[NASZ DZIENNIK] Strażnik Konstytucji
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odmówieniu awansu 46 sędziom wywołała histerię wśród akolitów Donalda Tuska – wskazuje red. Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”.
Prezydent jasno zapowiedział, że przez najbliższe 5 lat żaden kandydat, który kwestionuje jego konstytucyjne prerogatywy, polski porządek prawny i same fundamenty państwa, nie może liczyć ani na nominację, ani na awans. Decyzja ta wywołała prawdziwą burzę w środowisku sprzyjającym obecnemu rządowi.
– Prezydent zrobił dokładnie to, co do niego należy. Głowa państwa nie jest maszyną do składania podpisów, nie jest notariuszem systemu. Ma prawo – a wręcz obowiązek – odmówić nominacji, jeśli uzna, że kandydat nie daje rękojmi przestrzegania Konstytucji – stwierdza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Bartłomiej Wróblewski, konstytucjonalista, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Sprawa ta szczególnie mocno zabolała ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, który domaga się od Prezydenta uzasadnienia swojej decyzji.
– Nie musi być takiego uzasadnienia formalnego. Uzasadnieniem jest to, że wszyscy sędziowie, którzy są nominowani przez Prezydenta, są sędziami i mają zajmować się wydawaniem orzeczeń i wyroków, a nie zamienianiem sal sądowych w salę sejmową – odpowiedział Karol Nawrocki.
Przypomniał przy tym, że Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2012 r. jasno określił, że to od wyłącznej decyzji głowy państwa zależy dopełnienie procesu nominacji sędziowskich.
– To decyzja propaństwowa, pokazująca, że w Polsce nie ma miejsca na bezkarne łamanie prawa. Każdy prezydent powinien tak postępować, a Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania, przypominając wszystkim, że Konstytucja nie jest dodatkiem, lecz fundamentem państwa – zwraca uwagę Jacek Ozdoba, poseł do Parlamentu Europejskiego.
Obowiązujące przepisy jasno wskazują, że sędzia nie może kwestionować statusu drugiego sędziego, a opinie zewnętrznych trybunałów, choć mogą być brane pod uwagę, nie mają bezpośredniego wiążącego charakteru wobec polskiego systemu prawnego.
– Prezydent stał więc na straży Konstytucji, porządku prawnego i zasad sprawiedliwości. Decyzja była w pełni uzasadniona i słuszna – dodaje rozmówca.
Od środowego popołudnia, gdy Karol Nawrocki ogłosił, że nie podpisze nominacji dla 46 sędziów, co do których ma uzasadnione podejrzenia, że nie wywiązują się ze swojej roli należycie, trwa atak na prezydenta środowiska związanego z obecną władzą.
– W tej materii sprawa jest oczywista – potwierdzona dotychczasowym orzecznictwem. Prezydent ma wolną rękę w powoływaniu sędziów – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Krzysztof Kawęcki.
Źródłem prawa w Polsce jest Konstytucja. A zgodnie z jej art. 179 sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Dzieje się to na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Swój urząd pełnią na czas nieoznaczony. Co więcej, art. 144 umieszcza powoływanie sędziów wśród aktów urzędowych, które nie wymagają kontrasygnaty premiera.
– Zarzut, jakoby Prezydent złamał prawo, jest więc absurdalny. Trybunał Konstytucyjny i Naczelny Sąd Administracyjny jeszcze przed 2015 r. – a więc przed początkiem projektu Zjednoczonej Prawicy – potwierdzały, że to prezydent decyduje o powołaniu sędziego – wskazuje Bartłomiej Wróblewski.
Jego decyzja – w myśl prawa – ma charakter uznaniowy.
– A więc nie tylko miał prawo. Miał obowiązek ocenić, czy sędziowie, którzy dziś tak chętnie podważają polską Konstytucję, w ogóle zasługują na to, by ją reprezentować w imieniu Rzeczypospolitej – precyzuje konstytucjonalista.
Jak dodaje, reakcja środowisk prawniczych skupionych wokół rządu to po prostu kolejny akt politycznej frustracji.
– Od lat nie potrafią odnieść realnego sukcesu, więc próbują kompensować to krzykiem i atakami na instytucje państwa polskiego – argumentuje rozmówca.
Krok, który wykonał Prezydent, wywołał w środowisku Waldemara Żurka chaos. Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało komunikat, że wpłynęła decyzja głowy państwa, ale brakuje do niej uzasadnienia.
– Widać, że taką przyjęli strategię. Motyw braku uzasadnienia pojawiał się w późniejszych wystąpieniach Waldemara Żurka wielokrotnie – akcentuje dr Krzysztof Kawęcki.
Równie często Waldemar Żurek podkreślał, że Prezydent, odmawiając awansu sędziom, przekroczył swoje uprawniania, czym złamał Ustawę Zasadniczą.
– To jest rzecz konstytucyjna i odnosząca się do prerogatyw Prezydenta, a minister sprawiedliwości powinien respektować i polską Konstytucję, i wyroki Trybunału Konstytucyjnego – zwracał uwagę Karol Nawrocki.
Jak przypomniał, jego poprzednicy, wszyscy prezydenci Rzeczypospolitej, mogli nominować sędziów Rzeczypospolitej i mogą takich nominacji – zgodnie z polskim prawem i z polską Konstytucją – odmówić. Co równie ważne, w przeszłości zarówno Lech Kaczyński, jak i Andrzej Duda odmawiali już powołania sędziów. Sądy administracyjne brały wówczas stronę głowy państwa, tłumacząc, że nikt nie może w tej materii kontrolować decyzji Prezydenta.
