100 tysięcy głosów za odwołaniem Hall
NSZZ "Solidarność" domaga się od premiera odwołania minister edukacji
Katarzyny Hall. Związkowcy argumentują, że to najgorsza minister w historii, a
zmiany, jakie chce wprowadzić resort, m.in. w ramach nowelizacji ustawy o
systemie oświaty, są szkodliwe dla polskiej szkoły. Oburzenie wzmogło się po
informacjach "Naszego Dziennika" o zdarzeniu z udziałem rzecznika prasowego
minister w szkole katolickiej we Włocławku, gdzie urzędnik z premedytacją
zasłonił krzyż tandetnym bannerem. Pod apelem do premiera w sprawie odwołania
szefowej resortu edukacji podpisało się już ponad sto tysięcy Polaków.
W Warszawie odbył się wczoraj Walny Zjazd Delegatów Sekcji Krajowej Oświaty i
Wychowania NSZZ "Solidarność", podczas którego dyskutowano na temat planowanej
akcji protestacyjnej przeciwko zmianom przygotowywanym przez MEN. Chodzi w
szczególności o nowelizację ustawy o systemie oświaty. Od 4 marca br. w ramach
ogólnopolskiej akcji pod apelem do premiera Tuska zebrano już ponad 100 tys.
podpisów. Są sekcje, które zgromadziły nawet 10 tysięcy podpisów. Tylko w samym
Rzeszowie 2,4 tys. osób podpisało się pod tym wnioskiem.
Wśród zarzutów, jakie "Solidarność" kieruje pod adresem Hall, znajdują się:
kwestie związane z obniżaniem jakości kształcenia, zwiększaniem zadań
oświatowych dla samorządów (za czym nie idą dodatkowe środki), planem likwidacji
kuratoriów, a ponadto wprowadzenie sześciolatków do źle przygotowanych szkół.
Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Oświaty i Wychowania
NSZZ "Solidarność", twierdzi, że minister de facto niszczy system edukacji w
Polsce. – Działania minister Hall są sprzeczne z systemem konstytucyjnym w
Polsce w zakresie odpowiedzialności państwa za edukację młodzieży i Narodu. Na
skutek nieprzemyślanych działań resortu mamy do czynienia z załamaniem równowagi
pomiędzy organami prowadzącymi a nadzorującymi, a co za tym idzie – ze
zniesieniem kontroli państwa nad tym, czego i w jaki sposób będzie się uczyć w
szkołach – wylicza Proksa.
Jego zdaniem, apogeum destrukcyjnych działań MEN jest nowelizacja ustawy o
systemie oświaty, w której przewiduje się możliwość przekazania przez samorządy
innym instytucjom i osobom fizycznym prowadzenia zadań edukacyjnych. – Te
działania pod kierownictwem minister Hall prostą drogą prowadzą do całkowitej
prywatyzacji szkół i upadku jakości nauczania, że nie wspomnę o obniżonym
statusie nauczycieli – przewiduje Ryszard Proksa.
Włocławek przelał czarę goryczy
"Solidarność" jest wzburzona zdarzeniem, do którego doszło w lutym w Zespole
Szkół Katolickich im. ks. Jana Długosza we Włocławku przed spotkaniem z
przedstawicielami samorządów i dyrektorami szkół regionów. Jak informował "Nasz
Dziennik", mimo protestów ze strony kierownictwa placówki Grzegorz Żurawski,
rzecznik prasowy minister edukacji, tandetnym bannerem zasłonił wpisany w
panoramę miasta krzyż, ustawiony w miejscu, z którego mordercy zrzucili do Wisły
ciało bł. księdza Jerzego Popiełuszki. Bo na tym tle z jakichś względów nie
mogła przemawiać Katarzyna Hall ("Nie jesteśmy na spotkaniu modlitewnym" – padło
uzasadnienie). Początkowo urzędnik nie przyznawał się do tego czynu, sugerując,
że dopuścili się go organizatorzy – ale został rozpoznany przez dyrekcję szkoły.
Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ
"Solidarność" nie ukrywa, że jest tym faktem mocno zszokowany, podobnie jak całe
środowisko związkowe. Przelało to czarę goryczy i utwierdziło w przekonaniu, że
decyzja złożenia wniosku o odwołanie minister Hall była słuszna.
– Podczas niedawnej walki o krzyż na forum europejskim polski rząd się w ogóle
nie angażował, a we Włocławku odwrotnie – mieliśmy przykład znieważenia
najważniejszego symbolu chrześcijaństwa ze strony urzędników. To smutne, że
jeden z najbliższych współpracowników minister Hall, jak się okazuje, bezkarnie,
zaledwie kilka tygodni przed beatyfikacją Papieża Polaka dopuszcza się takich
czynów. Nie można uznać tego za przypadek, jest to smutne i żałosne zarazem.
Gdybyśmy byli normalnie funkcjonującym państwem, to następnego dnia minister
Hall powinna być zdymisjonowana, a przynajmniej upomniana. Mam nadzieję, że tym
razem nie ujdzie jej to płazem – mówi Tadeusz Majchrowicz. I radzi śledzić
spadki notowań PO w sondażach.
