Dr J. Hajdasz w „Naszym Dzienniku”: Obecna ekipa rządząca konsekwentnie dąży do stworzenia sytuacji, w której media będą wyrażać wyłącznie jeden, wygodny dla władzy, punkt widzenia
Od dawna mówi się o możliwym przejęciu TVN-u przez węgierskich inwestorów, a ostatnie doniesienia wskazywały nawet na bliską finalizację tej transakcji. Taki scenariusz byłby nie do zaakceptowania dla Donalda Tuska i jego zaplecza politycznego. W efekcie zagrano kartą objęcia stacji statusem podmiotów strategicznych. I celem tego jest dalsza kontrola nad mediami. Obecna ekipa rządząca konsekwentnie dąży do stworzenia sytuacji, w której media będą wyrażać wyłącznie jeden, wygodny dla władzy, punkt widzenia. – wskazała na łamach „Naszego Dziennika” dr Jolantą Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Dodała, że krytyczne wobec rządu stacje prywatne mają być marginalizowane, a w najczarniejszym scenariuszu może to oznaczać nawet ich eliminację z życia publicznego.
Decyzja premiera Donalda Tuska o uznaniu stacji telewizyjnych Polsat i TVN za firmy strategiczne, podlegające ochronie, rodzi wiele pytań i kontrowersji. W praktyce oznacza to, że bez zgody rządu nie będzie można przejąć tych spółek. Czy chodzi o zabezpieczenie interesów narodowych, czy może o wpływ na rynek mediów?
– Zapowiedź tej decyzji jest nie tylko zaskakująca, ale także niebezpieczna, szczególnie w kontekście wcześniejszych deklaracji polityków PO o chęci „domknięcia” systemu medialnego w Polsce. Jestem przekonana, że gdyby podobne rozwiązanie chciał wprowadzić rząd Zjednoczonej Prawicy, to prawdopodobnie spowodowałoby to interwencję Komisji Europejskiej w związku z naruszeniem zasad wolności prasy, wolnego rynku i swobody gospodarczej oraz wszystkiego, co się z tym wiąże. Ta zapowiedziana teraz decyzja jest – w mojej ocenie – próbą wpływania na to, kto będzie właścicielem tych dwóch kluczowych dla rynku medialnego w Polsce podmiotów. Nie sposób nie zauważyć, że decyzja ta otwiera pole do interpretacji, jakoby zgoda na przejęcie stacji była uzależniona od zgodności potencjalnego inwestora z interesami rządu. Jeśli nowy nabywca miałby reprezentować wartości sprzeczne z linią polityczną władzy, trudno spodziewać się, by transakcja została zaakceptowana. Takie działania, w kontekście dotychczasowego podejścia rządu do mediów, budzą uzasadnione obawy. Przejęcie rok temu mediów publicznych i szykanowanie różnych, zarówno komercyjnych, jak i społecznych nadawców, którzy ośmielają się prezentować punkt widzenia obecnej opozycji, stanowi przykład chęci ręcznego sterowania rynkiem medialnym przez premiera Tuska. W ostatnich miesiącach można było zaobserwować szereg działań, które wskazują na polityczne naciski mające wpływać na rynek tych mediów komercyjnych, choć z założenia mają być one niezależne od takich politycznych ingerencji. Odmowa wpuszczania dziennikarzy tych mediów na swoje konferencje prasowe, wymuszanie rezygnacji z wykupywania w tych mediach reklam itd. to przykłady tych działań. W tym kontekście zapowiedź premiera, że chce decydować o tym, kto może kupić lub nie TVN i Polsat, budzi pytania o stan wolności słowa oraz swobodnej konkurencji w sektorze medialnym.
Decyzja premiera jest oficjalnie motywowana rzekomym wpływem rosyjskich podmiotów na wybory w Rumunii. To tylko pretekst do dalszego podporządkowania mediów?
