U Rostowskiego – bez mieszkania i pracy

Pretekstem do napisania poniższego tekstu jest ostatni pomysł Jacka Rostowskiego na rozwiązanie problemu mieszkaniowego młodych Polaków. Problemu ściśle związanego z rynkiem pracy. Mieszkanie trzeba przecież z czegoś sfinansować.

Minister finansów zamierza zwolnić z opodatkowania dochody z oszczędności pod warunkiem, że będą one lokowane na rachunku bankowym przez co najmniej 5 lat i przeznaczone na cel mieszkaniowy. Czy krok ten rozwiąże mieszkaniowy problem młodych rodzin? Według mnie – nie.

Tak poważnego problemu nie da się rozwiązać jedynie „zabiegiem kosmetycznym”, tak jak i braku miejsc pracy nie rozwiąże heroiczna walka rządu Tuska i Rostowskiego z bezrobociem. Poważne, strukturalne problemy rozwiązuje się odważnymi decyzjami sięgającymi sedna przyczyn danego zjawiska. W takich przypadkach zarówno kosmetyka, jak i bezrozumna walka są mało przydatne. Dostęp do własnego mieszkania i stabilność zatrudnienia – to problemy o strukturalnym charakterze i doniosłym znaczeniu społecznym, związanym bezpośrednio z rodziną i dzietnością.

Mieszkanie

Są dwie główne przyczyny od lat blokujące rozwiązanie problemu mieszkaniowego. Leżą one bynajmniej nie po stronie podażowej, a więc nie zależą od technologicznych możliwości firm budowlanych. Te wznoszą wieżowce w ciągu kilku miesięcy. Przyczyny leżą po stronie popytowej. Pierwsza z nich to niski poziom dochodów do dyspozycji przypadających na jedną osobę w polskich gospodarstwach domowych, a druga – będąca konsekwencją pierwszej – to bardzo niska krańcowa stopa oszczędności z dochodów do dyspozycji w gospodarstwach domowych.

Rocznik statystyczny 2012 podaje dochód do dyspozycji na jedną osobę w gospodarstwie domowym na poziomie 1 tys. 184 zł, natomiast krańcowa stopa oszczędności z tych dochodów wynosi jedynie 7,6 procent. Jest to najniższa stopa oszczędności wśród krajów Unii Europejskiej.

W Polsce tak katastrofalnie niska skłonność do oszczędzania ma, niestety, charakter strukturalny i długookresowy. W dwudziestoleciu 1990-2010 stopa ta w Polsce wahała się w granicach między 3 a 6 procent. Według danych OECD wszystkie kraje, poza Grecją, osiągały porównywalne stopy oszczędności mieszczące się średnio w granicach 15-30 procent.

W świetle takiej sytuacji rodzą się dwa logiczne pytania. Z czego tysiące polskich rodzin mają sfinansować wydatek na zakup własnego mieszkania? Nie mają przecież oszczędności. Z czego mają pokryć czynsz za wynajęcie mieszkania na rynku lub spłacać ratę i odsetki od zaciągniętego kredytu? Niewiele zostaje im przecież dochodu do dyspozycji.

Praca

Klincz, w którym tkwią od lat miliony młodych obywateli, jest skutkiem fiskalnej opresji polskiego rządu. Z jednej bowiem strony – wysokim klinem podatkowym (na poziomie 60 proc.) rząd zmniejsza liczbę miejsc pracy, zwiększa bezrobocie i tym samym zmniejsza dochody dyspozycyjne pracowników, z drugiej zaś – opodatkowuje skromne oszczędności tych, którzy mimo tego zdecydowali się odłożyć grosz na przyszłość.

Jak działa klin podatkowy i jak prowadzi do bezrobocia oraz spadku płac realnych? Jeśli, dla przykładu, pracodawca za zatrudnienie pracownika musi zapłacić 100 zł i jeśli pracownik otrzymałby na rękę całą tę kwotę, to przy cenie jednej bułki 1 zł pracownik mógłby realnie kupić na rynku 100 bułek. W ten sposób występuje zgodność motywacji pracodawcy do oferowania miejsca pracy z motywacją pracownika do jej podjęcia. Klin podatkowy wynosi bowiem zero. Koszt pracy równa się płacy realnej.

Co jednak się dzieje, jeśli na pracę pracownika rząd zaczyna nakładać różnego rodzaju przymusowe obciążenia fiskalne (podatki, składki itp.). W przypadku Polski pracownik nie otrzymuje już 100 zł, które na jego zatrudnienie wydaje pracodawca, lecz jedynie 40 zł, za które może realnie nabyć już tylko 40 bułek.

Zmniejszenie płacy realnej o 60 bułek (a więc 60 proc. kosztów pracy) wynika z tego, że rząd pobiera podatek PIT, przymusowe składki ZUS, VAT i akcyzę. W ten sposób rozchodzi się motywacja pracodawcy do oferowania miejsc pracy z motywacją pracownika do jej podjęcia. Klin podatkowy wynosi 60 proc. (przypadek Polski), co sprawia, że dla pracodawcy zaoferowanie pracy staje się zbyt drogie, zaś dla pracownika podjęcie pracy w takich warunkach fiskalnych mało atrakcyjne. W ten sposób powstają szara strefa i bezrobocie. Bezpośrednią przyczyną tych zjawisk jest polityka rządu Tuska i Rostowskiego.

