fot. PAP/Tytus Żmijewski

[Jestem w Kościele] Święty od zwierzątek?

Wciąż nie milkną echa głośnej wypowiedzi prof. Jerzego Bralczyka, który stwierdził, że są mu obce sformułowania o umieraniu bądź adoptowaniu zwierząt. „Pies, choćby najulubieńszy, niestety zdechł” – powiedział językoznawca, zaznaczając, iż sam bardzo lubi zwierzęta. Prof. Jerzy Bralczyk wywołał tymi słowami niebywałą falę hejtu, której pewnie sam się nie spodziewał. W obronie stwierdzeń uczłowieczających zwierzęta często przywołuje się autorytet św. Franciszka z Asyżu, którego niestety sprowadzono do „świętego od zwierzątek”, manipulując przy tym jego słowami i całkowicie pomijając inne, niezwykle istotne wątki jego nauczania.

Jaka jest zatem prawda o franciszkowym stosunku do zwierząt? Rzeczywiście święty ten miał z nimi (podobnie jak z całą naturą) szczególną więź. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje go z imienia jako przykład delikatności, z jaką powinno się traktować zwierzęta. Św. Franciszek traktował bowiem całe stworzenie dokładnie tak, jak naucza Kościół – z szacunkiem należnym Bożemu dziełu. Nigdy jednak nie sprawiał choćby pozoru, jakoby zwierzęta były w hierarchii stworzenia na równi z ludźmi. Nie ma więc najmniejszych wątpliwości, że potępiłby współczesne tendencje do uczłowieczania zwierząt przejawiające się m.in. w stwierdzeniach o adoptowaniu zwierząt czy terminach takich jak „psiecko” (jako odpowiednik dziecka). Jak celnie zauważył o. prof. Jacek Salij – kiedy zwierzę jest kochane bardziej niż człowiek lub wbrew człowiekowi, to taka miłość ma w sobie coś demonicznego.

Co więcej, popularne określenie zwierząt jako braci mniejszych nie pochodzi wcale od św. Franciszka. Takie miano dotyczy franciszkańskich zakonników. W obliczu powyższych rozważań poważnym nadużyciem jest wykorzystywanie autorytetu św. Franciszka do legitymizacji praktyki uczestnictwa zwierząt obok ludzi we Mszy świętej, co ostatnio uczynił o. Łukasz Sośniak SJ. Najświętsza Ofiara jest dla ludzi i nie ma uzasadnienia dla przyprowadzania na nią zwierząt (oczywiście z wyjątkiem choćby dla osób, którym towarzyszy pies przewodnik).

Innym lansowanym aspektem świętości założyciela zakonu franciszkańskiego jest ubóstwo. Niewątpliwie Biedaczyna z Asyżu bardzo mocno podkreślał wartość skromnego życia (czemu sam dawał przykład), jednak wbrew obiegowej opinii nigdy nie rozciągał ubóstwa na kult Boży. Warto zacytować tu I List św. Franciszka do Kustoszów. Myślę, że wielu orędowników maksymalnej prostoty w liturgii (czytaj – bylejakości) może być bardzo niemiło zaskoczonych:

„3. Kielichy, korporały, ozdoby ołtarza i wszystko, co służy do Ofiary, niech będą kosztowne.

4. I jeżeli w jakim miejscu Najświętsze Ciało Pana będzie umieszczone za ubogo, niech będzie według przepisów Kościoła umieszczone przez nich w miejscu godnym i zabezpieczone i niech je noszą z wielką czcią i roztropnie udzielają innym.

5. Także imiona i słowa Pańskie napisane, gdziekolwiek znajdą w miejscach nieodpowiednich, niech podejmują i składają w godnym miejscu.

6. I w każdym kazaniu, które głosicie, nakłaniajcie lud do pokuty i [przypominajcie], że nikt nie może zbawić się, jeśli nie przyjmuje Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (por. J 6, 54);

7. A gdy kapłan je konsekruje na ołtarzu i na inne miejsce przenosi, niech wszyscy ludzie na klęczkach oddają chwałę, uwielbienie i cześć Panu Bogu żywemu i prawdziwemu”.

Niezwykle wartościowych i mądrych nauk Biedaczyny z Asyżu jest jednak tak wiele, że siłą rzeczy nie sposób przytoczyć tu ich wszystkich. Z całą pewnością jednak uczynienie ze św. Franciszka z Asyżu tytułowego „świętego od zwierzątek” jest ogromnie krzywdzące i niesprawiedliwe. Wszakże można powiedzieć, że mamy do czynienia z dwiema różnymi osobami – realnym św. Franciszkiem i jego medialnym, powierzchownym odpowiednikiem.

Wojciech Grzywacz

drukuj