Lista błędów
Nauczyciele alarmują, że jakość nauczania drastycznie się obniża, co urzędnicy
tłumaczą "duchem czasu". Jak podkreśla Bogdan Rzońca, nauczyciel historii i
wiedzy o społeczeństwie w Zespole Szkół nr 4 w Jaśle, gdzie uczy się ponad
tysiąc młodych ludzi, pod rządami Platformy Obywatelskiej MEN przestało być
resortem pożytecznym. W ocenie doświadczonego pedagoga, brakuje nie tylko
odpowiednich standardów, ale przede wszystkim narodowej strategii w zakresie
oświaty, począwszy od przedszkola po klasy maturalne. – Działania MEN są tylko
doraźne i mają na celu odwrócenie uwagi od historii Polski, od rzetelnego
wykształcenia Polaków. Wszystko jest połowiczne, pobieżne i nieprzemyślane.
Nieuchronnie zmierza w kierunku obniżenia autorytetu nauczyciela, polskiej
szkoły i systemu edukacyjnego – uważa Bogdan Rzońca.
Porównywalne poglądy mają innni nauczyciele. Nie podoba im się ograniczenie
uprawnień pedagogów w Karcie Nauczyciela. Jan Bałuka, nauczyciel i
przewodniczący Regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "S" Region
Podkarpacie w Krośnie, uważa, że ustalona przez resort siatka godzin pracy
spowoduje, że zatrudnienie może stracić co czwarty nauczyciel języka polskiego.
– Najwyższa pora, by ten rząd się opamiętał. Podejmując reformy, nie wolno
zapominać o uczniach i nauczycielach, a tak właśnie postępuje resort oświaty.
Zamiast zwiększyć liczbę godzin z historii Polski, to zwiększa się liczbę godzin
z historii państw członkowskich UE. Mało tego, jeżeli wejdą w życie podstawy
programowe, w szkołach ponadgimnazjalnych kosztem języka polskiego zwiększy się
liczba godzin nauczania języka obcego. To oznacza, że co czwarty polonista może
stracić pracę. Czy w tej sytuacji minister Hall nie powinna sama odejść? – pyta
retorycznie Bałuka.
Trudno znaleźć nauczyciela, który pozytywnie oceniłby działania resortu
edukacji. Bogusława Buda z Rady Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania oraz
przewodnicząca MZK Oświaty i Wychowania w Rzeszowie NSZZ "S" działania szefowej
resortu określa jako błędne. Nieprawidłowe jest w jej przekonaniu chociażby
założenie likwidacji około 500 szkół w Polsce, a także program, który w szkołach
średnich doprowadzi do zmniejszenia o 150 godzin lekcji języka polskiego w
klasach o profilach niehumanistycznych. – Poprzez ograniczenie siatki godzin co
siódmy nauczyciel historii straci pracę. Nieporozumieniem jest także zastąpienie
dzisiejszych kuratoriów regionalnymi ośrodkami jakości edukacji. Po co zmieniać
coś, co do tej pory dobrze funkcjonowało? – zastanawia się Bogusława Buda.
Nauczyciele krytycznie oceniają także ograniczenia w zdobywaniu wiedzy przez
uczniów. – My chcemy wychowywać Polaków świadomych, pełnowartościowych, którzy
znają swoją historię. Tymczasem za zmianami w programach idą jeszcze zmiany w
podręcznikach, czego koszty będą ponosić rodzice – zauważa Bogusława Duda.
Bez usprawiedliwienia
Wprawdzie "Solidarność" jako związek zawodowy stawia sobie za cel głównie obronę
praw pracowniczych, ale w tak dramatycznej sytuacji szkolnictwa cała energia
koncentruje się na obronie sytemu oświaty. – Chcemy zwrócić uwagę społeczeństwa
na to, że dalsza bezczynność sprawi, iż najwyższą cenę zapłacą przyszłe
pokolenia, które nie będą miały odpowiednich możliwości edukacyjnych – ostrzega
przewodniczący Proksa. Społeczność nauczycielską oburza też brak dialogu z
resortem oświaty. – Pani minister czy inni rządzący mówią, że przecież się
spotykamy. Rzeczywiście potwierdzam fakt spotkań. Tylko że jest to monolog, a
nie żaden dialog i jak do tej pory nie udało się nam załatwić ani jednego
postulatu, mało tego – nie udało się nic uzgodnić, nie doszło nawet do zbliżenia
stanowisk. Samo spotkanie nie przesądza jeszcze o dialogu społecznym –
argumentuje szef Sekcji Krajowej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ "S".
Pogarszające się warunki życia Polaków zobligowały związkowców do ogłoszenia
gotowości protestacyjnej. W najbliższych tygodniach "Solidarność" podejmie
decyzję co do form protestu nie tylko wobec resortu oświaty, ale w ogóle co do
działań rządu w kwestiach pracowniczych i gospodarczych. – Tak dalej być nie
może. Warunki życia, jakie rząd Donalda Tuska zgotował Polakom, uwłaczają
godności ludzkiej – twierdzi Ryszard Proksa.
Mariusz Kamieniecki
