Piękna walka Radwańskiej

Agnieszka Radwańska po wspaniałej walce przegrała z Amerykanką Sereną Williams 1:6, 7:5, 2:6 w finale wielkoszlemowego Wimbledonu. Wynik ten nie zmienił oczywiście w żaden sposób faktu, że krakowianka w londyńskim turnieju odniosła fantastyczny sukces, największy w karierze i tak naprawdę największy w dziejach całego naszego tenisa. Dziś Agnieszka zostanie wiceliderką światowego rankingu, a tak wysoko klasyfikowana nie była do tej pory żadna Polka.

Żeby stawić czoła młodszej z sióstr Williams, trzeba wznieść się na wyżyny, zagrać bez kompleksów, sprytnie, mądrze, nieszablonowo, a przy tym liczyć na jej słabszy dzień. Amerykanka to bowiem tenisistka wyjątkowa, która może nie zajmować pierwszego miejsca w rankingu, ale gdy jest w optymalnej formie, nie zatrzyma jej nikt i nic. Pierwszy z koniecznych warunków Radwańska spełniła, tyle że Williams w sobotę była tą Sereną z najlepszych swych lat. Od początku spotkania – rozgrywanego oczywiście na korcie centralnym, przy wypełnionych po brzegi trybunach, na których zasiadło mnóstwo sław nie tylko ze świata tenisa – inicjatywę przejęła Amerykanka. Widać było, że jest szalenie zmotywowana, pewna siebie. Narzuciła Agnieszce swoje warunki, potężnie serwowała, zdobywając w ten sposób ogromną przewagę. Polka w pierwszych minutach wyglądała na spiętą. Debiut w finale Wielkiego Szlema kosztował ją sporo nerwów, przez co nie potrafiła dać z siebie tyle, ile mogła. Inna sprawa, że walczyła nie tylko z genialną przeciwniczką, ale też z przeziębieniem. Inauguracyjny set przebiegł zatem bez większych emocji, bo dominacja Williams była wyraźna. Raz na jakiś czas Agnieszka oczywiście w nim błysnęła, oszukała Amerykankę, jednak wystarczyło to tylko na gema. W przerwie spadł mały deszcz, sędziowie zarządzili krótki, nadprogramowy odpoczynek, tenisistki udały się do szatni. Po 20 minutach mecz został wznowiony, a na kort wyszła jakby inna Agnieszka. Polka, przy owacji sprzyjającej jej publiczności, zaczęła toczyć z Sereną porywający bój, w którym nie było straconej piłki. Raz za razem zaskakiwała rywalkę, posyłała idealnie mierzone uderzenia w narożniki placu gry, popisywała się sprytem, mądrością. Przegrywała 2:4, ale wygrała trzy kolejne gemy, a przy stanie 6:5 przełamała podanie Amerykanki i wyrównała stan na 1:1. W tym momencie wydawało się, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, a gdy w trzecim secie Polka prowadziła 2:1, kibice oczekiwali sensacji. Niestety, było na nią jeszcze zbyt wcześnie. Williams wrzuciła wyższy bieg, jeszcze bardziej wzmocniła siłę swych uderzeń, na co krakowianka nie znalazła sposobu. Ba, z tak grającą Sereną nie miałaby szans żadna zawodniczka. Radwańska przegrała, jednak pozostawiła po sobie wspaniałe wrażenie i odniosła fantastyczny sukces. Druga w Wimbledonie – to brzmi dumnie. – Na początku byłam trochę zdenerwowana, chyba zbyt mocno chciałam wygrać. Dopiero gdy po przerwie wyszłyśmy na drugiego seta, poczułam, jakbym grała nie finał, tylko zwykły mecz. Teraz już wiem, co to znaczy finał Wielkiego Szlema, nieporównywalny z żadnymi innymi pojedynkami o stawkę. Musi minąć trochę czasu, żeby emocje puściły, trzeba zdobyć doświadczenie, by wiedzieć, jak z nimi sobie radzić – przyznała Agnieszka, dodając: – Przeżyłam najpiękniejsze dwa tygodnie w dotychczasowej karierze. Czekałam na nie i ciężko pracowałam przez całe życie. Oczywiście żałuję, że przegrałam, ale też Serena grała zbyt dobrze i wygrała zasłużenie.
A Serena, razem z siostrą Venus, kilka godzin po pokonaniu Radwańskiej zdobyła swój kolejny tytuł. Amerykanki, w finale debla, wygrały z Czeszkami Andreą Hlavackovą i Lucie Hradecką 7:5, 6:4.

drukuj