Karol Nawrocki w swoim środowym oświadczeniu jasno wytłumaczył motywy tej decyzji. Przypomniał, że każdy sędzia powołany przez głowę państwa staje się sędzią Rzeczypospolitej – nie sędzią środowiska, nie Brukseli, nie żadnej koterii.
– Ma orzekać w imieniu państwa polskiego, zgodnie z jego Konstytucją – akcentuje Bartłomiej Wróblewski.
W tym kontekście Karol Nawrocki wspomniał też tragiczną historię z Puszczykowa – mężczyzna zabił żonę i dwoje swoich dzieci, a mimo to sąd zdecydował o ponownym rozpatrzeniu sprawy, bo wyrok wydał „neosędzia”.
– To przykład całkowitego oderwania części środowiska prawniczego od zdrowego rozsądku i elementarnego poczucia sprawiedliwości – stwierdza Jacek Ozdoba.
„Żeby nie było niczego”
Ale medialny atak musi mieć miejsce, gdy sygnał do niego dał sam premier Donald Tusk. „’Żeby nie było niczego’ – czyli doktryna Kononowicza w Pałacu Prezydenckim” – tak na decyzję Pałacu Prezydenckiego w serwisie X odpowiedział szef rządu.
Sytuacja jest bez wątpienia momentami groteskowa. Otóż obóz Donalda Tuska nie uznaje obecnej Krajowej Rady Sądownictwa – po jej reformie z 2017 r. Jednak te same osoby domagają się od prezydenta Karola Nawrockiego awansowania sędziów, których nazwiska znalazły się na liście zaakceptowanej właśnie przez tę KRS. Stosując terminologię „uśmiechniętej koalicji”, każdy sędzia – także tych 46 znajdujących się na liście – powinien być określany jako tzw. neosędzia.
– To jest przykład absurdalnej gimnastyki umysłowej, której w tej formie trudno znaleźć w jakiejkolwiek poważnej debacie prawnej. Stosuje ją właśnie minister Waldemar Żurek, próbując nadać tym działaniom pozór logicznego uzasadnienia, choć w rzeczywistości jest ono kompletnie niewiarygodne i nielogiczne – podnosi dr Krzysztof Kawęcki.
Waldemar Żurek wyjaśniał, że tych 46 nazwisk są to sędziowie, którzy podpisywali w 2020 r. i 2021 r. tzw. listy sprzeciwu względem działań Prawa i Sprawiedliwości, które były m.in. adresowane do OBWE i dotyczyły wyborów korespondencyjnych z 2020 r.
– Niestety, część osób w tym środowisku uznała, że sprzyjanie władzy lub realizowanie jej oczekiwań może wspierać ich karierę zawodową, co jest całkowicie dyskwalifikujące i nieakceptowalne w państwie prawa. Twarde i jednoznaczne stanowisko Prezydenta daje szansę na powstrzymanie takich tendencji, przypominając, że prawo i Konstytucja mają być nadrzędne wobec krótkowzrocznych interesów politycznych – wyjaśnia Jacek Ozdoba.
W działaniach Prezydenta kluczowa była zapowiedź, że żaden sędzia, który kwestionuje porządek polityczny i prawny w Polsce, a przy tym dzieli środowisko sędziowskie, odwołując się do pojęcia tzw. neosędziów, nie może liczyć na awans przez najbliższe 5 lat – do końca jego kadencji. Sędziowie, którym Prezydent w środę odmówił nominacji, aspirowali do sądów okręgowych i apelacyjnych.
– W Polsce nie ma „neosędziów” i „starych sędziów” – są tylko sędziowie Rzeczypospolitej Polskiej. I każdy z nich ma obowiązek orzekać w duchu polskiego prawa. Jeśli komuś nie odpowiada ten porządek, jeśli chce wykonywać polecenia z Brukseli czy ze Strasburga – niech szuka pracy tam, gdzie znajduje się jego faktyczny pracodawca – wyjaśnia Bartłomiej Wróblewski.
W Polsce obowiązuje polska Konstytucja i żadne „standardy europejskie” nie mogą stać ponad nią. Trzeba wreszcie nazwać rzeczy po imieniu: to spór nie o prawo, lecz o władzę.
– Bruksela nie chce partnerskiej współpracy, chce dominacji. Chce decydować o tym, jak mają wyglądać nasze sądy, nasze szkoły, nasze rodziny. To próba przekształcenia Unii w coś, czym nigdy nie miała być – w jednolite państwo europejskie, w którym suwerenność narodowa stanie się tylko dekoracją – wskazuje poseł Prawa i Sprawiedliwości.
A przecież nikt z obywateli Europy nigdy nie wyraził zgody na budowanie takiego tworu.
– To również lekcja dla środowiska sędziowskiego: czas zająć się orzekaniem, a nie politykowaniem. Czas wrócić do sal sądowych, zamiast wygłaszać manifesty w mediach i na kongresach prawniczych – komentuje dr Krzysztof Kawęcki.
Decyzja Prezydenta ma wymiar nie tylko prawny, lecz także symboliczny: że są granice, których nie wolno przekraczać, nawet w imię poprawności politycznej czy nacisków międzynarodowych.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik



