fot. PAP/EPA

Cztery osoby zginęły w izraelskim nalocie na Bejrut, wśród nich dowódca Hezbollahu

Cztery osoby zginęły w izraelskim nalocie na stolicę Libanu, Bejrut, we wtorek nad ranem – poinformowała agencja Reutera, powołując się na libańskie siły bezpieczeństwa. Izraelska armia przekazała, że zabiła dowódcę Hezbollahu, który stwarzał „bezpośrednie zagrożenie”.

Był to drugi w ostatnich dniach izraelski atak na Bejrut. Poprzedni przeprowadzono w piątek i było to pierwsze uderzenie na libańską stolicę od listopada 2024 r., gdy Izrael zawarł rozejm w wojnie ze wspieranym przez Iran Hezbollahem.

Izraelska armia nie uprzedziła o nalocie i nie wydała wcześniej nakazu ewakuacji dla okolicznych cywilów, jak zazwyczaj podczas poprzednich ataków.

Później poinformowano, że celem uderzenia był Hasan Bdeir – członek Hezbollahu i elitarnej jednostki irańskiej Gwardii Rewolucyjnej odpowiedzialny za kontakty z palestyńskim Hamasem. Według wojska Hasan Bdeir pomagał Hamasowi w organizacji „znaczącego ataku terrorystycznego na izraelskich cywilów”, który miał zostać przeprowadzony w najbliższym czasie.

Libańskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że w ataku zginęły cztery osoby, w tym kobieta, a siedem zostało rannych. Służby bezpieczeństwa potwierdziły Reutersowi, że atak był wymierzony w członka Hezbollahu powiązanego z ruchami palestyńskimi.

To kolejne naruszenie kruchego zawieszenia broni w Libanie w momencie szerszej eskalacji na Bliskim Wschodzie – skomentował Reuters. W połowie marca Izrael wznowił wojnę w Strefie Gazy, a USA rozpoczęły naloty na jemeńskich rebeliantów Huti.

Rozejm w Libanie obowiązuje od listopada, ale obie strony zarzucają sobie jego łamanie. Izrael wbrew zapisom umowy wciąż utrzymuje wojska w kilku przygranicznych posterunkach w południowym Libanie. Lotnictwo tego kraju wielokrotnie atakowało też cele w Libanie, zastrzegając, że uderzenia były wymierzone w naruszające rozejm jednostki Hezbollahu.

Poprzedni nalot na Bejrut był reakcją na dwa ostrzały rakietowe północy Izraela z terytorium Libanu. Hezbollah twierdzi, że nie miał nic wspólnego z tymi atakami.

Zawieszenie broni przewidywało wycofanie się z południowego Libanu zarówno wojsk izraelskich, jak i sił Hezbollahu, oraz przejęcie kontroli nad tym terenem przez regularną armię libańską.

Władze Libanu potępiają izraelskie ataki i zapewniają, że wojsko zwiększy kontrolę nad południem państwa, które przez kilka dekad było zajmowane przez Hezbollah.

Szyickie ugrupowanie jest uznawane na Zachodzie za organizację terrorystyczną. Grupa przez lata z różną intensywnością atakowała Izrael, a po wybuchu wojny w Strefie Gazy zaczęła go regularnie ostrzeliwać, co jesienią 2024 r. przerodziło się w otwartą wojnę. Izrael intensywnie bombardował Liban, w tym południowe przedmieścia Bejrutu, uznawane za bastion Hezbollahu, a także zajął południe kraju. W konflikcie zginęło ok. cztery tys. osób po stronie libańskiej i kilkadziesiąt po stronie izraelskiej.

PAP

drukuj