[NASZ DZIENNIK] Z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej Bóg w przedziwny sposób złączył losy Ojczyzny i każdego z nas
Maryja wiele razy okazywała swą macierzyńską miłość narodowi, który obrał Ją swoją patronką. Z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej Bóg w przedziwny sposób złączył losy Ojczyzny i każdego z nas – czytamy w „Naszym Dzienniku”.
Wielkie rzeczy czyni swemu Narodowi Jasnogórska Królowa Polski. Matka Boga i człowieka, przemożna Orędowniczka, dana ku obronie wiary i ducha Polaków. Zwycięska Hetmanka, czuwająca nad jednością serc swych wiernych rycerzy, tyle razy okazywała swą macierzyńską miłość narodowi, który obrał Ją swą patronką i Królową. Z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej Bóg w przedziwny sposób złączył losy Ojczyzny i każdego z nas.
W czasie wzmagającej się walki o duszę narodu, niewyobrażalnych ataków na nasze największe świętości, polską i katolicką tożsamość, trzeba – jak prosił św. Jan Paweł II – przykładać ucho do miejsca, gdzie bije serce narodu w sercu jego Matki i Królowej.
Królewski dar dla górali
Był rok 1669. Kilka miesięcy wcześniej abdykował król Jan Kazimierz, ostatni Waza na polskim tronie; monarcha, który po zwycięskiej obronie Jasnej Góry przed Szwedami złożył śluby lwowskie, obierając Matkę Bożą za Królową i Patronkę Rzeczypospolitej. Ciężar korony w obliczu wyniszczających wojen i niezgody wewnętrznej okazał się nie do uniesienia.
Przed wyjazdem na stałe do Francji król po raz ostatni pielgrzymował na Jasną Górę. Bywał tu wielokrotnie – najpierw z rodzicami, gdy jako młody królewicz został przyjęty do jasnogórskiej konfraterni Aniołów Stróżów. Przed koronacją na Wawelu, w ciężkim czasie powstania Chmielnickiego, przed obliczem Niepokalanej Matki prosił o pomoc dla swojej królewskiej służby. Prawdopodobnie to właśnie od ojców paulinów na Jasnej Górze otrzymał wizerunek Częstochowskiej Bogurodzicy, z którym nigdy się nie rozstawał. Malowany na blasze obraz w hebanowych ramach towarzyszył władcy w wyprawach wojennych, w czasie potopu szwedzkiego. Miał podporę w kształcie drewnianej nóżki, służącą do stawiania go na stole lub ołtarzu, gdy król modlił się lub w jego obecności odprawiano nabożeństwo.
Z tym obrazem Jan Kazimierz podążył w ostatnią podróż po swoim państwie. Zatrzymał się w należących do Wazów dobrach żywieckich. Górale zwrócili się do króla o pozwolenie na wybudowanie nowego kościoła w Rajczy. Jan Kazimierz spełnił ich prośbę i ofiarował do przyszłej świątyni swój ukochany obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Podzielił się ze swoimi poddanymi tym, co miał najcenniejszego. Wizerunek został umieszczony w kościele, gdzie do dziś znajduje się w głównym ołtarzu, otoczony licznymi wotami. Przeminęła dynastia Wazów i monarsze splendory, a Matka Boża Kazimierzowska odbiera cześć wśród górali.
Lew Lechistanu na ordynansach Maryi
Odwracamy kolejną kartę szczęśliwych czasów, gdy „sojusz ołtarza z tronem” był czymś naturalnym. Władcy wyznawali wiarę publicznie, nie wstydząc się ukorzyć przed majestatem Boga. Jan Sobieski jeszcze jako hetman wielki koronny na Jasnej Górze ofiarował się Matce Bożej jako Jej niewolnik. Na zbroi nosił ryngraf Królowej Polski. Po koronacji oddał na Jasnej Górze hołd Patronce swego królestwa. Tylko jeden władca nie dopełnił tego zwyczaju – wyniesiony na tron z łaski rosyjskiej imperatorowej Stanisław August Poniatowski.
