fot. PAP/Abaca

Islamizacja Europy. W jakim punkcie jesteśmy?

Politolog Gaetano Mosca pisze: „Zorganizowane mniejszości kontrolują zdezorganizowane większości, pozbawione tożsamości, celów, wzorców, wizji świata, wizji Boga i wizji człowieka”. Podobna sytuacja miała miejsce podczas rewolucji październikowej w 1917 roku, kiedy Lenin doszedł do władzy. „Muzułmanie mają zapał i przekonania, są przekonani o słuszności swojej sprawy, są zdyscyplinowani”, a przede wszystkim mają projekt polityczny – Ummę. Europejczyk pokazuje, że już nic z tego nie ma. Wydaje się, że nie żywi już żadnych przekonań, ideałów ani słusznych celów, dla których warto żyć i umierać – podkreśla Paolo Piro w artykule opublikowanym na portalu vanthuanobservatory.com.

„Słyszymy dźwięk walącego się muru,

ale nie słyszymy  dźwięku pnącego się bluszczu,

zapuszczającego korzenie, sprawiającego, że mur pęka i się rozsypuje”.

Jusuf al-Karadawi, prominentny członek Bractwa Muzułmańskiego, oświadczył w wywiadzie dla telewizji Al-Dżazira w 2007 roku, że islam ponownie podejmie się podboju Europy: „Podbój Rzymu, podbój Włoch i Europy. To oznacza, że ​​islam ponownie powróci do Europy. Czy oznacza to, że ten podbój dokona się poprzez wojnę? Nie, nie jest to konieczne. Istnieje podbój pokojowy, a pokojowy podbój jest jedną z zasad tej religii. Przewiduję, że islam powróci do Europy bez uciekania się do miecza. Dokona się to poprzez głoszenie i idee”. Wybitny teolog muzułmański uściślił, iż będzie to już trzecia próba. Pierwszej dokonali Saraceni między VII a XI wiekiem, pokonani przez Karola Młota pod Poitiers w 743 roku i księcia Wilhelma pod Tourtour w 973 roku; druga próba podjęta przez Osmanów, znalazła swój kres w wodach Lepanto w 1571 roku i pod murami Wiednia 11 września 1683 roku dzięki królowi Polski Janowi III Sobieskiemu. Trzecia próba, ta trzecia agresja islamska na Europę, jak stwierdził Al-Karadawi, nie będzie polegała na użyciu miecza, lecz na demografii, kaznodziejstwie i bitwie kulturowej dokonującej się dzięki rozpowszechnianiu się muzułmańskiej obecności wraz z meczetami oraz ze wspólnotami alternatywnymi. Jest ona generowana przez imigrantów. Sam Erdogan, aspirujący do miana neo-osmańskiego kalifa, w 1997 roku, zacytował tureckiego nacjonalistycznego poetę Ziya Gökalpa: „Meczety są naszymi koszarami, minarety naszymi bagnetami, kopuły naszymi hełmami, a wierni naszymi żołnierzami”.

Świat islamski nieustannie tka swoją własną nahdę (przebudzenie), jak to określił Dżamal ad-Din al-Afgani, jeden z największych islamskich reformatorów XIX wieku. To nić przebudzenia, którą Bractwo Muzułmańskie z Maghrebu, z indyjskiego regionu Dżamaat oraz inne grupy na całym świecie, tkają od 1922 roku, czyli od kresu kalifatu osmańskiego. W tym kontekście rozwija się walka o przywództwo nad globalną społecznością muzułmańską. Bierze w niej udział trzech pretendentów: ajatollahowie z Teheranu, Saudyjczycy z Rijadu i turecki przywódca z Ankary, a także różne nurty obecne w ISIS i innych podobnych organizacjach. Wszyscy zdają sobie sprawę, że nie wystarczy wygrać bitwy o polityczną dominację oraz zwyciężyć w konfrontacji z Zachodem. Aby ubiegać się o tytuł kalifa, trzeba posiadać klucze do islamskiego miejsca świętego par excellence, do Mekki. Oznacza to, iż co najmniej dwóch z trzech kandydatów musi zdobyć owe klucze od Saudyjczyków za wszelką cenę. Ostatnim razem, w 1500 roku, pięćdziesiąt lat po zdobyciu Konstantynopola przez Mahometa II, na Mekkę wyprawił się ze swymi wojskami sułtan Selim II. Miasto nie miało innego wyjścia, jak przekazać klucze osmańskiemu przywódcy, który w ten sposób zyskał tytuł następcy, czyli kalifa Mahometa, najwyższego wodza Prawowiernego Ludu, czyli Ummy.

