Wywiad z Jarosławem Kaczyńskim 07.03.2026
Red. Piotr Krupa, TV Trwam: Szczęść Boże, Piotr Krupa. Zapraszam na wywiad z prezesem Prawa i Sprawiedliwości, Jarosławem Kaczyńskim. Szczęść Boże, panie prezesie, kłaniam się.
Jarosław Kaczyński: Szczęść Boże.
Jesteśmy tuż po prezentacji kandydata na premiera. Pan prezes na antenie Radia Maryja zapowiedział, że będzie takie wydarzenie, że to nazwisko poznamy. I usłyszeliśmy: Przemysław Czarnek, profesor, były minister edukacji i nauki. Dlaczego, panie prezesie, ostatecznie taka decyzja? Bo tych kandydatów media wymieniały wielu.
– Media wymieniały wielu, tak naprawdę było ich znacznie mniej, ale jednak to nie było tak, że był tylko pan profesor Czarnek. Ale on po prostu ma takie zalety, które w obecnej sytuacji są nie do zastąpienia. Ten ogromny dynamizm, talent krasomówczy, odporność, także odporność na ataki, pomysłowość.
Ja wiem, jak wyglądała pierwotny plan tego przemówienia i jak ono wyglądało w rzeczywistości. I tutaj ta siła inwencji profesora była bardzo wyraźnie widoczna. To bardzo zmienione przemówienie i rzeczywiście świetne. Doskonale oddziaływujące na ten rodzaj elektoratu, tę część elektoratu, na której nam w tej chwili najbardziej zależy.
Na kim Prawu i Sprawiedliwości zależy? Na tych wyborcach, którzy odeszli od formacji i skierowali się ku Konfederacji, ku formacji Grzegorza Brauna? Bo widać ten odpływ w sondażach.
– Rzeczywiście widać i proszę zwrócić uwagę, że jeszcze w momencie pierwszej tury wyborów prezydenckich mieliśmy więcej niż nasz kandydat [Karol Nawrocki – red.] zdobył w tej pierwszej turze. To znaczy my mieliśmy 32 [proc.-red.], a on 29. A później po zwycięstwie, które powinno nam przynieść dobre rezultaty, także te sondażowe, okazało się, że nam spada. Tutaj oczywiście ogromną rolę odegrał ten atak na nas, ale także i to, że nasza partia rzeczywiście w tym momencie znalazła się niespodziewanie w pewnym kryzysie, którego elementem były też ataki na nasze rządy ze strony naszych działaczy. To wielki błąd i to nie tylko moralny, ale także i polityczny.
A poza tym, to po prostu w bardzo wielu wypadkach posługiwanie się nieprawdą i w związku z tym mówiłem o tym w tym wstępnym przemówieniu i jest rzeczą naprawdę bardzo dobrą, że pan profesor podchwycił ten motyw w swoim wystąpieniu. Musimy być razem, po prostu musimy być razem, a na kim nam zależy? Na tych wszystkich, którzy są – użyję tego określenia, często zresztą używanego – w tym wielkim namiocie polskiej prawicy i polskiego obozu patriotycznego.
Nam zależy na polskich patriotach. Większość z nich ma wyraźnie prawicowe poglądy, ale są i tacy, którzy są nieco bardziej na lewo. Można powiedzieć, niektórzy tak określają, że są bardziej centrowi.
Do nich też chcemy przemówić, ale w tym momencie te straty są przede wszystkim na prawo od nas i musimy to brać pod uwagę. Musimy uświadomić temu elektoratowi, że po pierwsze dobrze rządziliśmy, a po drugie – umiemy rządzić. To zostało zweryfikowane w bardzo trudnych okolicznościach, a po drugie, że jeśli wziąć pod uwagę agendę polskiej prawicy tak szeroko rozumianej, agendę obrony polskiej niepodległości, agendę obrony polskiej tradycji, w tym oczywiście wiary, agendę odnoszącą się do tego wszystkiego, co dusi – to jest dobre określenie, dusi, tak właśnie jest – naszą gospodarkę, agendę w stosunku do polskiego rolnictwa, to jest jeden z tych elementów duszenia, ale tak ważny, że warto go tutaj wymienić oddzielnie.
