Pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych prowadzą protest – domagają się podwyżek i poprawy warunków pracy
Trwa ogólnopolski protest pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Od kilkudziesięciu godzin grupa związkowców okupuje też centralę instytucji w Warszawie. Nie wykluczają protestu w święta. Domagają się podwyżek i poprawy warunków pracy.
Pracownicy ZUS w całej Polsce wyszli w ramach swoich przerw przed budynki, w których pracują, aby zamanifestować swoje postulaty.
W Warszawie związkowcy rozpoczęli okupację centrali instytucji i podjęli rozmowy z kierownictwem ZUS – poinformowała Anna Sudoł z „Solidarności”.
– Wynagrodzenia są niskie. Pracujemy od lat w nadgodzinach. Realizujemy wszelkie zadania w terminie. Zaczęliśmy być traktowani przez rząd jako tania siła robocza – mówiła Anna Sudoł.
Pierwsza tura rozmów zakończyła się o pierwszej w nocy bez przełomu. Związkowcy po nocy spędzonej w siedzibie ZUS wrócili do negocjacji rano. Nie wykluczają protestu w święta.
– Mieliśmy dostać podwyżki 170 zł od początku rozpoczęcia rozmów. Obecnie na stole już jest 280 zł, ale to w dalszym ciągu nas nie satysfakcjonuje – oznajmiła Anna Sudoł.
Protestujący domagają się 1200 złotych podwyżki brutto i rozmów z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort, który nadzoruje ZUS, umywa ręce.
– Tutaj dużą, podstawową rolę ma zarząd Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i minister finansów – stwierdził Sebastian Gajewski, wiceminister rodziny z Lewicy.
Protest pracowników nie wpłynął na pracę Zakładu.
– Ja bym chciał tylko powiedzieć i uspokoić naszych klientów, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych funkcjonuje normalnie, działa – podsumował Wojciech Ściwiarski, rzecznik ZUS na Mazowszu.
Problem niskich wynagrodzeń dotyczy wielu instytucji państwowych w Polsce. Rząd zaplanował w tym roku dla budżetówki jedynie trzy procent podwyżki, co – według pracowników – nie pokrywa wzrostu realnych kosztów życia.
TV Trwam News



