Autorytet ojców
W polu dobra i zła
Do ważnych wydarzeń trzeba się przygotować, najpierw – intelektualnie, bo czyny winny iść po myśleniu. Za parę dni Dzień Ojca – w sposób szczególny niepasujący do aktualnej nam, a przedłużającej się epoki „świata bez ojców”, jak nazwano XX stulecie. W naszym stuleciu sierot czy półsierot muszą się pojawić problemy z identyfikowaniem swojego bytowego początku. Bez jego rozumienia – jako czegoś dobrego, a nie złego – jakże można realizować powołanie małżeńskie czy kapłańskie? Nasz bytowy początek jest dziełem ojców, czyli tych, którzy obdarzają istnieniem. Jeśli w tym „ojcowaniu” nie są czytelni, a może nawet widziani są jako dokonujący zła, to nie rozumiemy, kim jesteśmy, skąd jesteśmy i dokąd zdążamy. Jakże na takim fundamencie budować cokolwiek pozytywnego?
Do tego niszczenia autorytetu ojców przykładają się także – a może najpierw – niekiedy sami ojcowie. Co z tego, że wybitny na polu polityki, retoryki, literatury i filozofii Cyceron napisał swoje główne dzieło etyczne („O obowiązkach”) dla swojego syna – gdzie wykłada się najpierw o obowiązku „pietas”, czyli obowiązku czci i szacunku wobec rodziców i ojczyzny – skoro zawiódł go jako ojciec, porzucając żonę (Terencję) dla innej kobiety? Nawet nie wiemy, czy syn przeczytał tę książkę zadedykowaną jemu przez ojca. Rwał się bowiem do wojowania, a nie do studiowania. Czyżby to z powodu zawodności ojcostwa Cycerona widzimy jego syna, jak po zamordowaniu ojca grzecznie przyjmuje stanowiska i profity od jednego ze współodpowiedzialnych za zabójstwo ojca, czyli Oktawiana (późniejszego Cezara Augusta)? To siepacze Antoniusza odcięli Cyceronowi głowę i ręce, które to szczątki pokazano całemu Rzymowi, ale na ten wyrok zgodził się także Oktawian. Syn Cycerona zechciał jednak, aby ten zwycięzca wojny domowej – jak pisze Plutarch z Cheronei – „przybrał go sobie za kolegę”. Uczynił go też konsulem, w wyniku czego „z woli bogów dom Cycerona mógł wymierzyć ostateczną karę Antoniuszowi”. Czyżby syn Cycerona zapomniał o wymierzeniu sprawiedliwości i pozostałym odpowiedzialnym za śmierć swojego ojca? A może z racji wspomnianej jego małżeńskiej i ojcowskiej zdrady żywił do niego urazę, właściwą obywatelom „świata bez ojca”?A czy dziś wystarczająco troszczymy się o pamięć o naszych ojcach zamęczonych w sowieckich łagrach i peerelowskich ubeckich i esbeckich kazamatach? Tym bardziej że studenci uczą się teraz z akademickich podręczników katów z PRL, którzy wykonywali wtedy zlecenia wykańczania „wrogów klasowych”. Dzisiaj także usłużnie wykańczają nowym „wrogom klasowym” profesury i habilitacje, a za pomocą swoich podręczników wlewają w głowy kolejną ideologię. A może ten współczesny dziwny sojusz, granty i pogaduszki z katami naszych ojców, to właśnie wyraz sposobu myślenia pokolenia nienawidzącego swoich ojców?
Ale niszczy się autorytet ojców także z zewnątrz, co ma miejsce odnośnie także do duchowego ojcostwa Cycerona wobec następnych pokoleń. Począwszy od epoki renesansu, przedstawia się go jako tylko znakomitego mówcę, stylistę, literata, filozofa, ale jego polityczne zmaganie traktuje się z kpiną jako wypływające z „niefortunnego” niezrozumienia procesów historycznych i wyraz chorobliwej ambicji. Radził mu już Petrarka – po lekturze listów Cycerona – „zestarzeć się na wsi spokojnej i rozmyślać o życiu wiecznym, a nie o tym tutaj, maluczkim, i nie mieć ani rózg liktorskich, ani triumfów, ani Katyliny”. Jednak jeszcze gorzej przykładają się do niszczenia ojcowskiego autorytetu Cycerona wobec nas ci współcześni nam historycy, którzy twierdzą, że do jego „wybitnych zalet moralnych” należała „uczciwość życia rodzinnego”. Czyżby porzucenie żony należało do tej „uczciwości”? Na błędach i grzechach Cycerona może się następne pokolenie nauczyć ich unikania. Uznanie ich za zalety skłania do naśladowania.
Marek Czachorowski