Nasze poglądy są takie same. My możemy też pokazać, że kiedy rządziliśmy, to wbrew temu, co się często mówi, w tych sprawach dużo robiliśmy. Jeżeli chodzi o walkę ze zbożem z Ukrainy – może to złe określenie walka – w każdym razie ono niszczyło polskie rolnictwo, bo było nieporównanie tańsze.
My wbrew przepisom Unii Europejskiej zamknęliśmy granicę, co zostało zapowiedziane – o tym też wspominał profesor – w Łysych, to jest taka wieś na Kurpiach, przeze mnie już prawie trzy lata temu. I zrobiliśmy to, później zdobyliśmy sojuszników i Unia się też ugięła. Okazało się, że jednak można. Tylko, że na pewien czas. Później Unia z powrotem – Unia nie, my – tę granicę otworzyła.
I to też jest ten istotny element, że sprawa Ukrainy została przez naszego kandydata postawiona uczciwie. Pomogliśmy, pomagaliśmy naprawdę z serca. Jest tak, że naszym interesem jest zwycięstwo Ukrainy, ale jeżeli chcemy mieć dobre stosunki, to pewne sprawy muszą być załatwione.
Nie może być tak, żeby stosunek między Polską a Ukrainą był całkowicie asymetryczny na korzyść Ukrainy. No i są takie sprawy, które może dla Ukraińców są bardzo trudne – ja to mogę zrozumieć, bo rzeczywiście są bardzo kompromitujące – ale mimo wszystko muszą być wyjaśnione. Mówię tutaj o Wołyniu, z tym, że to określenie „Wołyń” jest skrótem myślowym, bo to obejmuje znacznie szersze ziemie niż tylko wołyńskie – także takie, które dzisiaj w dalszym ciągu są na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. No i jest sprawa banderyzmu jako ruchu politycznego, który w dalszym ciągu funkcjonuje. Ja kiedyś jeszcze prezydentowi Poroszence powiedziałem w takiej rozmowie w cztery laty, że z tym nie wejdziecie do Unii Europejskiej, nie wejdziecie do NATO.
Panie prezesie, a czy będzie w partii jakaś refleksja? Bo jednak ci wyborcy odpłynęli. Wielu wytyka wam nadmierny sanitaryzm, bo uległość względem Ukrainy, zbyt dużą ufność Unii Europejskiej i zgodę na wiele rozwiązań.
– Po pierwsze, to jest w wielkiej mierze nieporozumienie. Są też takie elementy, z których my się po prostu całkowicie nie zgadzamy. Jeżeli chodzi o walkę z COVID-em, to po prostu decyzję powierzyliśmy tym, którzy się na tym znają.
To byli profesorowie bakteriologii, epidemiologii i tak zwani zakaźnicy, czyli specjaliści od chorób zakaźnych. I w gruncie rzeczy wszystkie te decyzje były ich. I nie zapominajmy o tym, że były dni, kiedy umierało przeszło tysiąc osób dziennie i że był ten przykład z Lombardii, że osoby zmarłe były wywożone ciężarówkami. Wszyscy musieliśmy brać to pod uwagę, że coś takiego może zdarzyć się także i w Polsce. I po prostu tak to wyglądało, że różne decyzje wtedy podejmowane, nawet jeżeli w końcu okazywało się, że nie przyniosły odpowiednich rezultatów albo tylko częściowo przyniosły, to były decyzje całkowicie uzasadnione.
A jeżeli chodzi o sprawy, o które można by się wspierać, takie jak na przykład lasy [mowa o zakazie wstępu do lasów podczas pandemii – red.] to był incydent, z tego się wycofaliśmy, bo to rzeczywiście poszło zbyt daleko. Jeżeli chodzi o lockdowny, to ja wiem, że one przyniosły niektórym przedsiębiorcom, drobnym przedsiębiorcom bardzo niedobrą sytuację. Bywa, że do dzisiaj ma to swoje negatywne skutki, a ale trzeba też pamiętać o gigantycznej akcji, o ogromnych sumach, liczonych już naprawdę powyżej 100 miliardów złotych – a proszę pamiętać, że ówczesna złotówka w sile nabywczej była dużo więcej warta niż dzisiejsza, więc trzeba przynajmniej dodać do tego 50-60 procent – i to uratowało polską gospodarkę. Inaczej mielibyśmy załamanie się przedsiębiorstw, bezrobocie, spadek popytu, dalsze załamywanie się przedsiębiorstw ze względu na spadek popytu.
