fot. twitter.com/Straz_Graniczna

Funkcjonariusze Straży Granicznej, wbrew poleceniom z „samej góry”, nie chcą wpuszczać nielegalnych migrantów

Funkcjonariusze Straży Granicznej buntują się i nie chcą wpuszczać do Polski nielegalnych migrantów. O sprawie napisała „Gazeta Polska Codziennie”, przytaczając rozmowę z funkcjonariuszem Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej w Zielonej Górze. Polecenia ws. wpuszczania nielegalnych migrantów mają iść od samego szefa MSWiA.

Polscy strażnicy graniczni buntują się i nie chcą wpuszczać nielegalnych migrantów na teren kraju – wynika z rozmowy „Gazety Polskiej Codziennie” z jednym z funkcjonariuszy Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej w Zielonej Górze. To w tej placówce ma być największy sprzeciw wobec polityki rządu Donalda Tuska. Naciski na pograniczników, by wykonywali rozkazy, mają iść z samej góry – od ministra spraw wewnętrznych i administracji.

„Nie szliśmy do tej pracy po to, żeby wpuszczać nielegalnych migrantów, a po to, żeby strzec polskich granic” – mówił jeden ze strażników.

„Odbieramy ich od niemieckich służb na przejściach granicznych” – relacjonował gazecie funkcjonariusz.

O nasilającym się przestępczym procederze informuje od dawna Ruch Obrony Granic. Jego lider, Robert Bąkiewicz, zaznaczył, że to akcja niezgodna z prawem, przemyt ludzi.

– Minister Siemoniak dzisiaj używa Straży Granicznej jako taksówek do przewozu nielegalnych migrantów, których przemycają do Polski Niemcy – tak to trzeba po prostu nazwać. Pan Siemoniak nie mówi o tym, że do Polski przedostają się osoby, które przedarły się do Europy szlakiem morskim, na przykład przez Morze Śródziemne albo trafiły z Hiszpanii, albo lądowały na przykład bezpośrednio w jakimś niemieckim mieście lotem z Afryki czy z Bliskiego Wschodu. Tak więc pan minister Siemoniak nie zapewnia nam minimum bezpieczeństwa i dzisiaj łamie kręgosłupy moralne Straży Granicznej, która wykonuje działania, jakie dla państwa polskiego i dla Polaków są po prostu skrajnie niebezpieczne – zwrócił uwagę Robert Bąkiewicz.

Również poseł Dariusz Matecki z Prawa i Sprawiedliwości alarmował, że proceder odbywa się już na masową skalę na przejściach granicznych w Rosówku, Lubieszynie, Kołbaskowie czy Świnoujściu.

Pojawiają się też informacje, że wśród przyjmowanych nielegalnych migrantów są osoby chore, w tym na zakaźne schorzenia tropikalne, co stanowi poważne zagrożenie epidemiologiczne po wypuszczeniu ich na polskie ulice. Władze nie informują o tym Polaków, nie przestrzegają obywateli – podkreślił Robert Bąkiewicz.

RIRM

drukuj