Spiesząc latem 1683 r. pod Wiedeń, Jan Sobieski wraz z małżonką Marią Kazimierą odbył pielgrzymkę na Jasną Górę. Doświadczony w walkach z Imperium Osmańskim wódz miał świadomość dysproporcji sił w zbliżającej się bitwie. Swoją ufność złożył w ręce Matki Bożej Częstochowskiej, wierząc w pomoc „Najwyższego Dawcy wszelkich zwycięstw przez wstawiennictwo Wspomożycielki chrześcijaństwa Dziewicy Maryi”. Król uczestniczył codziennie we Mszy św. w kaplicy Cudownego Obrazu, przyjmował Komunię św., długo się modlił. Również dowódcy i wojsko gorliwie spełniali pobożne praktyki. Ojcowie paulini wręczali obrońcom wiary katolickiej obrazy Matki Bożej Częstochowskiej.
Jan Sobieski był głęboko przekonany, że wielkie zwycięstwo pod Wiedniem zawdzięcza wstawiennictwu Jasnogórskiej Dziewicy. Nie przypisał sobie zasług ani należnej chwały, ale wszystko oddał przez ręce Maryi Panu Bogu. Wzrastał w Jej kulcie od najmłodszych lat. W rycerskim dworze Sobieskich w Pilaszkowicach niedaleko Lublina od XVI wieku znajdowała się w kaplicy kopia wizerunku Częstochowskiej Orędowniczki. Król miał ten obraz zabierać na pola bitew, być może był również świadkiem tryumfu pod Wiedniem. Cenna pamiątka po Sobieskich po zniszczeniu kaplicy i dworu od połowy XIX wieku czczona jest jako Matka Boża Zwycięska w parafialnym kościele pw. Świętych Piotra i Pawła w Częstoborowicach.
„Non possumus” arcybiskupa
Za życia w oczach małodusznych uchodził za przegranego. A jednak jako zwycięzca powrócił do swojej stolicy, skąd został wygnany przez cara. Bo z Jasnogórską zawsze zwyciężamy.
Zanim jako nowy metropolita warszawski przybył do rozpolitykowanej, przeżywającej patriotyczne uniesienia Warszawy, z Petersburga okrężną drogą przez Poznań stawił się 9 lutego 1862 r. na Jasnej Górze. W przeczuciu przyszłych zmagań, przed cudownym obrazem oddał siebie i archidiecezję w opiekę Tarczy Królestwa Polskiego.
„Tu postanowiłem jakiś czas zabawić, żeby się polecić opiece Matki naszej i Królowej, co na tym miejscu tyle cudownych łask wyjednała tym, co się do Niej z pokorą i ufnością uciekali” – wspominał.
Dopiero wtedy, zaczerpnąwszy sił z nadprzyrodzonego źródła, ruszył ku stolicy. Ze sobą wiózł kopię cudownego obrazu z przeznaczeniem dla kaplicy arcybiskupiej.
W swoim herbie jako pierwszy biskup umieścił różaniec. To był Boży palec – życie św. abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego wpisuje się w modlitwę Maryi. Część radosna – krótkie, szczęśliwe dzieciństwo w Wojutynie na Wołyniu, czas seminarium duchownego w Żytomierzu, praca z nowym Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Maryi. Tajemnice bolesne – posługa biskupia w Warszawie, 20 lat na zesłaniu w Jarosławiu nad Wołgą. Część chwalebna – wyniesienie na ołtarze.
Przetrwał wszystkie trudne doświadczenia dzięki szczególnemu nabożeństwu do Bogarodzicy z Częstochowy. W domu wraz z rodzeństwem modlił się przed czczonym od pokoleń w rodzinie Felińskich obrazem Jasnogórskiej Orędowniczki. Matka świętego, Ewa Felińska, wielka patriotka i utalentowana pisarka, wyruszyła na tułaczkę na Sybir z wizerunkiem Królowej Polski. Syn powędruje na zsyłkę również z Jej obrazem. Po uwolnieniu zamieszkał w Dźwiniaczce, w zapadłym kącie Podola, ale i tam, wśród Polaków i Ukraińców, był apostołem Maryi. Często widziano go modlącego się przed obrazem jasnogórskim.
Po śmierci arcybiskupa wierni zawiesili jego krzyż biskupi jako wotum przy obrazie Matki Bożej Częstochowskiej w warszawskiej archikatedrze. A gdy po odzyskaniu niepodległości ciało wygnańca sprowadzono do archikatedry św. Jana w Warszawie, nad sarkofagiem umieszczono witraż Matki Bożej Częstochowskiej. Obecnie relikwie św. Zygmunta Felińskiego znajdują się w archikatedralnej kaplicy Literackiej, skąd oręduje on za Polską przez wstawiennictwo zwycięskiej Królowej.