– Nie sposób zaprzeczyć, że historia pokazuje, iż różne obce mocarstwa od dawna dążą do wpływania na wyniki wyborów w strategicznych krajach, takich jak Polska. Rosja, Białoruś, a nawet Niemcy, poprzez swoje media działające w Polsce niejednokrotnie podejmowały próbę kształtowania opinii publicznej. W okresie wyborczym aktywność niemieckich mediów staje się szczególnie widoczna. Jednakże ruch premiera może mieć także inny kontekst. Od dawna mówi się o możliwym przejęciu TVN-u przez węgierskich inwestorów, a ostatnie doniesienia wskazywały nawet na bliską finalizację tej transakcji. Taki scenariusz byłby nie do zaakceptowania dla Donalda Tuska i jego zaplecza politycznego. W efekcie zagrano kartą objęcia stacji statusem podmiotów strategicznych. I celem tego jest dalsza kontrola nad mediami. Obecna ekipa rządząca konsekwentnie dąży do stworzenia sytuacji, w której media będą wyrażać wyłącznie jeden, wygodny dla władzy, punkt widzenia. Krytyczne wobec rządu stacje prywatne mają być marginalizowane. W najczarniejszym scenariuszu może to oznaczać nawet ich eliminację z życia publicznego. Jeśli taki plan zostanie zrealizowany, krajobraz medialny w Polsce stanie się przestrzenią jednolitości opinii, co stanowi poważne zagrożenie dla demokratycznego pluralizmu.
To właśnie sedno koncepcji tak zwanej demokracji walczącej, która w praktyce oznacza dążenie rządu do kontrolowania prywatnych mediów. Czy jest to możliwe?
– Absolutnie tak – i wszystko wskazuje na to, że już teraz jesteśmy świadkami takich działań. Przez lata w wypowiedziach polityków, podczas sejmowych debat, konferencji prasowych czy różnego rodzaju spotkań, pojawiały się jednoznaczne sygnały wskazujące na intencje podporządkowania niezależnych mediów interesom obecnie rządzących. Deklaracje te, choć czasem wygłaszane między wierszami, jasno sugerowały, że media krytyczne wobec rządów Donalda Tuska są postrzegane jako przeszkoda, którą należy zneutralizować. Demokracja walcząca w rzeczywistości staje się narzędziem kontroli, ograniczając przestrzeń dla pluralizmu i niezależności. Jeśli taki model się utrwali, wolne media mogą stopniowo przekształcić się w instrument władzy, zamiast pełnić swoją fundamentalną rolę strażnika demokratycznych wartości.
Z politycznego punktu widzenia utrata przychylności TVN-u byłaby dla Donalda Tuska poważnym ciosem?
– To właśnie ta stacja stanowi dziś jego kluczowe medialne zaplecze, z którego płyną sygnały ataków na przeciwników politycznych. Często są to działania przypominające medialny lincz, skierowane na konkretne osoby, co wzmacnia przekaz i buduje atmosferę presji wokół kluczowych tematów. Sytuacja wykracza poza modelowe ramy systemów demokratycznych i medialnych. Premier Donald Tusk za pomocą wpisów w mediach społecznościowych potrafi kreować programy największych stacji telewizyjnych w Polsce. TVN również przygotowuje wymagające pracy przez dłuższy czas audycje, które idealnie wpisują się w polityczną strategię obecnego obozu władzy. Przykładem mogą być filmy dokumentalne, takie jak te dotyczące zmyślonych zarzutów wobec św. Jana Pawła II. Realizacja takich projektów wymaga miesięcy przygotowań, a ich emisja zawsze wywołuje szeroką debatę publiczną, często intensyfikując presję na gremia krytyczne wobec środowiska Koalicji Obywatelskiej. Utrata takiego wsparcia oznaczałaby dla Tuska znaczące osłabienie możliwości wpływania na narrację publiczną, zwłaszcza w kluczowym dla niego roku wyborczym. Dlatego można być pewnym, że zrobi on wszystko, aby nie dopuścić do sytuacji, w której TVN znalazłby się pod kontrolą innego środowiska politycznego czy kapitału nieprzychylnego jego interesom.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik




