Bruksela zdyscyplinuje rząd Tuska

Z prof. Mirosławem Piotrowskim, niezrzeszonym posłem do Parlamentu
Europejskiego, członkiem frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR),
rozmawia Adam Kruczek

W ciągu kilku miesięcy ulicami polskich miast w marszach w obronie
Telewizji Trwam przeszły setki tysięcy osób, zebrano ponad 2,2 mln podpisów pod
protestem przeciwko decyzji KRRiT, kilkadziesiąt samorządów wyraziło swoją
dezaprobatę. Wszystko to odbija się jak groch o ścianę od medialnej koalicji
rządzącej rynkiem mediów w Polsce. Teraz doprowadził Pan do wysłuchania
publicznego na forum Parlamentu Europejskiego. Co przemawia za taką decyzją?

– Dodałbym jeszcze do tego, że kwestia ta była podejmowana podczas posiedzeń
różnego rodzaju komisji w polskim parlamencie, a także stała się przedmiotem
skargi w wojewódzkim sądzie administracyjnym – wiadomo, z jakim skutkiem, choć
procedura odwoławcza nie została jeszcze wyczerpana. Widać jednak, do czego to
wszystko zmierza, stąd decyzja o zainteresowaniu sprawą instytucji unijnych.
Zostałem wybrany jako poseł Parlamentu Europejskiego, aby reprezentować interesy
ludzi, a ta idąca w miliony skala protestu wręcz obliguje nas,
europarlamentarzystów, do tego, aby tę sprawę nagłaśniać i w miarę możliwości
załatwić po myśli milionów polskich katolików.

Czy Parlament Europejski to właściwe miejsce?
– Jak najbardziej. Polska, przyjmując traktat lizboński i w ogóle wchodząc do
Unii Europejskiej, zobowiązała się przestrzegać prawodawstwa unijnego. Od
momentu przyjęcia traktatu lizbońskiego funkcjonujemy na niejako dwóch
płaszczyznach politycznych. Swoją decyzją KRRiT złamała prawo Unii Europejskiej,
dlatego jeszcze w kwietniu br. zdecydowałem się wspólnie z posłem Zbigniewem
Ziobrą zorganizować wysłuchanie publiczne w Parlamencie Europejskim, żeby te
kwestie przedstawić, do tej pory bowiem do instytucji unijnych przebijały się
nieprawdziwe informacje.

Które z praw UE złamała KRRiT, odmawiając Telewizji Trwam miejsca na
multipleksie?

– Ewidentnie naruszyła wiele ustaw, postanowień i dokumentów unijnych, jak
chociażby art. 2 traktatu lizbońskiego, w którym stwierdza się, że Unia opiera
się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, poszanowania praw
człowieka, a także na społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji,
tolerancji i sprawiedliwości. W art. 3 możemy przeczytać, że UE zwalcza
wyłączenie społeczne i dyskryminację. W prawie unijnym jest naprawdę wiele
zapisów odnoszących się bezpośrednio do tej kwestii. Na przykład art. 6 traktatu
lizbońskiego odsyła nas do Karty Praw Podstawowych, za którą tak tęskni
Platforma Obywatelska. I na jej podstawie też można wskazać, że KRRiT, a de
facto koalicja rządząca, naruszyła artykuły 10 i 11 Karty Praw Podstawowych
dotyczące myśli, sumienia i religii. W art. 10 jest bowiem zapisane, że każdy ma
prawo do wolności myśli, sumienia i religii, a także do wolności uzewnętrzniania
indywidualnie lub wspólnie z innymi publicznie swoich przekonań religijnych. A
już wprost i bezpośrednio ma tu zastosowanie art. 11 dotyczący wolności
wypowiedzi i informacji, gdzie zapisano: "Każdy ma prawo do otrzymywania i
przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych".

