Ks. prof. R. Kowalski: Doskonałość jest punktem dojścia, a nie wyjścia
Bóg wierzy, że człowiek może się rozwijać, stawać coraz doskonalszym i lepszym, jednak doskonałość jest punktem dojścia, a nie wyjścia. Takie spojrzenie na studenta daje mu ogromną szansę na dostrzeżenie drzemiącego w nim potencjału i rozwijania go, a przy tym pozwala wyciągać wnioski z błędów i porażek bez załamywania się nimi – wskazuje ks. prof. Rafał Kowalski, prorektor Akademii Katolickiej z Wrocławia.
„Na pytanie: kto dziś kształtuje człowieka XXI wieku w pierwszym odruchu chciałem odpowiedzieć: »w sumie nie wiadomo«, ale później uświadomiłem sobie, że poniekąd można to ustalić: człowieka kształtuje ten, kogo ten człowiek wybiera i komu daje dostęp do siebie” – powiedział ks. prof. Rafał Kowalski.
Rozmówca podkreślił, że sekularyzacja jako proces zmniejszania się wpływu religii na życie publiczne i przypominająca o potrzebie jasnego rozdziału kompetencji pomiędzy kościołami a państwem nie jest niczym złym. Chroni zarówno politykę przed »sakralizacją«, a religię przed »upolitycznieniem«. Dodał, że trochę bardziej niepokoić może sekularyzm, który polega na dążeniu do usunięcia religii ze sfery społecznej, a także znaków, które ją wyrażają.
Jak wskazał, wiedza wciąż pozostaje ważna, ale musi być połączona z umiejętnościami jej krytycznego użycia. Człowiek wykształcony na takiej uczelni, to nie tylko ktoś, kto wie, ale ktoś, kto potrafi się uczyć, rozumieć zmianę, korzystać z technologii i zachować odpowiedzialność moralną.
Polskifr.fr: Kto dziś kształtuje człowieka XXI wieku – rodzina, szkoła, państwo, media czy sztuczna inteligencja? W kontekście opublikowanej niedawno encykliki papieża Leona XIV „Magnifica humanitas” – stawiamy to pytanie i szukamy merytorycznej odpowiedzi u Ks. Prof. Rafała Kowalskiego.
Ks. prof. Rafał Kowalski: To jest o tyle dobre pytanie, że jeszcze kilka, kilkanaście lat temu można było mówić o wpływie rodziny, szkoły czy państwa na kształtowanie młodego człowieka i jego poglądów, oczywiście dopowiadając kto ma większy, a kto mniejszy wpływ. Z czasem coraz częściej zwracano uwagę na słabnącą siłę rodziny, przy wzroście znaczenia mediów w tym procesie, przy czym mówiąc media myśleliśmy o tzw. mediach tradycyjnych: telewizja, radio, prasa, portale internetowe. Wciąż jednak za tymi określeniami stały konkretne osoby – rodzice, nauczyciele, politycy czy dziennikarze.
Dziś do tej grupy należy zaliczyć algorytmy i to jest problem, który zauważa papież Leon we wspomnianej tutaj encyklice, zwracając uwagę, że sztuczna inteligencja nie jest neutralna etycznie. Jest bowiem systemem, który niejako autonomicznie decyduje o wyborze pewnych treści, a co za tym idzie do grupy kształtujących poglądy młodego człowieka dochodzi jakaś abstrakcyjna rzeczywistość, którą trudno jednoznacznie określić.
Zresztą w tym kontekście papież wspomina o współczesnych formach niewolnictwa, bo ta rzeczywistość poznaje nasze upodobania, skłonności, zainteresowania i podsuwa nam treści utwierdzające nas w konkretnym myśleniu, automatycznie eliminując możliwość szerszego spojrzenia na świat, skłania do podejmowania decyzji bez możliwości poznania wszystkich racji… Zatem na pytanie: kto dziś kształtuje człowieka XXI wieku w pierwszym odruchu chciałem odpowiedzieć: „w sumie nie wiadomo”, ale później uświadomiłem sobie, że poniekąd można to ustalić: „człowieka kształtuje ten, kogo ten człowiek wybiera i komu daje dostęp do siebie”.
Patrzymy z niepokojem na współczesne procesy sekularyzacji w Europie i w Polsce. Co według Księdza Profesora jest tego przyczyną? Czy Kościół nie popełnił tu pewnych błędów lub zaniedbań? A może to wielka szansa, jaka stoi przed polskim katolicyzmem?
W tym pytaniu poruszył Ksiądz kilka ważnych kwestii i do każdej z nich chcę się odnieść. Przede wszystkim daleki jestem od patrzenia z niepokojem na coś, co Ksiądz określił mianem „procesy sekularyzacji”. Nie wchodząc w szczegółowe wykłady sama sekularyzacja jako proces zmniejszania się wpływu religii na życie publiczne i przypominająca o potrzebie jasnego rozdziału kompetencji pomiędzy kościołami a państwem nie jest niczym złym. Chroni zarówno politykę przed „sakralizacją” a religię przed „upolitycznieniem”. To tak w największym skrócie.