I nie wiem nawet, czy do dzisiejszego dnia z tego koła, które kręci się w drugą stronę – zamiast w stronę rozwoju to automatycznie w stronę załamywania się gospodarki – zdołalibyśmy się jakoś wydobyć. I dlatego generalnie rzecz biorąc te decyzje były słuszne, a liczenie na to, że każda decyzja w takiej sytuacji będzie dla każdego łatwa do zaakceptowania, jest po prostu pewną utopią. Tak się po prostu nie da. To jest sytuacja, powtarzam, nadzwyczajna. Myśmy potrafili zrobić naprawdę wtedy bardzo dużo. Potrafiliśmy budować błyskawicznie nowe szpitale. Potrafiliśmy przeprowadzić akcje szczepionkowe. Można je różnie oceniać. Można szczególnie różnie oceniać to wszystko, co działo się w związku z tym w Unii Europejskiej. Wie Pan, to już mówię zupełnie prywatnie. Są takie sytuacje, w których państwo po prostu musi stosować przymus. Pamiętam, bo już byłem w szkole i sam temu podlegałem, inną dużą epidemię, chociaż nie taką jak ta, ale za to pod wieloma względami groźniejszą, dotyczącą dzieci, choroba Heinego-Medina [polio- red.], to był 1957 rok. Czy wtedy pytano kogoś o to, czy te dzieci mają się szczepić? Nie pytano. Całe klasy szkolne, ja już wtedy chodziłem do szkoły, mój świętej pamięci brat także, po prostu musiały się szczepić. Były przewożone w różne miejsca albo jeździły tam po prostu tramwajami. To samo dotyczyły dzieci młodszych.
Skoro jesteśmy przy tramwajach, to ja zapytam o pociąg panie prezesie, bo dzisiaj było to porównanie, że ma Pan być kierownikiem.
– … Ale przypomnę, że ta straszliwa epidemia, która zabijała dzieci albo czyniła je kalekami, w większości wypadków zabijała, została błyskawicznie opanowana – właśnie dlatego, że stworzony przez KGB w latach osiemdziesiątych ruch antyszczepionkowy wtedy nie działał. Państwo było oczywiście inne, ja w żadnym wypadku nie chcę tutaj reklamować komunizmu, ale wtedy to zadziałało.
Zapytam o ten pociąg. Pan ma być kierownikiem, maszynistą ma być Przemysław Czarnek. Wszyscy mają się zaangażować, ma być miejsce też dla Mateusza Morawieckiego. Pan się nie obawia, że któryś z tych wagoników się odczepi? Media spekulują o wewnętrznych konfliktach.
– Ja nie jestem w stanie tutaj przeprowadzić analizy tego, co się dzieje w mediach. Natomiast mogę powiedzieć tak: wydaje mi się, że wszyscy, którzy uczestniczyli w jakichś sporach, także ci, którzy właśnie grubo, nadmiernie krytykowali to, co robił nasz rząd, są ludźmi racjonalnymi. Zdają sobie sprawę, że jako działacze partii – to po drugie – ale przede wszystkim jako polscy patrioci powinni dążyć do tego, żeby, po pierwsze, obalano ten rząd – oczywiście legalnie, w drodze wyborów – a po drugie, żeby ten nowy rząd był rządem racjonalnym. Takim, który jest w stanie działać, bo jest jakoś zjednoczony, ma trwałe poparcie w parlamencie, a po drugie, nie ma tam ludzi, którzy, można powiedzieć, stąpają w jakiejś innej rzeczywistości, a nie tej, która realnie w tej chwili funkcjonuje. Nie chodzą na ambasad Iranu, żeby przepraszać Iran czy tam przynajmniej wyrazić kondolencje. Nie bronią rosyjskich pomników, nie są poganami, nie są satanistami etc.
Nawiązuje pan do ludzi, którzy są związani z formacją Grzegorza Brauna. Pan dopuszcza jakikolwiek scenariusz współpracy w przyszłości w kolejnym parlamencie?
– Nie dopuszczam – zupełnie niezależnie od konsekwencji zagranicznych, które byłyby bardzo ciężkie dla Polski w tej sferze sojuszniczej – ale zupełnie niezależnie od tego to byłaby po prostu potworna kompromitacja naszej formacji, całego polskiego życia publicznego i dezorganizacja parlamentu. To jest Samoobrona, ale do sześcianu.