Dzieje tej trzeciej próby muzułmańskiego podboju przebiegają przez Europę, która jest czymś trudnym do zdefiniowania. Czy chodzi o Europę 27 państw członkowskich Unii Europejskiej? Czy o tę od Atlantyku po Ural, o której mówił Wojtyła? Czy chodzi o nieistniejącą już Europę chrześcijańską, chociaż to właśnie chrześcijaństwo, w wymiarze kulturowym i duchowym wciąż stanowi jedyną prawdziwą tożsamość, do której Europejczycy mogą się odwoływać? Odpowiedź na to pytanie jest trudna, ponieważ obecnie istnieje coraz większe ryzyko, że rozumienie Europy będzie zredukowane do pojęcia wyłącznie geograficznego, rozumianego jako końcowa kontynentalna odnoga Azji, rozciągająca się w kierunku Atlantyku.

Unia Europejska robi wszystko, co może, aby pomniejszyć swoje znaczenie, współpracuje z Radą Europy, zrzeszającą 46 państw, w tym Turcję, działając na rzecz praw człowieka. W 2010 roku Rada przyjęła Rezolucję 1743, która głosi: „Chcemy jasno powiedzieć, że islam jest częścią cywilizacji europejskiej, nie jest czymś, co napłynęło w ostatnim czasie, lecz ma korzenie sięgające 13 wieków”. Aby niczego nie przeoczyć, w 2014 roku ustanowiono „Światowy Dzień Walki z Islamofobią” i co roku publikowany jest raport uświadamiający na temat incydentów islamofobicznych i omawiający rozprzestrzenianie się tego, co zostało uznane za prawo człowieka, mianowicie „bycie muzułmaninem”, jak gdyby ktokolwiek kwestionował tę wolność. Nie istnieje natomiast żaden doroczny raport na temat zinstytucjonalizowanych naruszeń praw człowieka w krajach, w których obowiązuje prawo szariatu.

Ludność UE-27 wynosi 450 milionów mieszkańców, wśród których 30 milionów muzułmanów stanowi nieco mniej niż 7 proc. populacji. Liczby te są przybliżone, ponieważ brakuje dokładnych danych, a w niektórych krajach, takich jak Francja, obowiązuje zakaz rejestrowania rozprzestrzeniania się religii, grup etnicznych i wszystkiego, co naruszałoby etos „praw człowieka”. Prognozy dotyczące przyszłości Europy, uwzględniające wysoką imigrację, szacują, że do 2050 roku muzułmanów będzie 70 milionów, w obliczu tragicznego i nieubłaganego spadku demograficznego, dotykającego przede wszystkim rdzenną ludność europejską. We Włoszech i Hiszpanii odsetek muzułmanów sięga 5 proc., w Wielkiej Brytanii 6,5 proc., w Niemczech 7 proc., we Francji i Belgii 10 proc., podczas gdy w krajach takich jak Szwecja, Dania i Holandia odsetek ten waha się między 5 a 8 procent. Te trzy ostatnie kraje znajdują się w dramatycznej sytuacji z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego, z powodu dekad rządów złożonych z partii wywodzących się z „zielonych”, które promowały nieograniczone przyjmowanie imigrantów, z których wielu było muzułmanami. Zbyt hojny system opieki społecznej przyciągnął obcokrajowców z całego świata, zmieniając tożsamość tych narodów, które stały się symbolami wielokulturowości i jej upadku. Niektórzy twierdzą, że Sztokholm jest miastem upadłym, znanym w latach 70-tych z tego, że Jego Królewska Mość podróżował autobusami, i to bez ochrony, co było oznaką maksymalnie rozwiniętej demokracji. Dziś zaś całe dzielnice są poza kontrolą organów bezpieczeństwa; państwo nie ma już nad nimi władzy. W wielu krajach europejskich powstały społeczeństwa równoległe, enklawy, w których obowiązuje prawo szariatu, lub, jak w Wielkiej Brytanii, gdzie utworzono kilka sądów szariackich – organów wymierzających sprawiedliwość, orzekających w sprawach rozwodowych i spadkowych zgodnie z Koranem – są wreszcie całe dzielnice, które uległy całkowitej islamizacji, jak na przykład Molenbeek i Schaerbeek w Belgii, Lavapiès w Hiszpanii czy Marsylia, gdzie muzułmanie są blisko tego, by stanowić 50 proc. populacji, a miasto jest określane mianem „algierskiego miasta”. W Niemczech i Wielkiej Brytanii władze zezwalają na patrole policji szariatu, które na ulicach upominają nieodpowiednio ubrane kobiety. Nie należy zapominać, że w 2019 roku brytyjskie władze odmówiły azylu Asii Bibi, pakistańskiej chrześcijance oskarżonej w swoim kraju o bluźnierstwo. Londyn najwyraźniej obawiał się, że nie będzie w stanie wytrzymać naporu muzułmańskiej ulicy.

