Gdzie nie inwestują Chińczycy
Sam fakt, że Wen Jiabao, premier Chińskiej Republiki Ludowej, pofatygował
się, i to na własną prośbę, na dwa dni do Polski jest sygnałem, iż władze w
Pekinie są zainteresowane współpracą z naszą częścią Europy. W Warszawie premier
Jiabao spotkał się z szesnastoma szefami rządów Europy Środkowo-Wschodniej, by
rozmawiać na temat współpracy gospodarczej.
Zanim zacznie się mówić na temat chińskich inwestycji w Polsce, warto zdać sobie
sprawę ze skali potencjału gospodarczego obu państw. W Chinach mieszka 35 razy
więcej ludzi niż w naszym kraju, jednak chiński produkt krajowy brutto jest już
tylko 13 razy większy niż w Polsce. Po prostu w przeliczeniu na osobę Polacy są
trzy razy bogatsi niż Chińczycy. Łączny PKB wszystkich państw Europy
Środkowo-Wschodniej, które brały udział w spotkaniu z chińskim premierem,
stanowi równowartość 22 procent PKB Chin. Ale istotny jest jeszcze wskaźnik –
tempo wzrostu gospodarczego, które w Chinach tylko w ciągu ostatnich trzech lat
wyniosło średnio 10 proc. rocznie, podczas gdy w Polsce poniżej 3 procent.
Innymi słowy, Chińczycy szybko doganiają Polaków pod względem bogactwa w
przeliczeniu na osobę. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat chiński PKB wzrósł o
60 proc., podczas gdy w tym czasie tzw. gospodarki krajów wysokorozwiniętych
zwiększyły się o… 3 procent.
W ostatnich latach chińskie inwestycje zagraniczne bardzo przyspieszyły i
nadal szybko rosną. Według wyliczeń waszyngtońskiej Fundacji Heritage, w latach
2005-2011 na całym świecie wzrosły one ponad siedmiokrotnie – z 10,2 mld USD do
72,7 mld USD rocznie. Jednak zdaniem ekspertów firmy konsultingowej Deloitte,
teraz maleje chińskie zainteresowanie Europą Zachodnią na rzecz wschodniej
części kontynentu, czego dowodem może być właśnie wizyta chińskiego premiera w
Warszawie. O tym, że nasz region stał się ostatnio priorytetowy, świadczy fakt,
że w latach 2004-2010 inwestycje Chin w Europie Środkowo-Wschodniej choć
przekroczyły dopiero 821 mln USD, to zwiększyły się aż osiemnastokrotnie. Od
2005 roku łącznie inwestycje z Państwa Środka miały wartość 309 mld USD. W tym
czasie jednak cofnięto inwestycje o wartości aż 165 mld USD.
Gdzie inwestują Chińczycy
Do końca 2011 roku najwięcej kapitału, bo kwotę 42,5 mld USD, ulokowali w
Australii. Kolejne miejsca zajmują: Stany Zjednoczone (34,7 mld USD), Brazylia
(24,6 mld USD), Indonezja (19,9 mld USD) i Iran (17,9 mld USD). Europa pozostaje
daleko w tyle. W Wielkiej Brytanii, która z krajów europejskich przyjmuje
najwięcej chińskich inwestycji, inwestorzy z Państwa Środka wydali 9 mld USD, a
kolejne są Francja i Szwajcaria. Więcej niż w Wielkiej Brytanii Chińczycy do tej
pory zainwestowali w takich egzotycznych państwach, jak: Kazachstan, Nigeria,
Algieria, Arabia Saudyjska, ale też w Kanadzie, Argentynie czy Rosji. W Polsce
łączna wartość dotychczasowych chińskich inwestycji wynosi zaledwie około 120
mln USD. Dla porównania na Węgrzech, gdzie ulokowano najwięcej chińskich
inwestycji, jeśli chodzi o Europę Środkowo-Wschodnią, do końca 2010 roku
zainwestowano poniżej pół miliarda dolarów.
Chińczycy inwestują na świecie głównie w sektory: energetyczny, surowcowy,
finansowy, transportowy i budowlany. W Polsce chińskie inwestycje związane są
przede wszystkim z sektorami: nieruchomości, produkcji przemysłowej oraz usług.
