fot. Dyngus we wsi mazowieckiej na pocztówce z 1936 roku

Śmigus-dyngus – tradycja drugiego dnia Świąt Wielkanocnych

Obchodzimy dziś drugi dzień Świąt Wielkanocnych, znany też jako lany poniedziałek. W Polsce ściśle związany z tradycją śmigusa-dyngusa. Zwyczaj ten pochodzi z czasów słowiańskich i polega na polewaniu się wodą. Tradycja ta ma różne zacznie, w zależności od danego regionu Polski.

Kiedyś „śmigus” i „dyngus” były to dwa odrębne obyczaje. Śmigus oznaczał smaganie rózgą, gałązką, natomiast dyngus, oblewanie wodą. Z czasem zwyczaje te tak się ze sobą połączyły, że stały się jednym. Może to potwierdzić pojawienie się zbitki śmigus-dyngus w „Słowniku poprawnej polszczyzny” Stanisława Szobera.

Pierwsze wzmianki o zwyczajach związanych z obchodzeniem śmigusa- dyngusa pochodzą z XV wieku, z ustaw synodu diecezji poznańskiej z 1420 roku pt. Dingus prohibetur. Przestrzegały one przed praktykami mającymi nagabywanie do grzechu.

„Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa dyngować (…), ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego” – brzmiały zapisy ustawy.

Tuz po świcie po Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczynał się lany poniedziałek, czyli śmigus-dyngus. Znany do dzisiaj zwyczaj polewania się wodą nie mógł ominąć nikogo, a zwłaszcza panien na wydaniu. Jeśli któraś z nich pozostawała sucha, uznawano to za zły znak i bark zainteresowania ze strony kawalerów.

Przypatrzmy się, jak ten zwyczaj był interpretowany w różnych regionach Polski:

KURPIE

Lany poniedziałek był czasem powszechnych uciech i zabawy. Polewano dziewczęta wodą, co świadczyło o ich powodzeniu, młode kobiety – by sprowadziły deszcz na pole, a wszyscy śmigali się po nogach wierzbowymi witkami – na zdrowie i pomyślność.

KUJAWY

Poniedziałek Wielkanocny upływał pod znakiem zabawy. To, co miało się wydarzyć tego dnia, zdradzały „przywoływki dyngusowe”. Polegało to na tym, że chłopcy wchodzili na dach domów lub stodół, lub drzew i wołając imiona dziewcząt, wypowiadali prześmiewcze wierszyki, informujące o tym, ile wody dla danej panny przygotowali. Później rozpoczynało się polewanie – ochocze i bez umiaru. Pozwalano sobie nawet na smaganie dziewczyn po łydkach gałązkami wierzby, bądź brzozy. Jedyną szansą na wykupienie się było ofiarowanie chłopcu świątecznego jajka. Dziewczyny nie były jednak bierne – czas rewanżu nastawał we wtorek, który też uważano za dzień świąteczny.

KASZUBY

Poniedziałek miał charakter bardziej towarzyski. Dawniej był to czas „zmowinów” i „zrakowinów”, podczas których młodzi wraz z rodzicami ustalali warunki zawarcia małżeństwa dotyczące posagu, wiana, daty ślubu, przyszłego miejsca zamieszkania młodych i innych ważnych szczegółów. W tym dniu młodzi chłopcy zabierali się do „degowania”, czyli chłostania dziewcząt gałązkami jałowca lub brzozy – miało im to zapewnić powodzenie w miłości. Dziewczęta odwdzięczały się im kraszankami, zaś gospodynie obdarowywały ich kiełbasą, słoniną, czasem także drobnymi datkami. Współcześnie na Kaszubach „degowanie” jest coraz rzadziej spotykane. Powszechny jest za to zwyczaj symbolicznego polewania się wodą.

GÓRNY ŚLĄSK

Wczesnym popołudniem w Poniedziałek Wielkanocny przed kościołami w kilku górnośląskich miejscowościach formuje się orszak konny złożony z kilkudziesięciu jeźdźców. Po chwili ruszają w pola, by śpiewając i modląc się chwalić Zmartwychwstałego oraz prosić o dobre plony w nadchodzącym sezonie. Ten tradycyjny objazd pól nazywa się „rajtowaniem” – od niemieckiego słowa reiten, oznaczającego jazdę konną. Nie wiadomo, kiedy ten zwyczaj dotarł na Śląsk, być może pojawił się wraz z niemieckimi kolonialistami zasiedlającymi tereny nad górną Odrą już w XIII wieku. Procesje konne największą popularnością cieszyły się w XVII i XVIII wieku, później zaś zaczęły odchodzić w zapomnienie. Wielowiekowy zwyczaj nie przetrwał powszechnie, ale w kilku miejscowościach wciąż się go kultywuje.

WIELKOPOLSKA

Zwyczaj polewania się wodą w lany poniedziałek przetrwał jedynie w formie szczątkowej i – szczególnie w miastach – przybiera on dość agresywny charakter. Na tym tle na pewno wyróżniają się „żandary”, czyli śmigus-dyngus na terenie starej Ławicy w Poznaniu, zdumiewający swoim naturalnym związkiem z dawnymi obrzędami. Tuż po porannej Mszy św. na ulicach tej do niedawna wiejskiej dzielnicy pojawiają się przebierańcy – żandary: dziad, baba, niedźwiedź z przywiązanymi do nóg słomianymi kulami, ksiądz z wiaderkiem i kropidłem, grajek, kominiarz oraz żołnierz – żandarm na drewnianym koniku nadający ton i dbający o prawidłową kolejność poszczególnych elementów tego obrzędowego teatrzyku. Żandarm jest jego głównym reżyserem i aktorem – w korowodzie kroczy jako ostatni, poganiając całą czeredę. Żadndary łączą obie tradycje wielkanocnego poniedziałku – gonią dzieci, polewają wodą dziewczyny, smarują ją sadzami, a przy tym wszystkim nie zapominają o złożeniu życzeń odwiedzanym gospodarzom. Dostają za to poczęstunek oraz pieniądze, które przeznaczają na wieczorną zabawę. Kulminacyjnym momentem wielogodzinnych pogoni i zabaw jest wdrapywanie się na wysoki komin starej piekarni. Tam w oznace tryumfu baba ukazuje licznie zgromadzonej publiczności postać diabła. Charakterystyczną grupą są również „dyngusiarze”, którzy recytują teksty o dyngusie i proszą o rodzaj okupu za niepolewanie wodą. W okolicach Kalisza i Kępna można jeszcze spotkać grupy chłopców chodzących z kokotkiem – symbolem koguta.

Regionalne zwyczaje zostały zaczerpnięte z albumu „Folklor Polski – sztuka ludowa, tradycje, obrzędy” napisany przez Laurę Marię Bziukiewicz, Kamilę Dombrowską, Ewę Grochowską, Daniela Kublera, Małgorzatę Michalską, Ewelinę Pawlik, Macieja Piotrowskiego, Beatę Pomykalską oraz Witolda Przewoźnego, Warszawa 2020 r. 

Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl

drukuj