

W swoich wspomnieniach ks. Sopoćko napisał: „(…)za wiedzą odnośnych Dowódców urządziłem(…)kaplicę w Kościuszkowskim Obozie Szkolnym Saperów, na cmentarzu kościół pod wezwaniem św. Jozafata i na Marymoncie kościół pod wezwaniem Królowej Polski. Do kaplicy w Obozie zamówiłem ołtarz Serca Jezusowego u artysty rzeźbiarza Bogaczyka, a do kościoła na Marymoncie – tegoż rzeźbiarza ołtarz Królowej Polski i dwa ołtarze boczne – św. Kazimierza i Serca Jezusowego” (ks. M. Sopoćko, Wspomnienia z przeszłości).

Warszawiacy zawdzięczają mu marymoncką świątynię Matki Bożej Królowej Korony Polski – pierwszą w Polsce pod takim wezwaniem. Mało kto wie również o tym, że jego dokonaniami w stolicy interesował się marszałek Józef Piłsudski, a parlamentarzyści zapraszali go do Sejmu jako eksperta.

Oprócz głównych obowiązków wynikających z faktu bycia kapelanem wojskowym, ks. Sopoćko włączył się także w pracę społeczną. Zorganizował szkołę dla sierot oraz Bratnią Pomoc Żołnierską, która wspomagała materialnie wojskowe rodziny. Dla dzieci, które w wyniku działań wojennych zostały sierotami, zorganizował naukę śpiewu i gry na instrumentach. To właśnie wówczas powstał Chór Marymoncki, którego czarno-białe zdjęcie można zobaczyć oglądając kronikę warszawskiej parafii Matki Bożej Królowej Polski.

Studiowanie na Uniwersytecie Warszawskim trzeba było godzić z obowiązkami kapelana wojskowego. Rano ks. Sopoćko odprawiał Mszę św., następnie udawał się na uczelnię, gdzie słuchał wykładów, a w godzinach popołudniowych znowu pełnił posługę w wojsku. To wymagało od niego wiele wyrzeczeń i samozaparcia.
Ks. Sopoćko dobrze czuł się w Warszawie. Nie zamierzał stąd wyjeżdżać. Jednak na prośbę biskupa wileńskiego Jerzego Matulewicza zmienił swoje plany. I w grudniu 1924 roku wrócił do Wilna. Zgodnie z dekretem Biskupa Polowego objął tam stanowisko kierownika rejonu Duszpasterstwa Wojska Polskiego. Ponadto zajął się duszpasterstwem młodzieży pozaszkolnej i zorganizował Związek Młodzieży Katolickiej.

W latach 1925 – 1929 będąc w Wilnie doprowadził do odbudowy będącego w zupełnej ruinie kościoła p.w. św. Ignacego, z przeznaczeniem na kościół garnizonowy. Podczas spotkania organizacyjnego zainicjowanego przez siebie Komitetu Opieki Duszpasterskiej nad Wojskiem Polskim ks. Michał Sopoćko tak relacjonuje swoje wystąpienie, w którym wskazywał na pilną konieczność zbudowania kościoła dla wojska: „W przemówieniu starałem się udowodnić konieczność opieki duszpasterskiej nad wojskiem i tragiczne pod tym względem położenie w Wilnie, że w największym garnizonie w Polsce nie ma kościoła garnizonowego, wskutek czego trudne jest duszpasterstwo dla księży kapelanów, a tym bardziej dla podopiecznych żołnierzy, którzy po tygodniowych ćwiczeniach muszą maszerować do kościoła odległego około czterech kilometrów, gdzie ich znów pędzają dozorcy miotłami i utyskują za niezachowanie porządku. W rezultacie poprosiłem o zaradzenie tym trudnościom i może wzniesienie nowego kościoła garnizonowego gdzieś bliżej głównych koszar przy ul. Kalwaryjskiej lub Werkowskiej, gdzie świątynia przydałaby się i dla ludności cywilnej” (ks. M. Sopoćko, Wspomnienia z przeszłości)

Z woli arcybiskupa wileńskiego Romualda Jałbrzykowskiego ks. Michał Sopoćko otrzymał 8 sierpnia 1927 roku jeszcze jedną nominację – ojca duchownego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Wilnie. Ksiądz Michał nie zaprzestał swej pracy naukowej. Wyjeżdżał do licznych krajów europejskich, by zebrać materiały do swej pracy habilitacyjnej o teologu i pedagogu Mikołaju Łęczyckim (1574-1653). W roku 1932 został zwolniony z duszpasterstwa wojskowego. Poświęcił się teraz całkowicie pracy w Seminarium Duchownym oraz na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego. Był też stałym spowiednikiem sióstr kilku zakonów.