Co to za instytucja "wysłuchanie publiczne" i kto w niej weźmie udział?
– Wysłuchanie publiczne, czyli public hearing, to ugruntowana w Parlamencie
Europejskim formuła spotkań inicjowanych przez grupy polityczne, komisje lub
poszczególnych posłów. Z reguły – tak jak w tym przypadku – dotyczą ważnych
problemów obywateli Unii Europejskiej. Przypominają konferencje, na które
zapraszani są eksperci z różnych krajów, a także posłowie Parlamentu
Europejskiego oraz przedstawiciele mediów. Często transmitowane są na żywo w
internecie i tłumaczone na kilka języków, dlatego wzbudzają szerokie
zainteresowanie mediów, a także przedstawicieli innych instytucji Unii
Europejskiej.

Na jaki skutek liczy Pan, organizując to spotkanie?
– Zaprosiłem na to wysłuchanie oprócz europosłów różnych krajów także rzecznika
praw obywatelskich Unii Europejskiej, który przyśle swojego przedstawiciela.
Zainteresowanie wyraził też przewodniczący PE Martin Schultz…

To ciekawe, co Pan mówi: Schultz w roli rzecznika Telewizji Trwam?
– Wyjaśniłem mu, że tu nie chodzi o jakiś partykularny konflikt, ale o
principia, na jakich oparty jest ład w Unii Europejskiej. Przyjął to ze
zrozumieniem i zapewnił, że będzie się starał uczestniczyć w wysłuchaniu
osobiście, a gdy to będzie niemożliwe, przyśle swojego zastępcę. W wysłuchaniu
przede wszystkim głos zabierze wielu specjalistów, profesorów, socjologów,
prawników, a także przedstawiciele Fundacji Lux Veritatis, którzy naświetlą
sytuację i pokażą, w jaki sposób KRRiT złamała prawo. Sądzę, że na członkach PE
zrobi duże wrażenie fakt, że przy przyznawaniu miejsc na multipleksie Krajowa
Rada nie kierowała się żadnymi ustalonymi wcześniej regułami, gdyż gdyby one
były, Telewizja Trwam musiałaby dostać tę koncesję. Zostanie też pokazane, jakie
stacje otrzymały koncesje. Sądzę, że interesujące będzie zwłaszcza porównanie
ich sytuacji finansowej z sytuacją Telewizji Trwam, chociażby zestawienie ze
STAVKĄ czy innymi podmiotami, które miały kilkaset razy mniejszy kapitał niż
właściciel Telewizji Trwam.

Jak Unia Europejska może zdyscyplinować rząd Tuska?
– Przede wszystkim zależy nam, aby informacja o tym, co się w Polsce wyprawia,
przebiła się do europejskiej opinii publicznej. Jeśli to nastąpi, a wiele
wskazuje na realną możliwość osiągnięcia celu, choćby zainteresowanie
przewodniczącego Schultza, który przecież stoi wręcz na antypodach ideowych w
stosunku do Telewizji Trwam, to Parlament Europejski ma naprawdę instrumenty
bardzo groźne dla polskiego rządu. Artykuły traktatu lizbońskiego zastosowane w
związku z udokumentowanymi praktykami dyskryminacyjnymi stosowanymi w Polsce
mogą doprowadzić w ostateczności nawet do zawieszenia głosu Polski w Radzie UE.

Ale rząd Donalda Tuska umywa w tej sprawie ręce, wskazując, że to
autonomiczna decyzja KRRiT.

– Warto, by europejska opinia publiczna dowiedziała się również, że co prawda
formalnie decyzję odmowy Telewizji Trwam miejsca na multipleksie cyfrowym
podjęła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ale de facto odpowiada za nią
koalicja rządząca. To bowiem prezydent wywodzący się z PO desygnował dwóch
członków KRRiT, a Sejm i Senat wyznaczyły kolejnych. W obu tych izbach PO
posiada większość, co umożliwia ręczne sterowanie i manipulowanie dostępem do
przestrzeni medialnej. To praktyki rzadko spotykane w Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj