[NASZ DZIENNIK] Morderstwo nazwane prawem
Luksemburg oficjalnie wydaje wyrok na nienarodzone dzieci, wpisując tzw. aborcję do swojej konstytucji.
Większość parlamentarzystów w Luksemburgu zagłosowała za wpisaniem do konstytucji „prawa” do aborcji. Już w 2024 roku luksemburska lewicowa partia polityczna Déi Lénk złożyła wniosek w tej sprawie, a już w maju 2025 roku projekt śmiercionośnej ustawy uzyskał aprobatę Rady Państwa. Niestety, ostatecznie łącznie 51 parlamentarzystów zagłosowało za uznaniem zabójstwa nienarodzonych dzieci za konstytucyjne, 2 wstrzymało się od głosu, a jedynie 6 stanęło w obronie nienarodzonych dzieci, głosując przeciw.
Jak zaznacza Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina, w tej sytuacji mamy do czynienia z kolejnym niezwykle brutalnym uderzeniem cywilizacji śmierci.
– To, co wydarzyło się w Luksemburgu, jest nie tylko zmianą prawa, ale również zinstytucjonalizowaniem zła. Wpisanie do najważniejszego aktu prawnego w państwie możliwości bezkarnego odbierania życia najsłabszym i najbardziej bezbronnym to ostateczny dowód na to, jak głęboki kryzys moralny toczy dziś zachodnią Europę – komentuje rozmówca.
I dodaje, że Luksemburg wchodzi w epokę barbarzyństwa i sam siebie skazuje na demograficzne samobójstwo i duchowy upadek.
– Naród, który buduje swój tzw. postęp na krwi niewinnych dzieci, podcina gałąź, na której siedzi. Nie da się zbudować trwałego pokoju ani dobrobytu na fundamencie zbrodni i odrzucenia najświętszego daru, jakim jest ludzkie życie – zauważa.
W tej skandalicznej sprawie należy również podkreślić fałszywą narrację zwolenników tzw. aborcji, którzy usilnie próbują nazywać ją „prawem”. W rzeczywistości – jak zaznacza ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr, etyk, aborcji nigdy i pod żadnym pozorem nie można uznać za prawo.
– Mamy dziś tendencję, by bezprawne roszczenia nazywać prawem. Dotyczy to przede wszystkim tzw. prawa do aborcji, które nie ma nic wspólnego z prawem jako systemem organizującym porządek – ład ludzkiego życia – akcentuje duchowny.
Jak wskazuje, dziś prawa człowieka stają się przedmiotem wywodzonym z dyktatu określonych środowisk oraz prawem stanowionym przez często bezprawną władzę poddaną lobby nacisku oraz dyktaturze różnych ideologii totalitarnych, gdzie pojęcie wartości ludzkiego życia zostaje zakwestionowane.
– W miejsce wartości życia używa się sformułowań typu „jakość życia”. Życie ludzkie zostaje przeliczone według kryteriów ekonomicznych czy użytecznościowych. Kobieta zatem postrzegana jest wyłącznie jako wydolna ekonomicznie. W takiej kalkulacji będzie miała ona większe „prawa” niż nienarodzone dziecko. Takie szkodliwe, czysto przedmiotowe postrzeganie wartości ludzkiego życia z kolei rzutuje na próby nazywania aborcji czy eutanazji prawem – wyjaśnia ks. prof. Paweł Bortkiewicz.
Podkreśla też, że ochrona życia nienarodzonych to obowiązek całego społeczeństwa, nie tylko osób wierzących, ponieważ spór ten nie jest religijny, ale odbywa się na poziomie elementarnego humanizmu.
Jak zaznacza Krzysztof Kasprzak, w tej chwili Luksemburg nie tylko prawnie chce chronić morderców nienarodzonych dzieci, ale też samo morderstwo nazwał prawem.
– W tym momencie konstytucja, która z założenia ma chronić obywateli – a przede wszystkim tych, którzy sami obronić się nie mogą – staje się narzędziem do legitymizowania morderstwa. Nazwanie zabójstwa nienarodzonego dziecka „prawem” to diaboliczne odwrócenie pojęć. To absolutna degradacja stanowionego prawa, które traci w ten sposób jakikolwiek związek z prawem naturalnym i ze sprawiedliwością – zauważa rozmówca.
Stwierdza, że sprawa ta obnaża cynizm i hipokryzję środowisk lewicowych i aborcyjnych, które mimo głośnych haseł o prawach człowieka odbierają je najmłodszym na etapie prenatalnym.
– Mówią o prawach kobiet i walce z dyskryminacją, a przecież ponad połowa ofiar aborcji to małe dziewczynki! Gdzie są ich prawa? Gdzie jest prawo do narodzin tych małych kobiet? Ta fałszywa troska to w rzeczywistości ideologiczna walka, gdzie dziecko traktuje się jak przedmiot, którego można się pozbyć, a nie jak człowieka – zwraca uwagę Krzysztof Kasprzak.
I taką ideologiczną narrację wybrała większość parlamentarzystów w Luksemburgu. Jednak zdaniem rozmówcy ta odpowiedzialność moralna spada nie tylko na nich, ale również na ich wyborców.
– Politycy nie biorą się znikąd. Katolik i każdy człowiek prawego sumienia nie może oddać głosu na polityków czy na partie, którzy w swoim programie mają wpisany postulat mordowania nienarodzonych. Wybierając takich ludzi, obywatel staje się współodpowiedzialny za prawo, które oni potem tworzą – mówi Krzysztof Kasprzak.
Sytuacja w Luksemburgu pokazuje, że środowisko pro-life nieustannie musi być zdeterminowane, a w walce o życie – jak podkreśla Krzysztof Kasprzak – nie ma miejsca na dyplomację czy kompromisy.
– Musimy pokazywać prawdę o aborcji w sposób bezpośredni, nazywać rzeczy po imieniu – zbrodnię zbrodnią, a morderstwo morderstwem – punktuje, przypominając, że w tej walce nie możemy zniechęcać się pojawiającymi się trudnościami.
– To nie czas na wycofywanie się ze strachu przed krytyką. Informacje z Luksemburga muszą być dla nas potężnym bodźcem do działania, ale działania opartego na zupełnie innych zasadach: głośnego i zdeterminowanego do walki na każdym froncie. Tylko wtedy mamy szansę zatrzymać ten walec cywilizacji śmierci – akcentuje Krzysztof Kasprzak.
Zofia Sońta/Nasz Dziennik




