Nie ustępują naciski na Polskę ws. zboża z Ukrainy
Kijów nie odpuszcza i nadal negocjuje z Warszawą możliwość maksymalnego zwiększenia tranzytu dla ukraińskiego zboża przez Polskę. Rząd polski zapewnia, że na razie nie ma mowy o żadnych ustępstwach, ale rolnicy biją na alarm – tym bardziej, że Bruksela chce zniesienia polskiego embarga na ukraińskie produkty rolne.
Rosja nadal koncentruje swoje działania militarne w rejonie Morza Czarnego. Celem bomb są ukraińskie porty, terminale i infrastruktura. To poważnie ogranicza ukraiński eksport zboża drogą morską. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o próbach porozumienia się z Kremlem.
– Odbędą się negocjacje z Rosjanami. Ponadto próbujemy zabezpieczać korytarze zbożowe na Morzu Czarnym poprzez wzmacnianie ochrony powietrznej – mówił ukraiński przywódca.
Jednak po kończących się żniwach Ukraina chce eksportować zebrane plony do krajów trzecich. Alternatywa w postaci transportu Dunajem przez Bałkany jest niewystarczająca. Dlatego rząd w Kijowie od kilku tygodni negocjuje maksymalne zwiększenie tranzytu plonów przez nasz kraj do portów na Bałtyku. Potwierdza to minister rolnictwa, Stefan Krajewski.
– Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Infrastruktury prowadzą rozmowy. Te ministerstwa zostały wskazane, natomiast w tej chwili nie ma żadnych ustępstw ze strony polskiej – oznajmił szef resortu rolnictwa.
Tranzyt ukraińskich zbóż przez Polskę trwa cały czas, ale obejmuje on ograniczone ilości towaru. Za przebieg tranzytu odpowiada resort infrastruktury. Zboże z Ukrainy faktycznie może być kierowane do portów, ale nie musi tam ostatecznie dotrzeć, co rodzi obawy o to, czy ukraińskie zboże nie pozostaje w Polsce. Minister Stefan Krajewski nie wyklucza pomocy Ukrainie, ale z pierwszeństwem eksportu polskich plonów.
– Oczywiście po wywiezieniu naszych nadwyżek w pierwszej kolejności, wykorzystaniu polskiego zboża. To wymaga też szerszej dyskusji – zaznaczył szef resortu rolnictwa.
Przewodniczący rolniczej „Solidarności”, Tomasz Obszański, ostrzega przed powtórką z 2022 i 2023 r., gdy do Polski w niekontrolowany sposób wjechało ponad trzy mln ton zbóż i załamało krajowy rynek.
– Ten tranzyt powinien być pilnowany przez Krajową Administrację Skarbową, przez odpowiednie służby, które będą wiedziały, że przejeżdża to przez nas kraj, a nie wjeżdża do naszego kraju – zaznaczył szef NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.
Obecnie pszenica sprowadzana z Ukrainy wyceniana jest na ok. 420 zł za tonę. Za tonę polskiej pszenicy trzeba zapłacić od 800 do 900 złotych. Jeśli rząd ulegnie Kijowowi w sprawie tranzytu, to przy niskiej cenie ukraińskiego ziarna sytuacja dla polskich producentów będzie niebezpieczna – wskazał Wojciech Kniaziuk, dyrektor Lubelskiej Izby Rolniczej.
– Jako rolnicy obawiamy się właśnie tego, że poprzez rachunek ekonomiczny i działalność gospodarczą będzie to kuszące dla firm, natomiast dyskredytujące dla rolnictwa – stwierdził Wojciech Kniaziuk.
Tegoroczne zbiory nie były tak wysokie, jak w poprzednim – rekordowym – roku 2025. Mimo to nadal będziemy mieć nadwyżkę produkcji nad krajowym zapotrzebowaniem. To daje możliwość eksportu polskiego zboża, ale opcje dodatkowego zarobku może pokrzyżować Komisja Europejska. Bruksela naciska na rząd w Warszawie, by zdjął embargo na cztery podstawowe rodzaje zbóż z Ukrainy – pszenicę, rzepak, kukurydzę i słonecznik.
TV Trwam News