Ks. Michał Sopoćko był także spowiednikiem zwyczajnym Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w latach 1932 – 1941. Tam w roku 1933 spotkał siostrę Faustynę Kowalską. Była ona jego penitentką i w czasie spowiedzi św. zwierzała się ze swych prywatnych objawień na temat kultu Miłosierdzia Bożego. Jako spowiednik św. s. Faustyny, czuł się powołany do głoszenia wszędzie orędzia Miłosierdzia Bożego. Stało się to naczelnym zadaniem jego dalszego kapłańskiego życia.

Dziś mija pierwsza rocznica beatyfikacji księdza Michała Sopoćki, apostoła Miłosierdzia. Samo Miłosierdzie, także to Boże, zakorzeniające w sobie ufność nękanej przez różnorodne zło ludzkości, jest służbą ze swej istoty. Bóg w swym Miłosierdziu służy człowiekowi, by mógł osiągnąć ostateczny cel, który w języku wiary nazywamy zbawieniem. W duchu Bożych zamysłów zbawczych Syn Boży nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby sam służył jako Miłosierny Zbawiciel. Głosząc orędzie Miłosierdzia i wprowadzając je w życie, stał się wcieleniem i uosobieniem tegoż Miłosierdzia. Do tych, którzy uwierzyli i poszli za Nim, skierował słowa zachęty:Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Bądźcie miłosierni dla siebie, dla drugich, ażeby odzyskać utracone podobieństwo do Boga. Stąd i apostolstwo Miłosierdzia jest współpracą w realizacji Bożych pragnień i planów, a także oczekiwań wobec tych, którzy są przedmiotem miłosiernej miłości Boga.

Ksiądz Sopoćko w tajemnicy i w orędziu Miłosierdzia dostrzegł klucz do rozwiązania dręczących ludzkość problemów. Klucz podany miłosierną ręką Boga zarówno w osobie i dziele Jego Syna, jak i w całym posłannictwie Kościoła. Przeżył dwie wielkie wojny światowe, widział destrukcyjne działanie sił nienawiści, okrucieństwa i przemocy, wyzwolonych przez bezbożne ideologie, odrzucające prawo Boże wraz z Ewangelią miłości i Miłosierdzia. Wiedział, jak niewiele chcą i mogą zrobić wielcy i możni tego świata, uwikłani w przeróżne ciemne interesy i uwarunkowania, dla których zawsze najważniejsze będą narzędzia politycznej i ekonomicznej supremacji. Nie żywił złudzeń, że znajdą oni rozwiązania odpowiadające skali napięć i zagrożeń. Dlatego on sam nie szukał rozwiązań pozornych, niesięgających do korzeni nękającego ludzkość zła. Wiedział, że istniejące i działające na świecie zło uzewnętrznia jedynie to, co się dzieje w człowieku na skutek wewnętrznej dezintegracji i rozdarcia, spowodowanych przez grzech, czyli odwrócenie się od Boga. Stąd i zagrożenie biologiczne jest pochodną niszczenia wartości moralnych przez oderwanie od prawdy, dobra, przez odebranie wolności, przede wszystkim tej wewnętrznej.

Do spotkania z tajemnicą Miłosierdzia i doświadczenia jej zbawczej mocy, prowadzi droga pokuty i pojednania z Bogiem przez nawrócenie i zerwanie z grzechem, umożliwiająca autentyczne pojednanie z bliźnimi i ze sobą samym. Samo nawrócenie jest miłosierdziem, okazanym przede wszystkim samemu sobie, by następnie, doświadczywszy jego dobrodziejstwa, umieć świadczyć je drugim. Uczestnictwo pojednanych w Eucharystii pozwala odnaleźć się wspólnocie ludu Bożego, która przez swoją ufność miłosiernemu Zbawicielowi czerpie dla siebie i drugich radosną prawdę i życiodajną moc Miłosierdzia.
Błogosławiony ksiądz Michał Sopoćko nie był białostoczaninem, ani z urodzenia, ani z wyboru. Do Białegostoku – nazywanego dzisiaj Miastem Miłosierdzia – przybył w wyniku powojennych zmian w kraju i w Archidiecezji. Przybył z apostolskim żarem w służbie idei, jaką Pan Bóg zapalił w jego sercu za pośrednictwem siostry Faustyny. Przeżyta wojna utwierdziła go w konieczności ufnego zwrócenia się ku tajemnicy Miłosierdzia w sposób zdolny odwrócić grożące zło, zneutralizować jego działanie. Nie czekał biernie na bieg wydarzeń. Starał się rozpoznać wolę Bożą tu i teraz, by w zakresie swych możliwości robić to, do czego czuł się powołany. Wiedział, że wystarczy trzymać się dróg Miłosierdzia, ażeby Bóg sam wkroczył i wspierał dzieło, które odpowiada Jego zbawczym planom. Cały trud badawczy, jasnowidztwo teologicznej wiedzy, czerpanej z depozytu wiary Kościoła, wyostrzony zmysł duszpasterza, wiodły go nieomylnym tropem.

