Grupowe zwolnienia w zakładzie Yazaki
Związkowcy protestowali przed mikołowskim zakładem Yazaki, który planuje grupowe zwolnienia. Oczekują wyższych odpraw dla tych, którzy mieliby stracić pracę.
Pierwsza fala grupowych zwolnień w mikołowskim zakładzie Yazaki miała miejsce w roku 2020. Kiedy zakończyła się produkcja wiązek elektrycznych do fiata 500, zwolnionych zostało 500 osób. Pracownicy z najdłuższym stażem dostali wówczas 15 krotność pensji. Teraz sytuacja się powtarza. Pracodawca – wbrew temu, co obiecywał – nie ma planu na utrzymanie zakładu. Pracę ma stracić 230 osób, czyli ponad 80 procent załogi. Głównie to kobiety.
– 230 osób pójdzie na bruk. Czy tak traktuje pracodawca pracowników, którzy pracują minimum 8 lat, a niektórzy 21. To jest bardzo niepoważne – Katarzyna Grabowska, przewodnicząca „Solidarności” w Yazaki Automotive Products Poland.
Niepoważna – jak alarmują związkowcy – jest też wysokość odpraw, jaką w trakcie negocjacji zaproponował pracodawca tym pracownikom, którzy mieliby zostać zwolnieni. Dlatego też przed zakładem odbyła się demonstracja.
Protestujących pracowników wspierali przedstawiciele „Solidarności” z regionu.
– Jeżeli te najbliższe negocjacje nie zakończą się godnie, jeżeli ci ludzie nie dostaną godnych warunków odpraw, to niewątpliwie się jeszcze tutaj pojawimy. Jestem o tym przekonany, że nie tylko będzie nas więcej, ale będziemy działali trochę inaczej – wyjaśnił Dominik Kolorz, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności”.
Dominik Kolorz, ale i Andrzej Karol wskazywali, że przyczyną kryzysu w branży motoryzacyjnej są dyrektywy unijnego Zielonego Ładu, którym trzeba powiedzieć stanowcze „nie!”.
– Po prostu po kolei nasze zakłady będą się wyprowadzać z kraju i z Europy. To wielkie niebezpieczeństwo. Obyśmy potrafili się temu przeciwstawić – zaznaczył Andrzej Karol Szef hutniczej „Solidarności”.
W demonstracji uczestniczyli także m.in. kolejarze z grupy PKP i PKP Cargo Tabor, gdzie również głośno mówi się o masowych zwolnieniach.
TV Trwam News