Największa dotychczas chińska transakcja w Polsce to kupno przez koncern Guangxi
Liugong Machinery cywilnej części Huty Stalowa Wola za 59 mln USD. Do
największych inwestycji Państwa Środka nad Wisłą zalicza się także: budowę
fabryki komputerów w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, budowę fabryki
monitorów w Żyrardowie czy utworzenie w koszalińskim parku przemysłowym linii
produkcyjnej rowerów firmy Athletic Group. Ponadto Bank of China oraz Industrial
and Commercial Bank of China są w trakcie załatwiania formalności związanych z
uruchomieniem swych filii w Warszawie.
Narodowe bezpieczeństwo
Zdaniem dr. Dereka Scissorsa z Fundacji Heritage, jeśli spojrzy się na chińskie
inwestycje w USA, stwarzają one raczej możliwości niż jakiekolwiek
niebezpieczeństwo. Pisze on, że w odpowiedzi na chińskie inwestycje Amerykanie
powinni kierować się wyłącznie zasadami rynkowymi, chyba że kwestia dotyczy
bezpieczeństwa narodowego. Australia nie tylko nie boi się chińskich inwestycji,
ale uważa, że to jej duży atut. Australijski Instytut Polityki Strategicznej,
wiodący australijski think tank w dziedzinie polityki obronnej, opublikował
raport "Handel, inwestycje i narodowe bezpieczeństwo Australii", w którym
napisano, że kraj ten jako miejsce znaczących zagranicznych inwestycji nie tylko
nie ma się ich obawiać, ale warte miliardy dolarów chińskie inwestycje będą
mogły być wykorzystane jako karta przetargowa w przypadku, gdyby w przyszłości
doszło do pogorszenia stosunków z Chinami.
Mimo olbrzymich chińskich inwestycji w Australii, Craig Emerson, australijski
minister handlu, nie tylko nie obawia się chińskiego kapitału, ale ma nadzieję,
że nowa fala chińskich inwestycji w Australii pomoże ożywić gospodarczo kraj.
Także nowozelandzki rząd liczy na wzrost liczby i wartości inwestycji chińskich
przedsiębiorstw i w tym celu utworzono nawet Radę Chińsko-Nowozelandzką. Na
dalsze chińskie inwestycje w infrastrukturę czekają Amerykanie, a premier
indyjskiego stanu Gudżarat zachęcał chińskich przedsiębiorców do inwestycji w
jego stanie. O chińskie inwestycje w Niemczech, gdzie działa około 800 firm
zarówno z kapitałem chińskim, jak i Unii Europejskiej, zabiegała także kanclerz
Angela Merkel. Dziś wartość chińskich inwestycji w Niemczech, które nie doszły
do skutku, wynosi 14 mld USD. Przed chińskimi inwestorami broni się Tajwan, ale
tu sprawa dotyczy polityki. Na przykład rząd Tajwanu udzielił pozwolenia dwóm
chińskim bankom (Industrial and Commercial Bank of China i China Construction
Bank) na nabycie maksymalne 5 proc. udziałów w tajwańskich instytucjach
finansowych. Zresztą w Australii obowiązuje przepis mówiący o 30-dniowym
okresie, w trakcie którego ministerstwo skarbu ma możliwość ewentualnego
zablokowania inwestycji zagranicznych z uwagi na zagrożenie bezpieczeństwa
narodowego. Ostatnio problemy na najmniejszym kontynencie ma państwowa firma
Shenhua Group, największy producent węgla na świecie. Wycofuje się z
miliardowych inwestycji z powodu problemów z australijską biurokracją. Niestety,
chińska gospodarka jest mocno powiązana z polityką. Jednak bardziej polityczne
niż gospodarcze znaczenie mają choćby inwestycje czy nawet bezpośrednia chińska
pomoc finansowa dla małych wyspiarskich państewek na Pacyfiku i na Morzu
Karaibskim (chodzi o kwestie nieuznania na polu międzynarodowym państwa Tajwan).
Tomasz Cukiernik
prawnik ekspert Instytutu Globalizacji
