Dr K. Kawęcki dla „Naszego Dziennika” o banderowcach na Stadionie Narodowym: Ukraiński szowinizm nie jest nowym zjawiskiem ani chwilową modą – to element silnie wpisany w tradycję tego narodu, mający charakter kulturowy, cywilizacyjny i socjologiczny
Ukraiński szowinizm nie jest nowym zjawiskiem ani chwilową modą – to element silnie wpisany w tradycję tego narodu, mający charakter kulturowy, cywilizacyjny i socjologiczny. Postawy, wzorce i bohaterowie, do których odwołuje się ta ideologia, są ugruntowane w świadomości społecznej, polityce i systemie edukacji. Na Ukrainie wciąż żywa jest fascynacja mitem „wielkiej, stepowej ojczyzny”, która – jeśli spojrzeć trzeźwo – była historią nie tylko brawury, lecz także licznych zbrodni. W sensie politycznym doprowadziła ona kraj do podległości Moskwie, a w wymiarze historycznym – do tragedii, jak choćby rzezi w Humaniu w 1768 roku, kiedy to w bestialski sposób wymordowano kilka tysięcy Polaków i Żydów. Mimo to Chmielnicki pozostaje w panteonie ukraińskich bohaterów, podobnie jak Taras Szewczenko. Dziś na ten kult nakłada się fascynacja ideologią OUN-UPA – mówił dr Krzysztof Kawęcki, politolog i historyk, w rozmowie z red. Rafałem Stefaniukiem z „Naszego Dziennika”.
Nasz Dziennik: To, co wydarzyło się w ostatnią sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdy młodzi, silni i sprawni fizycznie Ukraińcy ostentacyjnie eksponowali symbole banderowskie i nazistowskie, jest kolejnym etapem w serii coraz śmielszych antypolskich gestów?
Dr Krzysztof Kawęcki: Zaskoczyło mnie to tylko częściowo, bo choć skala tej bezczelności była wyjątkowa, to przecież nie wzięła się znikąd. Mieliśmy całą sekwencję podobnych incydentów – prowokacyjnych, otwarcie antypolskich – które polskie władze konsekwentnie bagatelizowały. To, co zobaczyliśmy na Stadionie Narodowym, było – w moim odczuciu – konsekwencją wcześniejszej pobłażliwości. Przypomnę chociażby sytuację sprzed dwóch tygodni w Katowicach, podczas rozgrywek Ligi Konferencji Europy, gdzie kibice ukraińscy w trakcie meczu z Partizanem Belgrad wznosili jawnie nienawistne okrzyki nawołujące do przemocy: „Zabić Serba”, „Ubij Serbina”. Wtedy jeszcze nie padło „Lacha”, ale jeśli bezkarność będzie trwała, to i ta granica może zostać przekroczona. W tym kontekście nie przestaje mnie dziwić, że polskie kluby wciąż udostępniają swoje stadiony drużynom ukraińskim, jakby nic się nie stało. To, co widzieliśmy w Katowicach, nie było incydentem wyjątkowym – było sygnałem ostrzegawczym, który zlekceważono, a teraz widzimy efekty.
W zachowaniu młodych Ukraińców w Polsce należy widzieć odzwierciedlenie głęboko zakorzenionej w ukraińskim społeczeństwie ideologii o wyraźnym zabarwieniu nacjonalistycznym?
Bez wątpienia. Ukraiński szowinizm nie jest nowym zjawiskiem ani chwilową modą – to element silnie wpisany w tradycję tego narodu, mający charakter kulturowy, cywilizacyjny i socjologiczny. Postawy, wzorce i bohaterowie, do których odwołuje się ta ideologia, są ugruntowane w świadomości społecznej, polityce i systemie edukacji, co nie pozostaje bez wpływu na zachowania młodych ludzi. Na Ukrainie wciąż żywa jest fascynacja mitem „wielkiej, stepowej ojczyzny” – w wersji romantycznej, a także tej zakorzenionej w tradycji kozackiej, która – jeśli spojrzeć trzeźwo – była historią nie tylko brawury, lecz także licznych zbrodni. W sensie politycznym doprowadziła ona kraj do podległości Moskwie, a w wymiarze historycznym – do tragedii, jak choćby rzezi w Humaniu w 1768 roku, kiedy to w bestialski sposób wymordowano kilka tysięcy Polaków i Żydów. Mimo to Chmielnicki pozostaje w panteonie ukraińskich bohaterów, podobnie jak Taras Szewczenko – poeta o wyraźnym antypolskim wydźwięku w swojej twórczości. Dziś na ten kult nakłada się fascynacja ideologią OUN-UPA, uosabianą przez postaci, takie jak Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz. Warto pamiętać, że Ukraina była niegdyś kulturowo podzielona – inna na zachodzie, inna w centrum i na wschodzie – jednak obecnie ten banderowski etos rozlał się szeroko, obejmując wszystkie regiony kraju.