Trochę bardziej niepokoić może sekularyzm, który polega na dążeniu do usunięcia religii ze sfery społecznej, a także znaków, które ją wyrażają. Jednak nawet w tym przypadku daleki jestem od uczucia lęku czy strachu. Jezus posyłając uczniów mówił, że mają się bać tylko „tego, który może zatracić duszę i ciało”, a nie ludzi, prądów myślowych czy jakichś ideologii.
W tym kontekście bardzo lubię przytaczać wypowiedź polskiego socjologia Tomasza Sobierajskiego (jakkolwiek teologicznie można jej wiele zarzucić to jednak dla potrzeb naszej rozmowy jest ona ważna): „Z Kościołem jest tak, jak z towarzystwem ubezpieczeniowym. Podpisujemy umowę na wejście do raju, w zamian zobowiązujemy się wypełnić obowiązki określone przykazaniami. Ale dziś te wyznaczone kiedyś warunki coraz bardziej chcielibyśmy renegocjować”. I dodaje ten naukowiec, że laicyzacja i desakralizacja w Europie jest dziś faktem, ale sekularyzacja to „mit podłączony do respiratora intelektualistów, którzy ongiś zbili na tej teorii kapitał naukowy. Jeśli przestaniemy patrzeć europocentrycznie zdamy sobie sprawę, że świat jest religijny jak chyba nigdy dotąd w swojej historii, ludzie zaczynają definiować siebie nie przez pryzmat państwowej przynależności, ale wyznawanej wiary”.
To zdanie potwierdza wielu politologów, którzy wprost mówią, że „Bóg nie umarł” i że politycy powinni religię traktować poważnie. Na przykład Anna Siewierska-Chmaj zauważa wręcz triumfalny powrót religii na scenę polityczną połączony z niedowierzaniem zwolenników laicyzacji co do możliwości zmartwychwstania wiary w XXI wieku. Badaczka ta stwierdza, że świecki humanizm, który wielu postrzegało jako substytut religii skompromitował się razem z liberalizmem i „niewidzialną ręką rynku” i dodaje, że nadszedł czas na rekapitulację dotychczasowych poglądów tak, by przyznać właściwy status religii w sferze publicznej.
Jeśli mamy mówić o przyczynach sekularyzmu, to nigdy nie lubię rozglądać się dookoła siebie. Łatwo się narzeka i mówi, że kiedyś to było lepiej, wskazując jako winnych media, świat, polityków, nauczycieli czy różnego rodzaju ideologie. Zdecydowanie bardziej wolę patrzeć na problemy, które papież Paweł VI nazwał problemami domowymi. Odsyłam do ostatniego punktu adhortacji „Evangelii Nuntiandi”, gdzie Ojciec Święty mówiąc o przeszkodach z jakimi dziś mierzą się głoszący Ewangelię zachęca do zwrócenia uwagi na coś, na co mamy wpływ, a co leży po naszej stronie, a co można oddać słowami „miałkość naszego świadectwa”: kłótnie, podziały, niezgoda, wewnętrzne walki i tak można wymieniać w nieskończoność. Więc jeśli Ksiądz pyta czy Kościół nie popełnił tu pewnych błędów lub zaniedbań – odpowiadam: popełnił i niestety popełnia.
W końcu, czy sekularyzacja jest szansą stojącą przed „polskim katolicyzmem”; odpowiadam NIE. To jest szansa, która stoi przed chrześcijanami bez względu na to, w jakim miejscu na ziemi żyją. Nie lubię takiego dzielenia. Jako ludzie wierzący w Jezusa mamy coś, czego świat dać nie może, a za czym z desperacją wzdycha i tęskni: poczucie sensu życia, wyzwolenie z lęku o przyszłość, nadzieję i przekonanie, że losy świata i każdego z nas osobiście są w rękach Boga, a nie w rękach takiego czy innego szalonego polityka.
W Polsce wciąż zmienia się wizja nauczania, niektóre z elementów kształcenia budzą wiele emocji i kontrowersji: czy nowatorskie rozwiązania, można spokojnie wdrażać w życie i w program edukacyjno-wychowawczy na naszych polskich uczelniach?
Trudno odpowiedzieć wprost, ponieważ nie wiem, jakie konkretnie rozwiązania ma Ksiądz na myśli. Historia jednak pokazuje, że ideologie i różne teorie powstawały, zdobywały mniejszy lub większy poklask, później rozczarowywały i znikały. Jeśli bazuje się na prawdzie o człowieku i o świecie, można ze spokojem patrzeć w przyszłość.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wcześniej czy później owe tajemnicze „nowatorskie rozwiązania” jeśli stoją w sprzeczności z pytaniem o to „kim jest człowiek i co stanowi o jego godności” wcześniej czy później skończą na naukowym marginesie historii i najwyżej będzie się o nich wspominało jako o błędnych założeniach czy teoriach… Takowych w historii nauk nie brakuje. Dlatego na naszej uczelni każde nowe rozwiązanie dydaktyczne jest oceniane właśnie w świetle chrześcijańskiej wizji osoby, a nie jedynie w kategoriach innowacyjności czy krótkotrwałych trendów.
polskifr.fr