Ekspansja islamu w Europie obejmuje duże meczety, takie jak te w Rzymie, Strasburgu i wschodnim Londynie, a także symboliczne meczety w Poitiers, poświęcone „saraceńskim męczennikom” pokonanym niegdyś przez Karola Młota, oraz w Kordobie, dawnej stolicy emiratu Andaluzji. ​​Istnieją również niezliczone miejsca kultu, które w każdy piątek goszczą miliony wiernych. We Włoszech jest ich około 1200, w Niemczech 2500, w Hiszpanii 2000, a we Francji 3000. Te przybliżone liczby dają wyobrażenie o trwającym procesie ekspansji, finansowanym miliardami petrodolarów zainwestowanych przez Katar, Arabię ​​Saudyjską, Emiraty Arabskie i Turcję. Zjawisko to jest również wspierane przez państwa, ponieważ fundusze napływają do Europy wraz z zakładaniem przedsiębiorstw i z lukratywnymi inwestycjami różnego rodzaju. Zbyt złożone byłoby opisywanie tu postępującej tureckiej penetracji Bałkanów, która wraz z wojną w Bośni i Hercegowinie w latach 1992–1995 doprowadziła do napływu mudżahedinów (bojowników islamskich) z całego świata, a katolicy chorwaccy stali się niewielką mniejszością.

Zjawisko islamizacji europejskiej jest nierozerwalnie związane z migracją. Niemcy są ojczyzną organizacji pozarządowych, które zachęcają i motywują do imigracji, promując kulturę multi-kulti. Pomimo porażki zarówno modelu integracji anglosaskiej, jak i asymilacji francuskiej, kultura ta jest nadal napędzana inwestycjami w tysiące projektów, takich jak Migration Hub Network w Berlinie, szczytowy przykład „wolontariatu” promigracyjnego.

W Brukseli społeczność muzułmańska osiągnęła 26 proc. populacji, podobnie jak w Birmingham i Rotterdamie, 17 proc. w Antwerpii, 16 proc. w Manchesterze, 15 proc. w Hadze, 12 proc. w Wiedniu i Kolonii itd. Obserwując dynamikę ekspansji islamu, można stwierdzić, że w sytuacji, gdy  obecność islamu stanowi 5 proc. społeczeństwa, wówczas generuje to społeczeństwa równoległe (enklawy), przy 10 proc. powstają partie islamskie, a przy 20 proc. następuje pełna islamizacja. W sytuacji, gdy ów odsetek byłby większy, można postawić hipotezę możliwym o konflikcie zbrojnym zmierzającym do podporządkowania całego społeczeństwa, zaś przy 70 proc. – o podporządkowywaniu chrześcijan i Żydów, stających się obywatelami drugiej kategorii.

Politolog Gaetano Mosca pisze: „Zorganizowane mniejszości kontrolują zdezorganizowane większości, pozbawione tożsamości, celów, wzorców, wizji świata, wizji Boga i wizji człowieka”. Podobna sytuacja miała miejsce podczas rewolucji październikowej w 1917 roku, kiedy Lenin doszedł do władzy. „Muzułmanie mają zapał i przekonania, są przekonani o słuszności swojej sprawy, są zdyscyplinowani”, a przede wszystkim mają projekt polityczny – Ummę. Europejczyk pokazuje, że już nic z tego nie ma. Wydaje się, że nie żywi już żadnych przekonań, ideałów ani słusznych celów, dla których warto żyć i umierać.

Podczas gdy zjawisko opisane w skrócie wciąż narasta, w Europie, w Rzymie, wciąż bije uniwersalne serce, mówiące o wierze i nadziei, o ideałach, o przeszłości i teraźniejszości, które mogłyby stanowić fundament nowej przyszłości. Gdyby mieszkańcy Europy zwrócili się ku Rzymowi, odzyskaliby nadzieję, zdolność do pojmowania i urzeczywistniania wielkiego ideału, wielkiego projektu, odnajdując w chrześcijaństwie z przeszłości inspirację dla chrześcijaństwa jutra, czyniąc z tej przeszłości swoją przyszłość, inną, lepszą i doskonalszą niż była, zarówno w wierze, jak i w miłości, jedyną ostoję przed rosnącym i imperialnym islamem.

Paolo Piro/https://vanthuanobservatory.com/

Tłumaczenie: o. Witold Hetnar CSsR

drukuj