Wiecmin. P. Cieplucha dla „Naszego Dziennika”: Blokujemy wpływy Unii Europejskiej na lasy
Komisja Europejska rości sobie prawo do decydowania o gospodarce leśnej. Możemy stracić swobodny dostęp do lasów. To byłby poważny problem, bo lasy zajmują 1/3 naszego terytorium – mówił w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” wiceminister Piotr Cieplucha z Suwerennej Polski.
Staraniem Suwerennej Polski Sejm przyjął nowelizację ustawy o lasach. Zmiany są konieczne?
– Tak, i bardzo się z tego cieszę. Jest to obywatelski projekt ustawy, który został przygotowany jeszcze przed Świętami Wielkanocnymi. W rekordowym tempie zebraliśmy do niego podpisy. Jest to projekt historyczny dla naszego parlamentaryzmu. Nigdy wcześniej wymaganych 100 tys. podpisów nie udało się zebrać tak szybko. Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „W obronie polskich lasów” w ciągu tylko dwóch tygodni zebrał w całej Polsce pół miliona podpisów. Komisja Europejska rości sobie prawo do decydowania o gospodarce leśnej. Możemy stracić swobodny dostęp do lasów. To byłby poważny problem, bo lasy zajmują 1/3 naszego terytorium. Dzisiaj mamy możliwość spacerowania po lasach, zbierania runa leśnego. To, co uważamy za szczególnie niebezpieczne, to fakt, że Komisja Europejska chce ingerować w plany urządzania lasów. Są one przygotowywane na okres około 10 lat. Leśnicy decydują np., które drzewa mają zostać usunięte – co jest naturalnym elementem prowadzenia gospodarki leśnej – oraz jakie nowe rośliny mają zostać zasadzone. Sprawę utrudnia też fakt, że w Polsce wyjątkowo aktywne są organizacje ekologiczne – powszechnie uważane za ekoterrorystów. Oni atakują leśników za to, że dbają o lasy i rozsądnie prowadzą gospodarkę leśną. Produkują też olbrzymie ilości fake newsów.
Jakich?
– Twierdzą, że działania Lasów Państwowych są rabunkiem. A ja przypomnę, że w 1945 r. około 21 proc. powierzchni Polski było zalesione. Dzisiaj jest to ponad 33 proc. A więc bardzo dużo się w tym zakresie zmieniło. Chodzi też o jakość tych lasów.
W dużej mierze to efekt gospodarki pruskiej.
– Tak, działalność pruska jest dobrze widoczna na północy i zachodzie Polski. Ale pewne działania były kontynuowane w PRL-u. Doprowadziło to m.in. do tego, że wiele lasów tam położonych jest jednolitych – opartych o monokultury sosnowe. Sosna żyje 100 lat. W założeniu miała ona służyć do produkcji mebli. Sosny są najlepsze do wycięcia około 70 . roku życia. Gdy będzie się zwlekać z wycinką, to wartość surowca będzie gorsza. Do czego dążę, otóż w miejsce monokultur sosnowych, których w Polsce jest bardzo dużo, leśnicy zasadzają nowe lasy – bioróżnorodne. Tak, coraz więcej terenów jest pokrytych lasami mieszanymi – odpornymi na choroby, pasożyty.
I to, co robią leśnicy, jak dbają o lasy, jest utrudniane, a po przejęciu kontroli nad lasami przez UE byłoby wręcz uniemożliwiane. Unia chce wprowadzenia przepisów, aby plany zagospodarowania lasami mogły być zaskarżane. Gwarantuję panu i naszym Czytelnikom, że organizacje terrorystów ekologicznych chętnie będą korzystały z tego narzędzia, paraliżując jakiekolwiek prace. Proces będzie trwał kilka lat. Leśniczy będzie miał związane ręce. Będzie musiał czekać. A przez ten czas nie będzie mógł prowadzić gospodarki leśnej. To może doprowadzić do degradacji danego terenu. Biorąc pod uwagę determinację, z jaką Unia Europejska dąży do przejęcia kontroli nad lasami – a więc nad 1/3 naszego terytorium – jest to – odwołując się do wydarzeń z historii, uwzględniając choćby postanowienia paktu między Hitlerem a Stalinem – zaplanowany V rozbiór Polski. Na to się nie godzimy. Dlatego przygotowaliśmy projekt ustawy, który wprost stanowi, że gospodarka leśna jest wyłączną kompetencją państwa polskiego. Nie chodzi tylko o lasy publiczne, ale mamy też bardzo dużo lasów prywatnych, i one również muszą pozostać w polskich rękach, pod polską kontrolą. To jest też potwierdzenie traktatu o Unii Europejskiej, który reguluje, jakie kompetencje leżą po stronie państwa członkowskiego, a jakie po stronie instytucji unijnych.
Co z kolejnym obywatelskim projektem Suwerennej Polski – w obronie chrześcijan? Zostanie przyjęty jeszcze przed wyborami?
