Rząd szuka alibi
Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Małgorzata
Goss.
Złoty od początku tygodnia silnie traci. Dlaczego?
– Notowania złotego spadają lawinowo pomimo podniesienia w ubiegłym tygodniu
stóp procentowych do 4,75 proc. przez Radę Polityki Pieniężnej, co powinno
przecież zachęcić inwestorów do polskiej waluty. Co więcej, złoty traci mimo
wczorajszej interwencji walutowej na rynku przeprowadzonej przez Ministerstwo
Finansów wraz z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. W Europie znów narasta niepokój.
Euro się osłabia. Symboliczne było uderzenie pioruna w samolot prezydenta
Hollande´a lecącego do Berlina na spotkanie z kanclerz Merkel dotyczące
ratowania strefy euro w związku z sytuacją w Grecji. Opuszczenie przez ten kraj
strefy euro dopuszczają już najważniejsze instytucje, jak Europejski Bank
Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Czy osłabienie naszej waluty spowodowane jest kryzysem greckim, jak
twierdzą przedstawiciele rządu i analitycy bankowi?
– Nie zgadzam się z tą oceną. Trudno traktować poważnie słowa ministra spraw
zagranicznych Sikorskiego, który twierdzi, że upadek strefy euro jest dla Polski
większym zagrożeniem niż terroryzm i rosyjskie rakiety, czy dramatyczny apel
ministra finansów Rostowskiego, w którym wskazuje Grekom, na kogo mają głosować
w ponownych wyborach. Zrzucanie winy na Greków za spadek kursu złotego to
poszukiwanie sobie alibi, nic więcej. Gdyby sytuacja w Polsce była normalna, to
gdy euro się osłabia z powodu kryzysu rządowego w Grecji – złoty powinien się
umacniać tak jak funt brytyjski. Mamy przecież podobną inflację do brytyjskiej,
mamy własną walutę, co więcej – mamy w Polsce wzrost, gdy Brytyjczycy notują
recesję. Dlaczego więc złoty nie podąża śladem funta, tylko słabnie o 20-25
groszy do wszystkich walut? Dzieje się tak dlatego, że Polska całkowicie
straciła kontrolę nad własną walutą. O złotym decyduje dziś kapitał zagraniczny,
w tym kapitał spekulacyjny. Staliśmy się zakładnikami zagranicznych dealerów
walutowych w Londynie i Nowym Jorku. To od nich zależy, czy będziemy płacić 4,40
czy 5,40 zł za euro. Przyczyną utraty kontroli nad walutą jest wysokie
zadłużenie zagraniczne Polski, które sięga już 250 mld euro i nadal rośnie. A za
to odpowiedzialność ponosi rząd, a nie greccy wyborcy. Wartość samych polskich
obligacji w rękach zagranicznych inwestorów sięga 170 mld zł (40 mld euro).
Nasze tegoroczne potrzeby pożyczkowe sięgają 180 mld zł brutto, z czego co
najmniej połowę rząd zaciągnie na rynkach zagranicznych. Zamiast w tej sytuacji
wzmacniać rezerwy walutowe banku centralnego – rząd i NBP podjęły decyzję o
przekazaniu 6 mld euro rezerw tytułem pożyczki do MFW na pomoc dla zagrożonych
krajów euro. Widoki na zwrot tej pożyczki maleją z każdym dniem, ale czy można
za to winić Greków, czy raczej trzeba winić siebie?
Jakie będą skutki wyjścia Grecji ze strefy euro?
– Straty europejskich banków z tego tytułu szacuje się na mniej więcej 300 mld
euro, co dla części z nich oznacza bankructwo. Polski sektor bankowy będący w 75
proc. w rękach zagranicznych mocno odczuje wstrząs ze względu na straty w
bankach-matkach. Tymczasem dwa dni temu ministrowie finansów UE uzgodnili
zaostrzenie wymogów kapitałowych dla banków zgodnie z dyrektywą CRD IV oraz
postanowieniami umowy Bazylea III, a to oznacza pozbawienie krajowych nadzorów
finansowych realnego wpływu na zagraniczne banki-córki w krajach goszczących.
Tracimy więc kontrolę nad sektorem w chwili, gdy jest on w najwyższym stopniu
zagrożony. Trzeba powiedzieć jasno: Grecja jest już stracona. Jej bankructwo i
wyjście z euro uruchomi domino w krajach euro. Prawdziwym problemem jest teraz
Hiszpania, której obligacje 10-letnie osiągnęły rentowność 6,3 procent. Na
uratowanie tego wielkiego kraju Europa musiałaby wyłożyć ok. 1 bln euro. W
kolejce do bankructwa czekają już Portugalia i Włochy. Moim zdaniem, to początek
końca strefy euro i polski rząd powinien przyjąć plan ograniczenia strat,
zamiast desperacko bronić straconych pozycji.
Dziękuję za rozmowę.
***
Polecamy Aktualności Dnia z udziałem
Janusza Szewczaka