A Mateusz Morawiecki – widzi Pan go w jakiejś roli w przyszłym rządzie Przemysława Czarnka?
– Oczywiście, że widzę go w roli, bo to naprawdę świetny polityk, niezwykle zdolny człowiek. Człowiek, który jeżeli będzie działał racjonalnie, to po prostu będzie w tym rządzie kierował sprawami gospodarczymi. Będzie osobą niesłychanie ważną, mającą ogromną władzę, bo na tym się świetnie zna.
Zna się i na innych sprawach, powtarzam jeszcze raz, to był bardzo dobry premier, tylko ponieważ został przez tych atakujących ustawiony w pozycji głównego winowajcy tych – w ogromnej większości przypadków rzekomych – błędów, to wobec tego w tym momencie pewnie nie miałbym większej możliwości przekonania tych, którzy ulegli tej propagandzie. Po prostu w sprawach wyborczych trzeba się naprawdę liczyć z realiami. Realia są po prostu takie, jakie są. I tutaj pan profesor naprawdę dużo lepiej odpowiada temu, co jest potrzebne.
Przemysław Czarnek będzie dobrym współpracownikiem dla prezydenta Karola Nawrockiego? Oni też blisko działali w trakcie kampanii prezydenckiej.
– Tak, blisko działali, także i premier Morawiecki bardzo intensywnie działał w tej kampanii wyborczej, chociaż w innych okolicznościach na pewno byłby wśród kandydatów na kandydata. Nie wiem, czy by wygrał ten konkurs, ale na pewno by wśród nich był. Ale właśnie w tej sytuacji, która powstała – nie z jego winy, ale powstała – musimy z tego wyciągać jakieś wnioski, bo polityka taka jest, że trzeba czasem decydować nie na zasadzie sympatii – ja bardzo sobie cenię i osobiście lubię pana premiera – nawet nie na zasadzie sprawiedliwości, bo politycy wybierają taki zawód, gdzie bardzo często trzeba się po prostu godzić z realiami, nawet jeżeli ma się poczucie, że one są niesprawiedliwe. Jest w tym zawodzie świetny, ale częścią bycia dobrym politykiem – nawet nie świetnym, tylko dobrym – jest realizm.
Jak pan ocenia propozycję prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa Narodowego Banku Polskiego w sprawie programu polskiego SAFE, tego zeroprocentowego? We wtorek czeka nas spotkanie, jest zaproszenie dla pana premiera Tuska.
– Oceniam tę propozycję bardzo dobrze i przy okazji może wyjaśnię, że plany tego rodzaju działań, i to nawet właśnie w kontekście zbrojeń, były snute jeszcze w trakcie rozmów z prezesem Glapińskim, kiedy on był tylko kandydatem i to po raz pierwszy, bo on ma w tej chwili drugą kadencję. Myśmy się dobrze znali, on sam się zgłosił jako kandydat, myśmy to bardzo chętnie zaakceptowali, nie mieliśmy nikogo tej klasy, który mógłby być prezesem [NBP -red.] i w naszych rozmowach tego rodzaju możliwości były wtedy już brane pod uwagę, bo mechanizm jest dosyć prosty. Nie było takiej potrzeby, może poza sytuacją właśnie covidową, ona została wykorzystana i ten pomysł wrócił w tym momencie, kiedy warunki dla jego realizacji są nieporównanie lepsze niż były wtedy.
Uda się tym pomysłem odwrócić narrację Donalda Tuska? Platforma Koalicja Obywatelska przekonuje teraz Polaków, że to tylko oni są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo. Nawet podpisują się pod waszymi projektami, które zrealizowaliście, a wcześniej oni krytykowali te plany.
– To jest ich znana metoda, oni nieustannie przyznają się do naszych sukcesów, zmieniają zdanie, w zależności od okoliczności są gotowi w ciągu jednego dnia mówić, że coś co mówili poprzedniego dnia to tak naprawdę nie mówili, a w ogóle jest inaczej. To jest metoda po prostu kłamania, kłamania i jeszcze raz kłamania. Ta ostatnia wypowiedź, niedawna wypowiedź Tuska o tym, że nasze rządy dla wsi były jak wielka powódź – można powiedzieć, że rzeczywiście poszedł bardzo daleko i dalej już chyba trudno, bo myśmy, po pierwsze, tę wielką politykę społeczną skierowali w dużej mierze wobec wsi i to już na tym tylko skorzystała.
