Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów
„Moje małżeństwo uratował dziennik duchowy Alicji Lenczewskiej” – opowiada Aneta. „To było duchowe tsunami. Gwałtowne przebudzenie, otrzeźwienie. A stało się to za sprawą Alicji Lenczewskiej” – wspomina Tomek. Kiedy słyszy się takie świadectwa, od razu rodzi się pytanie: kim jest ta Lenczewska?
Skromna nauczycielka ze Szczecina z roku na rok zyskuje niebywałą popularność wśród osób w każdym wieku i ze wszystkich środowisk. Na internetowym koncie „Alicja Lenczewska – myśli na każdy dzień” regularnie publikowane są fragmenty jej dzienników, a liczba reakcji pod każdym postem oraz szczerość i głębia komentarzy zadziwiają. Tysiące lajków, tysiące udostępnień. Viralem stają się dialogi Alicji Lenczewskiej z Jezusem, w których zawarte są treści tyleż poruszające, co aktualne, w których tak wielu współczesnych się odnajduje i których tak wielu potrzebuje.
Odpowiadając na to rosnące zainteresowanie postacią współczesnej mistyczki ze Szczecina, powstała publikacja Ewy K. Czaczkowskiej „Alicja Lenczewska. Mistyczka naszych czasów. Życie i świadectwo”. Autorka przedstawia podróż duchową Alicji Lenczewskiej – od oddalenia od Boga, poprzez późne nawrócenie, aż do odnalezienia autentycznej wiary i nawiązania osobistej relacji z Jezusem. Całość uzupełnia rozmowa z ks. Adamem Kaczmarczykiem na temat duchowości Alicji Lenczewskiej oraz świadectwa osób, dla których mistyczka ze Szczecina wyprosiła Boże łaski nawrócenia, umocnienia, uzdrowienia.
– Ta książka wstrząsa sercem i rozpala duszę. Otwiera drzwi do świata, w którym Bóg mówi – tu i teraz, w życiu szczecińskiej nauczycielki, mistyczki naszych czasów – kobiety, która odważyła się pójść „daleko w głąb”, tam, gdzie Jezus przemienia ludzką samotność w źródło światła, sensu i miłości. Autorka, wzbogacając biografię Alicji Lenczewskiej o nieznane fakty, niepublikowane rozmowy i osobiste świadectwa, prowadzi czytelnika przez duchową mapę, która potrafi zmienić sposób patrzenia na własne życie. To lektura, po której trudno wrócić do dawnego sposobu myślenia. Fenomen duchowy naszych czasów…
– wskazuje o. Michał Legan.
Fragment świadectwa (Tomasz Kawiorski)
Tomasz, wychowany w głęboko katolickiej rodzinie, powoli oddalał się od Boga, aż wreszcie stracił kontakt z wiarą i przestał chodzić do kościoła. Jego związek z Alissą też nie przetrwał.
Z dala od Boga i Kościoła żył rok, może dwa, kiedy latem 2017 roku przyleciał do Polski. Zatrzymał się w Sandomierzu, gdzie mieszkali jego rodzice. Pewnego razu mama dała mu do przeczytania artykuł o świętym Szarbelu zamieszczony w piśmie „Miłujcie się!”. Tomasz przeczytał go, po czym przerzucił stronę i tam jego uwagę przykuł tekst złożony z cytatów. To były fragmenty z dziennika Alicji Lenczewskiej.
– Wryło mnie w ziemię – wyznał. – Myśli były tak głębokie, że nie mogłem się oderwać. Natychmiast zamówiłem przez internet cały dziennik Alicji Lenczewskiej, dwa tomy.
Czekając na nadejście książek, szukał w internecie informacji o mistyczce ze Szczecina. Znalazł jej świadectwo, jakieś fragmenty zapisków. Wreszcie nadeszły książki.
– Przeczytałem oba tomy, od razu. Nie mogłem się skupić na niczym innym. Dla mnie to było objawienie – relacjonował. – To, co się ze mną wtedy działo, było jak duchowe tsunami. Jakby przebudzenie.
Najbardziej zaskoczyły go wówczas słowa dotyczące cierpienia.
– Uderzyła mnie myśl, że cierpienie jest łaską, że Bóg swoim wybranym daje cierpienie. To mnie zwaliło z nóg. Byłem w gigantycznym szoku – mówił. – Większość ludzi przecież odrzuca cierpienie. Robimy wszystko, by nie cierpieć; zabezpieczamy się, żeby nie mieć problemów zdrowotnych, finansowych. Musiałem się zastanowić, czy to, co pisze Lenczewska ma sens, czy to prawda. Zacząłem analizować życie osób najbliższych Jezusowi: Maryja cierpiała, wszyscy apostołowie, oprócz świętego Jana, zginęli śmiercią męczeńską. Uświadomiłem sobie, że nie ma świętych, którzy za życia by nie cierpieli, na przykład Ojciec Pio, mój ulubiony święty, czy święta Faustyna… Naraz zaczęło mi się w głowie wszystko układać.
To był moment, od którego w życiu Tomasza Kawiorskiego zaczęły się diametralne zmiany.
Na początek zweryfikował plany wakacyjne.
– Moje nawrócenie było tak gwałtowne, że jeszcze tamtego lata pojechałem do Medziugorie.
– Dlaczego właśnie tam?
– Bo skoro do Medziugorie jeździła Alicja Lenczewska, to było dla mnie potwierdzeniem, że tam ukazuje się Matka Boża.
Tomasz pojechał z pielgrzymką zorganizowaną przez dwumiesięcznik „Miłujcie się!”, a następnie już sam do San Giovanni Rotondo. Do Ojca Pio, którego imię przyjął na bierzmowaniu.
A. Salawa/radiomaryja.pl