Pod afrykańskim niebem
Wśród niewielu rzeczy, które o. Jan Beyzym zabrał ze sobą na Madagaskar, znalazł się obraz Matki Bożej Częstochowskiej. I przed nim, i po nim tak czynili polscy emigranci rozsypani po całym świecie, zabierając ze sobą jako najcenniejszy skarb wizerunek Tej, co Jasnej broni Częstochowy.
Jezuita rozpoczynał misję swego życia – posługę wśród trędowatych, najbiedniejszych z biednych, wyrzuconych na margines życia. Wiedział, że własnymi siłami nic nie zdziała. Z Królową Polski – wszystko. Zbuduje szpital i osadę dla swoich „czarnych piskląt”, kaplicę, urządzi gospodarstwo. Każdą rzecz zaczynał, uciekając się do Jej wstawiennictwa. Jej medalik nosił stale na piersiach. Przed śmiercią o. Beyzym przekazał swoją ostatnią pamiątkę – medalik Matki Bożej Częstochowskiej – s. Annie Marii od Nawiedzenia, która miała dalej prowadzić jego dzieło.
„Wota nadchodzą do obrazu Najświętszej Matki Częstochowskiej, będącego w kościele trędowatych. Już mam cztery serca srebrne do zawieszenia na ołtarzu Matki Najświętszej, więc widocznie chce Najświętsza Pani, żeby nie tylko u nas, w Polsce, ale i pod afrykańskim niebem Jej obraz, który sobie upodobała, był czczony” – pisał do kraju.
Sam wyrzeźbił piękną, ozdobną ramę do świętego wizerunku.
W szpitalu dla trędowatych w Maranie nad łóżkiem każdego chorego wieszał obrazek Matki Bożej Częstochowskiej. Malgasze przyjmowali śniadolicą Maryję jak kogoś z rodziny. Codziennie modlili się do Królowej Polski – nieznanego im kraju, ale bliskiego przez wspólną Patronkę.
Szwedzka kula
Nikt tak nie rozpalił miłości do Królowej Korony Polskiej i nie rozsławił Jasnej Góry, jak Henryk Sienkiewicz swoim „Potopem” i opowieścią o zwycięskiej obronie Fortalitium Marianum przed armią szwedzką. Na prośbę przeora jasnogórskiego o. Euzebiusza Rejmana pisarz zaangażował się w sprawę usunięcia rosyjskiego garnizonu z Jasnej Góry, który w ramach represji kwaterował w klasztorze, czyniąc różne nieprzyzwoitości w świętym miejscu. Sienkiewicz podjął skuteczną interwencję u księcia Aleksandra Imeretyńskiego i w 1898 r. wojsko rosyjskie opuściło Jasną Górę. W podzięce pisarz otrzymał od przeora kulę z czasów „potopu”.
„Mówię otwarcie i z ręką na sercu, że cenniejszego daru i milszej pamiątki nie otrzymałem nigdy w życiu. Myśl, że taką pamiątkę zostawię moim dzieciom, sprawia mi wielką, głęboką i nieustającą radość” – pisał do o. Rejmana.
W tym samym liście pisarz informował, że znany rzeźbiarz Cyprian Godebski zamierza mu ofiarować „płaskorzeźbę przedstawiającą Matkę Boską Częstochowską, a przed Nią obalonego Szweda”.
„Ujrzawszy u mnie kulę, nie posiadał się z zadowolenia i oświadczył, że piękniejszego ornamentu na szczyt płaskorzeźby niepodobna by wymyślić. Jak to więc przyszło w porę!” – cieszył się Sienkiewicz.
Na prośbę paulinów pisarz stanął na czele komitetu odpowiedzialnego za wykonanie przez Piusa Welońskiego stacji drogi krzyżowej na wałach jasnogórskich. W uznaniu zasług Sienkiewicza dla sanktuarium zakonnicy przyznali mu honorowy tytuł konfratra i ofiarowali obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który zawisł w Oblęgorku – darze marodu dla autora Trylogii. Dla potomnych noblista zostawił cenne wskazanie, wpisując się do księgi pamiątkowej: „Na Jasnej Górze, w Częstochowie, bije nieśmiertelne serce polskiego ludu”.
