Niemiecki ekspert od uzależnień: Co dziesiąty Niemiec ma problem z alkoholem
Osiem milionów Niemców pije alkohol w ilościach szkodliwych dla zdrowia – ostrzega na łamach tygodnika „Der Spiegel” ekspert zajmujący się uzależnieniami. Jego zdaniem wpływowe lobby przemysłu spirytusowego uniemożliwia skuteczną walkę z nałogiem.
– Niewiele rzeczy Niemcy kochają tak bardzo jak alkohol – powiedział w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” Georg Schomerus, niemiecki psychiatra badający uzależnienia.
Ekspert jest dyrektorem kliniki psychiatrii i psychoterapii w Szpitalu Uniwersyteckim w Lipsku.
Jego zdaniem co 10. Niemiec ma problemy z alkoholem.
– Co najmniej 8 mln osób pije alkohol w ilościach szkodliwych dla zdrowia. Dwa miliony z nich spełnia kryteria dla osób uzależnionych. Piją więcej, niż by właściwie chcieli. Cierpi na tym życie ich i ich rodziny, przyjaciele i praca. Przejście do stanu choroby jest stopniowe; nie ma wyraźnej granicy – wyjaśnił ekspert.
Georg Schomerus podkreślił, że osoby uzależnione pochodzą ze wszystkich środowisk.
– Wśród moich pacjentów są profesorowie, emeryci, młodzi ludzie. Niektórzy wychowywali się w domach dziecka, inni odnoszą duże sukcesy zawodowe. Picie nie jest tylko problemem dolnych warstw społecznych. Wszyscy mają problemy z alkoholem. Ludzie z dyplomami wyższych uczelni piją nawet więcej, niż ludzie z niższym wykształceniem – powiedział psychiatra.
Jak przypomniał, do lat 60. ubiegłego stulecia pijaństwo uważane było za „słabość charakteru, a nie chorobę”. Dopiero z czasem uznano alkoholizm za jednostkę chorobową.
– Szkody gospodarcze wyrządzane przez alkohol wynoszą rocznie 57 mld euro – podkreślił ekspert.
Niemiecki przemysł spirytusowy osiąga ponad połowę swoich obrotów „dzięki ludziom, którzy piją w ilościach szkodzących zdrowiu”.
– Chodzi o bardzo duże pieniądze – zaznaczył.
Obroty producentów alkoholu sięgają 13 mld euro rocznie, ale ich zysk osiągany jest kosztem społeczeństwa. Branża blokuje wszelkie próby regulacji, prowadzi długotrwałe procesy sądowe i domaga się napiętnowania uzależnionych, aby „odwrócić uwagę od własnej odpowiedzialności”.
Przemysł spirytusowy przedstawia uzależnienie jako „problem jednostki, która popełniła błąd”; oddziela „dobrą od złej konsumpcji alkoholu”. Niemiecki przemysł spirytusowy wydaje rocznie 500 mln euro na reklamę, „aby bronić kłamstwa”, które brzmi: „My reprezentujemy ogromną większość pijących dla przyjemności, zdrowych, odpowiedzialnych, kontrolujących ryzyko. A po drugiej stronie jest kilku chorych, którzy nie potrafią kontrolować picia alkoholu, z którymi nie mamy nic wspólnego”.
Zdaniem eksperta polityka w Niemczech jest „przyjazna wobec konsumpcji alkoholu”, a próby ograniczenia sprzedaży są blokowane. Jak podkreślił, w Badenii-Wirtembergii kilka lat temu wprowadzono nocny zakaz sprzedaży alkoholu poza restauracjami, chcąc ukrócić handel na stacjach benzynowych.
– Zakaz był sukcesem, ale kolejna koalicja rządowa zlikwidowała go, stawiając na własną odpowiedzialność konsumentów – przypomniał.
Do niemieckiego budżetu wpływa obecnie z podatku od alkoholu około 3 mld euro. Zdaniem eksperta jest to „interes deficytowy”, jeżeli uwzględni się roczne straty gospodarki w wysokości 57 mld euro. Podatek od wina jest zerowy, co świadczy o sile lobby producentów. Podatek od piwa nie zmienił się od 1993 r. i wynosi ok. 9 centów za litr.
Od 1 stycznia 2027 r. podatek na wódkę i wino musujące ma wzrosnąć do 20 proc. – po raz pierwszy od kilku dekad.
– To nie jest przejaw zmiany sposobu myślenia, lecz jedynie sięgnięcie po szybkie źródło dochodów budżetowych – zastrzegł ekspert w rozmowie ze „Spieglem”.
PAP