Masowe promowanie banderyzmu na Ukrainie realnie podsyca nastroje antypolskie?
Tak, mamy do czynienia z mechanizmem, który wzmacnia antypolonizm i napędza działania wymierzone w Polskę. Można oczywiście zastanawiać się, czy jest to rezultat przemyślanej strategii, czy raczej efekt bezrefleksyjnego kultywowania pewnych mitów, ale faktem pozostaje, że skala i sposób promocji postaci, takich jak Bandera czy Szuchewycz, mają swoje konsekwencje. Wypowiedzi ukraińskich polityków tylko dolewają oliwy do ognia. Weźmy niedawne słowa nowego szefa ukraińskiego IPN, Ołeksandra Ałfiorowa. W odpowiedzi na polską krytykę kultu przywódców OUN i UPA stwierdził on, że każdy naród ma prawo do własnych bohaterów, a ani OUN, ani UPA nie stanęły przed trybunałem norymberskim. Co więcej, odnosząc się do oczekiwań Polaków, by Ukraina przeprosiła za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, rzucił z wyraźną irytacją: „Podajcie formułę przeprosin”. W języku dyplomacji takie deklaracje trudno nazwać przypadkowymi. To słowa prowokacyjne, które wyglądają na świadomie obliczone na wywołanie negatywnych emocji wobec Polski wśród ukraińskiej opinii publicznej.
W mediach społecznościowych krążą nagrania i relacje wskazujące, że incydenty na Stadionie Narodowym były starannie zaplanowanymi prowokacjami wymierzonymi w Polskę.
To rezultat nie tylko samych działań, ale przede wszystkim długotrwałego braku stanowczej reakcji polskich władz na otwarte prowokacje i jawne lekceważenie Polski przez część ukraińskich polityków. Od lat mamy do czynienia z sytuacją, w której na kolejne afronty odpowiada się w duchu: „Polacy, nic się nie stało”. To już nawet nie jest bierność – to wygląda jak przyzwolenie, a może wręcz zachęta, by takie zachowania powtarzać. Wystarczy przypomnieć głośną sprawę rakiety, która spadła na polskie terytorium. Ukraina nie tylko nie przeprosiła, ale nawet nie poczuła się zobowiązana do jasnego wyjaśnienia sprawy czy wzięcia odpowiedzialności. I to wszystko przy całkowitej ciszy ze strony naszych władz. A przecież to tylko jeden z wielu bulwersujących przykładów, które utwierdzają naszych sąsiadów w przekonaniu, że wobec Polski można sobie pozwolić na więcej – bez konsekwencji.
Patrząc na ostatnie wydarzenia, akty wandalizmu i prowokacje, zaczyna się czas poważniejszych napięć w relacjach polsko-ukraińskich wewnątrz naszego społeczeństwa?
Bez wątpienia nastąpiła wyraźna zmiana w nastawieniu Polaków do Ukraińców, którzy masowo przybyli do naszego kraju. Początkowa sympatia – a często wręcz entuzjastyczna otwartość – ustępuje dziś miejsca rozczarowaniu, a coraz częściej także rosnącej irytacji, a nawet złości. Niemal każdy tydzień przynosi nowy incydent, wypowiedź czy gest, które bulwersują opinię publiczną. Wystarczy wspomnieć o zbezczeszczeniu pomnika w Domostawie – akcie, który trudno nazwać jedynie chuligaństwem, bo miał jawnie polityczny wydźwięk: symbole UPA, napisy, barwy. Do tego dochodzą wydarzenia podczas koncertu na PGE Narodowym czy nielegalnego zgromadzenia fanów białoruskiego rapera na warszawskiej Woli, które momentami przypominało zlot młodzieżowych bojówek. Kluczowe pytanie brzmi: jaka będzie reakcja polskich instytucji? Czy prokuratura i organy państwa wykażą się skutecznością, czy znów skończy się na słowach potępienia bez realnych konsekwencji? A patrząc szerzej: jaką drogą pójdzie Ukraina po zakończeniu działań wojennych z Rosją? Czy ugrzęźnie jeszcze głębiej w ideologii banderyzmu, nihilizmu i autodestrukcji, czy też wybierze inną ścieżkę, bliższą cywilizacji łacińskiej, gdzie mogłaby liczyć na realne wsparcie Polski, także w wymiarze kulturowym i cywilizacyjnym? Bo od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko przyszłość naszych relacji, lecz także wewnętrzny spokój w naszym kraju.
Dziękuję za rozmowę.
Dr Krzysztof Kawęcki był również gościem sobotnich „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja. Są one dostępne [tutaj].
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik/radiomaryja.pl