Jako gorliwy kapłan i duszpasterz, służył ofiarnie Bogu i ludziom, Kościołowi i Ojczyźnie. Jego pracę na wszystkich jej odcinkach, znamionował duch apostolstwa. Niezmordowanie podejmował wszelkie trudy, aby szerzyć nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, rozwijać i doskonalić jego formy, doprowadzić do ustanowienia święta.

W rozmowach ze św. Faustyną Jezus ukazuje swoje miłosierdzie jako przymiot powszechny, nieograniczony, dostępny dla wszystkich ludzi: „Otworzyłem swe serce jako żywe źródło miłosierdzia, niech z niego czerpią wszystkie dusze życie, niech się zbliżą do tego morza miłosierdzia z wielką ufnością. Grzesznicy dostąpią usprawiedliwienia, a sprawiedliwi w dobrym utwierdzenia. Kto pokładał ufność w miłosierdziu moim, napełnię duszę jego w godzinę śmierci swym Bożym pokojem” (Dz. 1520). Chrystus potwierdza, że Jego miłosierdzie jest dostępne szczególnie dla grzeszników: „Córko moja, napisz, że im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego, a namawiaj wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – nikogo nie wyłączyłem” (Dz. 1182).

W 1971 roku ks. Sopoćko napisał i rozesłał do wszystkich biskupów diecezjalnych w Polsce referat: „Duch liturgii II niedzieli Wielkanocy”, w którym wykazywał, że – według Nowego Mszału Rzymskiego – wszystkie zmienne części Mszy św. II niedzieli wielkanocnej domagają się uwielbienia Boga w Jego Miłosierdziu.
W roku 1972 wystosował prośbę do kard. Stefana Wyszyńskiego o ustanowienie tego święta, jednak w piśmie z 8 kwietnia 1973 roku otrzymał odpowiedź odmowną.
Nie doczekała się uroczystego obchodzenia święta Bożego Miłosierdzia ani św. Faustyna, ani bł. Michał Sopoćko. Jednak swoim życiem przesyconym ufnością oboje potwierdzili autentyczność i powagę tego, o co zabiegali. Bł. ks. Michał zapisał w swoim „Dzienniku”:"Przez całe życie starałem się wielbić Boga w Jego Miłosierdziu, ponieważ zawsze odczuwałem łaski, których czułem sięniegodnym". Do końca pozostali „narzędziem” w ręku Pana. Oni siali, ale to Pan wyznaczył czas żniw. W „Dzienniczku” św. Faustyny pod datą 21 lutego 1938 roku czytamy:
„Przez nas Bóg zapoczątkował Swoje dzieło, kto je wykończy, nie trzeba tego dociekać, ale teraz robić to, co jest w naszej mocy, nic więcej”.

Miłosierdzie Boże ma oczy Jezusa
Konającego z Miłości
Miłosierdzie Boże czeka jak pielgrzym na pustyni
W poszukiwaniu oazy ludzkiej duszy
Miłosierdzie Boże jest cierpliwe, wyczekujące
Nie przyspiesza kroków wątpiących
Miłosierdzie Boże ma dłonie Jezusa błogosławiącego
Nawet tych, którzy Go nie widzą
Miłosierdzie Boże czeka na progu świątyni
Pełne łask, jak kosze Wielkanocne
Miłosierdzie Boże przebacza, zapomina
Jest jak ptak, który zniża lot
I nie wybiera pól pełnych ziaren
Miłosierdzie Boże ma oczy Jezusa
Nie lęka się bólu, głodu, cierpień, krzyża
Wypija nawet kielich goryczy
Miłosierdzie Boże czeka w deszczu, burzy, potopie
Za dnia i w nocy
Jak Ojciec Miłosierny otwiera ramiona
Dla dusz synów marnotrawnych

(B. Kacperska, Ramiona Miłosierdzia)

+ Tadeusz Płoski
Biskup Polowy Wojska Polskiego

Białystok, 28 września 2009 roku

drukuj