Poza tym ten wielki plan infrastrukturalny, ten rządowy program inwestycji strategicznych, to było bardzo dużo właśnie i dla wsi, dla małych miast i wreszcie do tego pomaganie, czy to była susza, czy to były maliny, czy to były jabłka, czy to były takie wielkie przedsięwzięcia, jak reakcja na to bardzo tanie zboże z Ukrainy, to już było wiele miliardów złotych. Wszystko to robiliśmy, a oni nie robią nic. Można powiedzieć, że ktoś, kto jest potężnym murzynem, jest małą białą kobietą. Powiedzieć można wszystko.
Panie prezesie, wkrótce wybory na Węgrzech. Są spekulacje, że być może Wiktor Orban straci władzę. Jakie to miałoby też konsekwencje dla naszego regionu, ostatecznie dla Polski?
– Złe konsekwencje, bo co prawda nie ze wszystkim się zgadzamy z premierem Orbanem, ale mieliśmy tutaj partnera w bardzo wielu pożytecznych dla tej części Europy, także dla Polski – bo zawsze działamy w interesie Polski – przedsięwzięciach i te przedsięwzięcia mogą być w tej chwili całkowicie zakwestionowane. Ja jednak ciągle wierzę, że ten niezwykle zdolny i sprawny polityk będzie potrafił jeszcze w ostatniej chwili jakoś z tego wyjść. Bardzo bym chciał, żeby jednak wygrał te wybory, te i kolejne, chociaż to już wtedy pobiłby rekord demokratycznej Europy, bo jeżeli teraz będzie rządził bez przerwy 16 lat, a przedtem 4, czyli łącznie 20, ale była 8-letnia przerwa, to nie dorówna jeszcze Erlanderowi [Tage Erlander – red.] premierowi Szwecji, który rządził 20 lat, z jedną malusieńką, ale bardzo króciutką – można jej nie liczyć – przerwą, a gdyby teraz wygrał, to jeśli zostanie premierem – bo niektórzy twierdzą, że tym razem już nie będzie chciał być premierem, ale sądzę, że jednak by chciał zostać premierem – to by ten rekord Erlandera pobił, a gdyby jeszcze jedną kadencję rządził? To już takiego nie ma.
To na koniec, panie prezesie. Dzisiaj prezentacja kandydata, nazwiska, duże emocje z tym związane, dyskutowaliśmy w mediach, kto to będzie. Jaki plan dalej? Bo to też początek kampanii przedwyborczej.
– To jest początek sensu largo, w szerszym sensie kampanii przedwyborczej. Jutro już sprawy związane z Dniem Kobiet, ale także inne. Dużo o paniach mówił [Przemysław Czarnek – red.] w czasie tego przemówienia, około 15 minut było temu poświęcone. Oczywiście to już jest skomentowane przez naszych przeciwników, że to było przeciw kobietom. Nie, to było właśnie za kobietami, za realnymi interesami kobiet i sądzę, że jutro to też usłyszymy, a poza tym jeszcze będzie takie duże spotkanie z influencerami, z dziennikarzami, a to już wieczorem.
Ale przede wszystkim panie, także sprawy porodów, tych oddziałów porodowych, zupełnie skandaliczne sprawy, sprawy tego wszystkiego, co dzisiaj godzi w interesy kobiet i co ma prowadzić do całkowitego odwrócenia dotychczasowej roli kobiety. Nawet do pomieszania płci, chociaż płeć jest określona przez geny i ten podział na mężczyzn i kobiety jest nienaruszalny, oczywisty. W jednym z aktów szaleństwa, też nie wiem gdzie wymyślone, bo tutaj nie potrafię powiedzieć, czy to było wymyślone w Moskwie – być może nie, ale ktoś to wymyślił – żeby jeszcze bardziej rozbić, zatomizować społeczeństwo, żeby pozbawić ludzi poczucia tożsamości, żeby stworzyć wielkie zamieszanie. Z tego korzystają ci najsilniejsi, bo nad takimi społeczeństwami jest bardzo łatwo panować.
I tu stawiamy kropkę. Bardzo dziękuję za rozmowę. Naszym gościem był prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, tuż po prezentacji kandydata tej formacji na premiera, prof. Przemysława Czarnka. Państwu dziękuję za uwagę. Do zobaczenia. Z Panem Bogiem.
– Dziękuję bardzo, z Panem Bogiem.
