fot. PAP/Artur Reszko

Ks. bp Piotr Sawczuk o śp. bp. Antonim Dydyczu: Żył dla Boga i innych

Aż trudno sobie uświadomić, jak wiele osób będzie teraz miało poczucie pustki, bo zabraknie im doradcy, doświadczonego i mądrego człowieka, pasterza, ale i brata w Chrystusie, przyjaciela” – tak o śp. ks. bp. Antonim Pacyfiku Dydyczu mówił ks. bp Piotr Sawczuk, który wygłosił homilię na Mszy św. pogrzebowej biskupa seniora diecezji drohiczyńskiej.

Zwierzył się, że kiedy 14 września po raz ostatni odwiedził swego poprzednika w szpitalu, „nie sprawiał wrażenia człowieka udręczonego życiem, oddychał spokojnie, tyle że coraz wolniej. Udzieliłem mu błogosławieństwa. Zmarł 10 minut później”. Bp Szawczuk zaznaczył, że bp Dydycz nie bał się śmierci. Czasami o niej wspominał, ale zawsze ze spokojem, z przekonaniem, że taka jest naturalna kolej rzeczy.

Zdaniem ordynariusza diecezji drohiczyńskiej o tożsamości zmarłego biskupa świadczy jego testament, w którym przedstawił się jako biskup, kapucyn i syn ziemi polskiej.

Mówiąc o jego kapucyńskim powołaniu, ks. bp Piotr Sawczuk zauważył, że „głosił i wprowadzał w życie franciszkańskie hasło: pokój i dobro, a czynił to w wczasach, gdy wielu ludzi prezentuje dążenia przyziemne, myśli nie o tym, by nieść pokój i dobro, ale raczej marzy o pokojach i dobrobycie”.

Ordynariusz drohiczyński zwrócił też uwagę na patriotyzm ks. bp. Antoniego Dydycza.

„Ileż patriotycznych kazań, konferencji i spotkań, odbytych w nadziei, że choć w niewielkim stopniu przyczynią się do umocnienia poczucia dumy z bycia Polakiem, zwiększenia bezpieczeństwa i pomyślności rodaków” – zaznaczył.

Bp Piotr Sawczuk podkreślił na zakończenie, że jego poprzednik nie żył dla siebie i dla siebie nie umiera.

„Żył dla Pana i dla innych. Również umarł dla Pana, zaopatrzony w sakramenty, otoczony bardzo liczną rzeszą wiernych, którzy pragną spłacić choć niewielką cząstkę długu wdzięczności” – wskazał duchowny.

 

Krzysztof Bronk/Vatican News

drukuj