Stan braku mieszkań i pracy wymaga przecięcia zaklętego kręgu niemocy. W jaki sposób? Otóż należy rozważyć równoczesne wprowadzenie co najmniej trzech regulacji przesuwających ciężar wpływów do budżetu z opodatkowania dochodów z pracy i kapitału na rzecz opodatkowania bieżącej konsumpcji i tym samym ochrony akumulacji kapitału.

Pierwsza to rezygnacja z opodatkowania dochodów z pracy – PIT. Jeśli nie w ogóle, to co najmniej do granicy dzisiejszego pierwszego progu podatkowego, a więc kwoty około 85 tys. złotych. Należy rozważyć różnicowanie tej kwoty w zależności od liczby dzieci. Do dyskusji pozostaje krańcowa stawka opodatkowania PIT po jej przekroczeniu. Obawa, że zmniejszą się wpływy do budżetu, jest nieuzasadniona.

Rezygnacja z opodatkowania części dochodów z pracy zwiększa w krótkim czasie dochody dyspozycyjne, które przekładają się albo na wzrost konsumpcji, albo na wzrost oszczędności.

Oba procesy, aczkolwiek w różny sposób, stabilizują sytuację makroekonomiczną kraju. Pozytywnych efektów takiej decyzji jest zresztą więcej i wiele krajów taką strategię podatkową od wielu lat stosuje.

Druga i trzecia regulacja dotyczy rezygnacji z opodatkowania dochodów z kapitału zarówno w formie odsetek od lokat bankowych, jak i zysku przedsiębiorstwa przed podziałem – CIT. Polska cierpi na brak podaży rodzimego kapitału i miejsc pracy, a nie na ich nadmiar. System podatkowy powinien zatem chronić tworzenie miejsc pracy oraz oszczędzanie i tym samym akumulację własnego kapitału. Tych aktywności nie wolno fiskalnie eksploatować. W obliczu niskiej stopy oszczędności nie ma zatem ekonomicznego uzasadnienia dla dalszego utrzymywania polskiego „podatku Belki”.

1

Jeśli zaś chodzi o opodatkowanie zysków, to większość krajów konsekwentnie zmniejsza stawki CIT i tym samym zmniejsza bezrobocie. Najdalej w takim rozwiązaniu poszła Estonia. Dopóki zysk przedsiębiorstwa w Estonii jest inwestowany, a nie dzielony, nie podlega on opodatkowaniu.

Wnioski

Jeśli chodzi o likwidację opodatkowania odsetek od oszczędności na cel mieszkaniowy, to propozycja Ministerstwa Finansów idzie w dobrym kierunku. Jest to jednak działanie wycinkowe i o bardzo ograniczonym zakresie. Opodatkowywanie długoterminowych oszczędności, niezależnie od celu oszczędzania, nie ma w Polsce ekonomicznego sensu.

Obawiam się, że realizacja projektu ministerstwa w realnej sferze gospodarki mieszkaniowej i na rynku pracy niewiele zmieni. Gdyby w propozycji Jacka Rostowskiego znalazł się postulat przejęcia w całości odsetek od kredytów mieszkaniowych przez państwo, to takie działanie miałoby znamiona długookresowego i strukturalnego rozwiązania problemu. Zwiększałoby ono z jednej strony dochody do dyspozycji, z drugiej zaś zdejmowałoby rynkowe ryzyko kredytowe z kredytobiorcy jako słabszej strony relacji bank – klient. Mogłoby ono ustabilizować korzystne reakcje po stronie popytowej na rynku nieruchomości i rynku pracy.

Sfinansowanie odsetek od kredytów mieszkaniowych wcale nie musi pochodzić z podatków. Rząd musiałby wykazać się odwagą i podjąć twarde negocjacje z sektorem finansowym, dotyczące proporcji podziału zysków tego sektora. Tym razem w interesie i z korzyścią dla młodego obywatela i jego rodziny. Warunkiem powodzenia takiego rozwiązania jest jednak całościowe i systemowe spojrzenie na politykę fiskalną, a nie kurczowe trzymanie się jedynie interesu budżetu państwa.

Kluczem do sukcesu w tym obszarze jest przyjęcie za funkcję celu w sektorze publicznym kategorii zysku ekonomicznego i społecznego, która w pełni uwzględnia alternatywne koszty nietrafnych i spóźnionych decyzji rządu. Odnoszę wrażenie, że pan Rostowski po prostu nie rozumie kategorii kosztu alternatywnego i społecznych kosztów nietrafnie podejmowanych przez siebie decyzji.

Prof. dr hab. Feliks Grądalski

 

Autor jest profesorem w Katedrze Teorii Systemu Rynkowego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

drukuj