Prof. M. Ryba o relacjach polsko-ukraińskich: Skoro taka jest postawa Ukrainy, trzeba ze strony Polski bardzo twardej gry
Z państwem ukraińskim, które tak a nie inaczej postępuje, należy grać twardo. Skoro taka jest ich postawa, trzeba ze strony Polski bardzo twardej gry. Coś za coś, nie ma nic za darmo. Ale to nie może się przekładać na relacje międzyludzkie – mówił prof. Mieczysław Ryba, historyk, politolog, wykładowca AKSiM oraz KUL, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Relacje polsko-ukraińskie przeżywają poważny kryzys zarówno w relacjach między państwami, jak i międzyludzkich. Obok współpracy w obszarze bezpieczeństwa i wielowymiarowego wsparcia udzielonego przez Polskę coraz wyraźniej powracają nierozliczone kwestie historyczne, które ponownie stają się przedmiotem sporów politycznych i społecznych. Decyzje podejmowane przez władze w Kijowie, zwłaszcza dotyczące polityki pamięci i sposobu odnoszenia się do postaci oraz wydarzeń z przeszłości, spotykają się w Polsce z rosnącą krytyką i prowadzą do eskalacji napięć.
– Pojawia się teza, że Polska na początku wojny dała już wszystko Ukrainie i że w istocie Ukraińcy już nas nie potrzebują, dlatego eskalują historyczny konflikt z Polakami. To nie jest prawda, bo sam fakt, że wiosną tego roku Polska podarowała Ukrainie pociski do systemów Patriot, oznacza, że w sposób niesamowicie znaczący cały czas tę Ukrainę wspieramy. Natomiast obecnie zamiast wdzięczności i uszanowania tej pomocy przez Ukraińców, mamy do czynienia z eskalacją napięcia i zagraniem na antypolskich nastrojach na bazie historii, czyli kwestia uczynienia z UPA jednostki bohaterskiej, w odniesieniu do której można budować tożsamość ideową państwa ukraińskiego – wskazał prof. Mieczysław Ryba.
Historyk przypomniał, że zbliża się 83. rocznica Krwawej Niedzieli.
– Proszę sobie uzmysłowić, o jakiej organizacji mówimy i czego ona się dopuściła. Krwawa Niedziela, 11 lipca 1943 roku, polegała na tym, że około 100 świątyń katolickich na Wołyniu zostało otoczonych przez oddziały UPA, które mordowały ludność cywilną, dzieci, kobiety, starców, palono księży, palono kościoły, a do dzisiaj są odprawiane tzw. niedokończone Msze wołyńskie, bo Msze święte były przerwane. Robili to w imię ideologii, którą biskup Grzegorz Chomyszyn, błogosławiony greckokatolicki biskup stanisławowski, nazwał mianem ideologii wręcz satanistycznej i prowadzącej do zbrodni, a mówił to w latach trzydziestych – akcentował gość Radia Maryja.
W tym sensie – kontynuował – odwoływanie się przez Ukraińców do takiej tradycji i ideologii musi Polaków niepokoić. I niepokoi.
– W elitach ukraińskich, które rządzą Ukrainą, eskalacja napięcia z Polską z jakiegoś powodu jest im potrzebna. Raz, żeby pokazać, że sam Wołodymyr Zełenski chce pokazać, że jest ważny, silny i że to on będzie sobie porządkował Europę Środkową, a nie Polska, i że on jest podmiotem, do którego wszyscy się odnoszą, a nie Polska. A z drugiej strony Zełenski szuka poparcia w siłach nacjonalistycznych na Ukrainie. Pamiętajmy, że eskalowanie napięcia trwa już od dłuższego czasu, bo już w 2023 roku na forum ONZ prezydent Zełenski zaatakował Polskę i prezydenta Andrzeja Dudę. Później to była tylko już eskalacja, kiedy chodziło o zboże, czy podczas kampanii prezydenckiej w ubiegłym roku, gdy zaatakował kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego. Tych momentów było sporo i to wszystko pokazuje, że mamy do czynienia z celowym działaniem, dlatego odpowiedź Polski musi być mocna – podkreślił politolog.
Szef biura prezydenta Ukrainy, Kyryło Budanow, mówiąc o eskalacji kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, stwierdził, że Ukraina nie przyjmie żadnego ultimatum, gdyż do tej pory nie przyjęła ich od Rosji, więc tym bardziej nie przyjmie ich od Polski.
– Jakie ultimatum? Przecież Polska przez ponad dwadzieścia lat dyplomatycznie i po cichu prosiła i sugerowała, aby rozwiązać kwestie wołyńskie, kwestie ekshumacji, a zarazem UPA. Od początku wojny ta naddelikatność ze strony Polski była wręcz czasem irytująca, a dzisiaj nie chodzi o żadne ultimatum, tylko o sprzeciw, który w stosunkach międzynarodowych jest oczywisty. Trzeba zwrócić uwagę, że kiedy Chorwacja wstępowała do Unii Europejskiej musiała zrezygnować z kultu swoich nacjonalistów, którzy współpracowali z Hitlerem w czasie II wojny światowej. Jest rzeczą oczywistą, że tego się nie robi w cywilizowanym świecie, do jakiego aspiruje Ukraina. Ta retoryka ma tylko eskalować, a jeśli cokolwiek się chce od Ukraińców, to jest to traktowane jako ultimatum i cokolwiek się robi nie po myśli Ukrainy – jest się jak Moskwa – zaznaczył prof. Mieczysław Ryba.
Gość audycji „Aktualności dnia” zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o bezinteresowną pomoc i serce, jakie Polacy okazali Ukraińcom, to była to bardzo dobra postawa. Jesteśmy chrześcijanami.
– Również w relacjach osobistych zawiązało się wiele przyjaźni między Polakami i Ukraińcami, dlatego tu nie ma czego żałować, natomiast z perspektywy ukraińskich nacjonalistów, te dobre relacje polsko-ukraińskie były szkodliwe, bo osłabiały tożsamość. To jest oczywiście fałszywe myślenie, ale Polska ma dużą siłę asymilacyjną. Jeżeli bierzemy pod uwagę narody wschodnie, to wiemy z historii, że takie dobre relacje powodują, iż wielu ludzi tu się osiedla, a później się polonizują. I z tej perspektywy, żeby ten proces zatrzymać, cynicznie wywołuje się konflikt, najlepiej w kontekście historii. Jak należy na to reagować? Oczywiście z państwem ukraińskim, które tak, a nie inaczej postępuje, należy grać twardo. Coś za coś, nie ma nic za darmo. Skoro taka jest ich postawa, trzeba ze strony polskiej bardzo twardej gry. Ale to nie może się przekładać na relacje międzyludzkie. Jeśli ktoś sumiennie pracuje, normalnie żyje, to te relacje powinny być dobre – mówił wykładowca AKSiM.
Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem prof. Mieczysława Ryby dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl



