PAP/EPA

Rośnie napięcie wokół Tajwanu

Chiny krytykują decyzję władz Tajwanu o wydłużeniu służby wojskowej. Napięcie między krajami stale rośnie. W środę zakończyły się chińsko-rosyjskie manewry wojskowe w pobliżu Tajwanu.

We wtorek prezydent Tajwanu w związku z rosnącą presją komunistycznych Chin zapowiedziała wydłużenie służby wojskowej.

– Obecny czteromiesięczny system obowiązkowej służby wojskowej nie jest już w stanie zapewnić wystarczającej liczby żołnierzy i wysokiej jakości szkolenia, aby sprostać potrzebom gotowości bojowej w szybko zmieniającej się sytuacji – powiedział Tsai Ing-wen, prezydent Tajwanu.

Zapowiedź tę skrytykowało chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ustami swojego rzecznika.

– Wierze, że rodacy z Tajwanu są bardzo pryncypialni i nie będą służyć jako mięso armatnie dla tajwańskich separatystycznych sił niepodległościowych – zaznaczył Wang Wenbin, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin.

Komunistyczne Chiny uważają Tajwan za zbuntowaną prowincję. Rzecznik chińskiego MSZ mówi wprost, że celem Pekinu jest włączenie wyspy w granice państwa.

– Doprowadzenie do całkowitego ponownego zjednoczenia ojczyzny jest wspólną wolą wszystkich Chińczyków. To wielkie wydarzenie historyczne jest nie do powstrzymania – podkreślił rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin.

Pojawiają się obawy, że spór Chin z Tajwanem przerodzi się w walkę zbrojną. Za groźbę odbierane są zakończone właśnie siedmiodniowe morskie manewry morskie chińsko-rosyjskie u wybrzeży Tajwanu. Obie marynarki ćwiczyły między innymi wspólne nakładanie blokady morskiej oraz działania przeciwko okrętom podwodnym.

Tajwan jest niezbywalną częścią Chin. Nasze działania mają na celu utrzymanie pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej. Podejmiemy wszelkie niezbędne środki zaradcze – zaznaczył przedstawiciel chińskiej marynarki wojennej.

Konflikt między Tajwanem a komunistycznymi Chinami ma znaczenie globalne. To pole rywalizacji między aspirującymi do miana światowego imperium Chinami a Stanami Zjednoczonymi, które z kolei bronią swej pozycji na świecie – powiedział dr Marceli Burdelski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

– To jest tylko polityka straszenia. Na razie nie mamy faktów. Nic nie zapowiada jakiejś inwazji na Tajwan, która miałaby nastąpić – skomentował dr Marceli Burdelski.

Tajwan ma kluczowe znaczenie dla światowej gospodarki, gdzie głównie produkuje się półprzewodniki, bez których współczesny świat nie może się obejść. Manewry miały na celu ostrzeżenie nie tylko władz Tajwanu, a także Japonii, która ogłosiła niedawno znaczne zwiększenie budżetu wojskowego i plan największych zbrojeń od II wojny światowej.

TV Trwam News

drukuj