Święto Miłosierdzia Bożego. Główne obchody odbyły się w Krakowie-Łagiewnikach
Ani choroba, ani brak wykształcenia nie stanowiły dla Boga przeszkody. Objawił się młodej dziewczynie, Helenie Kowalskiej. Późniejszej siostrze zakonnej zostawił wyjątkowe przesłanie. Owocem tej relacji jest dzisiejsze Święto Miłosierdzia, którego główne obchody odbyły się w Krakowie-Łagiewnikach. Metropolita krakowski, ks. kard. Grzegorz Ryś, tłumaczył, że widząc Boga poranionego – a taki znajduje się na obrazie Jezusa Miłosiernego – widzimy Boga, który jest miłością.
Na kartach „Dzienniczka” św. Faustyna opisała początki powołania. Była na balu, gdy obok ujrzała Jezusa – umęczonego, obnażonego z szat, okrytego ranami. Udała się do katedry, padła krzyżem. Usłyszała, że ma jechać do Warszawy, że ma wstąpić do klasztoru – i zrobiła to, wbrew rodzicom, którzy nie chcieli jej na to pozwolić – wyjaśnia s. Dominika Steć.
– Próbowała zagłuszać powołanie, próbowała żyć życiem świeckim, ale na przykładzie siostry Faustyny można zobaczyć, że Pan Bóg jest silniejszy niż wszystkie argumenty ludzkie – zaznacza s. Dominika Steć.
Sama napisała w „Dzienniczku”, że tym lepiej uwydatni się wszechmoc Boga, im narzędzie lichsze. Samą siebie nazywała narzędziem nieudolnym, ale – jak wyjaśnia ks. Stanisław Staśko – była też pierwszym odbiorcą słów Chrystusa, dla którego ludzka nędza nie jest przeszkodą.
– Chrystus, objawiając tajemnicę Bożego Miłosierdzia, tak naprawdę dotyka nas i naszej nędzy. Św. siostra Faustyna używa tego słowa. Mówi często o sobie, że jest taką nędzą przed Chrystusem – zwraca uwagę ks. Stanisław Staśko.
Dlatego ks. prof. Jan Machniak zauważa, że nie wykształcenie było potrzebne Bogu, by przekazać światu orędzie miłosierdzia, i nie dobre zdrowie, bo siostra Faustyna chorowała na gruźlicę – ale przyjaźń, na którą jej „Dzienniczek” jest dowodem.
– Pokazuje, jak była blisko z Panem Jezusem, jak Bóg otworzył dla niej całe swoje serce – podkreśla ks. prof. Jan Machniak.
Bóg – jak przypomniał w trakcie głównych obchodów Święta Miłosierdzia ks. kard. Grzegorz Ryś – pokazał się Faustynie pokryty ranami i powiedział: Patrz, kogoś zaślubiła. Metropolita krakowski w trakcie Mszy św. w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach zestawił ten obraz z „Dzienniczka” z czytaną dziś Ewangelią, w której Jezus staje przed uczniami i pokazuje im ręce oraz bok. Po co?
– Bo kiedy widzimy Jezusa poranionego, dla nas, widzimy Boga, który jest miłością i który jest miłością wierną – tłumaczył ks. kard. Grzegorz Ryś.
Jezus, który wskazuje na swoje przebite dłonie i bok, to – jak mówił metropolita krakowski – obraz znany z Łagiewnik, który mamy czytać jednoznacznie.
– Zawsze kocha nas pierwszy, zawsze nas kocha do krwi, do śmierci nas kocha – zaznaczył ks. kard. Grzegorz Ryś.
Autorem tego wizerunku jest Adolf Hyła. Malarz namalował go po śmierci św. Faustyny – wyjaśnia historyk Piotr Boroń.
– Rozpoczął w 1943 roku, w 1944 ukończył – przypomniał Piotr Boroń.
Wcześniej uniknął śmierci, gdy Niemcy wezwali do Collegium Novum profesorów. Adolf Hyła miał tam być, jako profesor gimnazjalny. Spóźnił się, ale dla Piotra Boronia nie było to spóźnienie przypadkowe.
– Cudem, naprawdę cudem uniknął być może śmierci w Sonderaktion Krakau, przeprowadzonej z początkiem okupacji przez hitlerowców w Krakowie – wskazał Piotr Boroń.
Namalowany przez Adolfa Hyłę obraz Jezusa Miłosiernego znajduje się w kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
TV Trwam News