Gdy w 1924 r. ze Szwajcarii sprowadzono trumnę z prochami Sienkiewicza, specjalny pociąg z wagonem-kaplicą zatrzymał się na kilka godzin w Częstochowie. Na Jasnej Górze odprawiona została Msza św. żałobna. Mowę na cześć wskrzesiciela polskiego ducha wygłosił generał zakonu paulinów o. Piotr Markiewicz.
Ryngraf „błękitnego rycerza”
„Nie wrócę do Polski inaczej jak tylko przez Częstochowę” – pisał do swego syna Eryka z emigracyjnej tułaczki gen. Józef Haller, Sodalis Marianus, tercjarz franciszkański.
Słowa słynnego dowódcy Błękitnej Armii ziściły się po latach. Powrócił w 1993 r. z Londynu do Krakowa, a uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się na Jasnej Górze, gdzie trumna generała, który bił się ze wszystkim trzema zaborcami, dokonał zaślubin Polski z morzem, była wystawiona przez kilkanaście dni.
5 maja 1915 r. Józef Haller odbywał razem z Władysławem Sikorskim podróż służbową z Piotrkowa Trybunalskiego. Po drodze zamierzał wstąpić do sanktuarium jasnogórskiego, wysłuchać Mszy św. i przyjąć Komunię świętą. Pod Częstochową auto generała wpadło do rowu i wywróciło się. Haller doznał poważnego urazu nogi. Dzięki nowatorskiej operacji nie stracił kończyny, ale do końca życia musiał wspierać się na lasce.
Za uratowanie nogi złożył obietnicę Matce Bożej Częstochowskiej, że będzie Ją regularnie odwiedzał w Jej sanktuarium. Uczyniony ślub mógł wypełnić dopiero w 1919 roku. W czerwcu tego roku przybył dwukrotnie na Jasną Górę na czele oddziałów Błękitnej Armii. Jeszcze w czasie wojny Papież Benedykt XV podarował im wyhaftowaną przez siostry nazaretanki w Rzymie chorągiew z jedwabiu. Na prawej stronie widniał orzeł biały w koronie ze złotym krzyżem na piersiach, na lewej stronie – wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej.
Od ojców paulinów gen. Haller otrzymał pamiątkowy ryngraf Jasnogórskiej Bogurodzicy.
„Polska to nie tylko wielka rzecz, jak powiedział nasz poeta, ale i rzecz piękna. U stóp Jasnej Góry winny zespolić się wszystkie dążenia Polaków, którzy w wolności przodować będą innym narodom” – dziękował generał za gorące przyjęcie.
W 550-lecie powstania sanktuarium podczas Mszy św. w kaplicy Cudownego Obrazu „błękitny rycerz” złożył Matce Bożej, jako wotum za otrzymane łaski i błogosławieństwo w czasie walk o niepodległość, odznakę Miecze Hallerowskie oraz złoty zegarek – dar armii amerykańskiej. Ostatnią pielgrzymkę na Jasną Górę odbył tuż przed wybuchem wojny w lipcu 1939 roku. Przemówił wówczas do 120 tysięcy uczestników Ogólnopolskiego Zjazdu Tercjarzy, zachęcając do mobilizacji przeciw falom neopogaństwa, które zagrażają niezawisłości państwa.
Żarliwy katolik gorącą miłością do Królowej Korony Polskiej zaskarbił sobie sympatię Polaków. W III RP, ufundowanej na aliansie postkomunistów z liberałami, wielu nie w smak była niezłomna postawa obrońcy wiary. „Błękitny rycerz” nie spoczął na narodowej nekropolii na Powązkach Wojskowych (tam znalazło się miejsce dla masońskiego „biskupa”) czy w innym, godnym bohatera tej miary miejscu, ale został odesłany do kościoła garnizonowego pw. św. Agnieszki w Krakowie. Czas naprawić tę niesprawiedliwość!
Cały artykuł dostępny jest na stronie internetowej „Naszego Dziennika” [tutaj].
Małgorzata Rutkowska/„Nasz Dziennik”