– Mam nadzieję, że zostanie on jak najszybciej przyjęty – jeszcze przed końcem kadencji. To również jest istotny dla naszego kraju projekt. Przypomnę, że zakłada on doprowadzenie do takich zmian w prawie, aby ludzie wierzący byli chronieni, uroczystości religijne odbywały się bez zakłóceń, a także by miejsca kultu religijnego były należycie czczone, a przez to traktowane z szacunkiem. Cały czas obowiązuje luka prawna z czasów Bieruta, która pozwala na bezkarne uderzanie w świętości. Aby dzisiaj sąd mógł skazać osobę atakującą chrześcijan, dopuszczającą się profanacji, należy wykazać, że taka osoba działała świadomie i złośliwie. Linia obrony zawsze jest taka sama: to nie było złośliwe przeszkadzanie, a happening, manifestacja czegoś ważnego społecznie. A poza tym działanie w afekcie, w stanie wielkiego wzburzenia. A nasz projekt – jeżeli zostanie przyjęty – sprawi, że sprawca tego typu przestępstw będzie odpowiadał tak jak w każdej innej sytuacji. Przestanie funkcjonować parasol ochronny nad osobami dopuszczającymi się niesprawiedliwości. Osoba, która dopuści się każdego rodzaju innego przestępstwa, spotyka się z karą. Tylko w tym przypadku jest inaczej.
Nasz projekt nie chroni tylko wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, ale każdą osobę wierzącą legalnej religii czy wspólnoty religijnej. „Czarne marsze”, które przetoczyły się przez Polskę w 2020 r. i 2021 r., udowodniły, że zmiany są konieczne. I liczę na to, że nasi koalicjanci również to dostrzegą. Statystyki są jednoznaczne: w latach 2009-2015 mieliśmy 163 postępowania w sprawie ataków na ludzi wierzących, obecnie jest ich 2435. Nie ma proceduralnych czy politycznych przeszkód wobec wprowadzenia tych zmian. Nam przecież nie chodzi o dodanie nowego przepisu do Kodeksu karnego lub o zwiększenie kar. My proponujemy jedynie, żeby sprawcy tych czynów nie mogli już korzystać z luki prawnej, która celowo została dodana do Kodeksu karnego, i aby nie unikali kar, na które zasługują.
Co się dzieje z koalicją Prawo i Sprawiedliwość – Suwerenna Polska, że tak ważne projekty: W obronie polskich lasów, W obronie chrześcijan – trzeba kierować na ścieżkę obywatelską?
– Nasze relacje są bardzo dobre, wspólnie idziemy do wyborów. I mam gorącą nadzieję, że wysiłek, który podejmujemy, przyniesie owoce i nie dopuścimy tzw. totalnej opozycji do rządzenia. Oczywiście mogliśmy oba projekty zgłosić jako poselskie. Ale nam chodziło o to, aby społeczeństwo mogło się zmobilizować wokół tak ważnych spraw. Chcieliśmy wywołać ogólnopolską dyskusję, zwrócić uwagę ludzi na to, co jest bardzo istotne. I muszę przyznać, że to się udało. Moje twierdzenie broni liczba podpisów pod projektami, które zebraliśmy. To nie jest dowód na rzekomy brak współpracy między naszymi formacjami. Po prostu mieliśmy taki pomysł na przeprowadzenie tych zmian i to tak realizujemy.
Komisja do zbadania wpływów Rosji na bezpieczeństwo wewnętrzne Polski w latach 2007-2022 nie będzie powołana w tej kadencji Sejmu. PiS twierdzi, że nie wycofuje się z tego pomysłu, ale przekłada jego realizację w czasie. Oficjalnie to efekt poprawek prezydenta, które opóźniły proces jej powołania. To duże rozczarowanie?
– Przyjęcie ustawy o komisji nie było zabiegiem PR, ona dostała podwaliny prawne, żeby realnie zacząć funkcjonować. Taki jest jej cel. Nasze środowisko powołanie tej komisji uważało za istotny krok do oczyszczenia życia społecznego i politycznego. Zgłaszaliśmy to na długo przed wznowieniem wojny Rosji z Ukrainą. My postulowaliśmy, aby komisja badała okres od 2007 r. do 2015 r. Ostatecznie został on przedłużony do 2022 r. Komisja ta jest równie potrzebna jak komisja do spraw reprywatyzacji, funkcjonująca już od kilku lat. Pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedzi, jest bardzo dużo. Dlaczego PGNiG umorzyło miliard złotych dla Gazpromu? Dlaczego rząd PO – PSL był taki potulny względem Rosji? Co było powodem odejścia od projektu rurociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk? Rurociąg ten wzmocniłby naszą niezależność energetyczną. W czasie odłożono też budowę Baltic Pipe. To wszystko trzeba zbadać. Dzisiaj Platforma i PSL oskarżają wszystkich o związki z prezydentem Władimirem Putinem lub o sympatię względem Rosji. Okazuje się, że to ich liderzy przyjęli taką postawę, gdy rządzili w naszym kraju. Mam nadzieję, że prace komisji ruszą i że odbędzie się to szybciej niż później.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk/„Nasz Dziennik”



