Wygra Hollande?
Francuzi wybiorą dziś nowego prezydenta. Socjalista
François Hollande, faworyt sondaży
przedwyborczych, nie może być jednak pewny zastąpienia w Pałacu Elizejskim
Nicolasa Sarkozy´ego. W ostatnich dniach tracił on bowiem systematycznie
poparcie na rzecz swojego rywala i teraz różnica między nimi sięga tylko 5
procent.
O ile tuż po zakończeniu pierwszej tury przewaga François Hollande´a
nad Nicolasem Sarkozym wynosiła ok. 10 proc., o tyle wczorajsze sondaże mówią o
tym, że na socjalistę chce głosować 52,5 proc. Francuzów, a na kandydata
centroprawicy 47,5 procent. Prezydent odrabiał straty bardzo mozolnie, lecz –
jak pokazują sondaże – dość skutecznie. Dlatego też zdaniem większości
francuskich mediów wynik jutrzejszych wyborów jest ciągle nierozstrzygnięty. Z
drugiej strony analitycy podkreślają, że nie należy do częstych zjawisk, aby
politycy odrabiali stratę 10 proc. w tak krótkim, dwutygodniowym czasie między
pierwszą a drugą turą.
Jednocześnie w przedostatnim dniu kampanii swoje poparcie François
Hollande´owi przekazał François Bayrou, który w pierwszej turze wyborów
uzyskał 9,1 proc. głosów. Bayrou jest opisywany jako polityk o poglądach
umiarkowanych, centrysta, wobec czego jego poparcie może mieć duże znaczenie dla
niezdecydowanych wyborców. Co ciekawe, sam Bayrou pracował w gabinecie obecnego
prezydenta, jednak jak sam podkreśla, zdecydował się porzucić tę służbę,
ponieważ w jego ocenie Nicolas Sarkozy stał się w ostatnim czasie "zbyt
prawicowy". Jeszcze wcześniej kandydat socjalistów otrzymał oficjalne poparcie
ze strony przedstawiciela Frontu Lewicowego Jeana-Luca Melenchona. Przemawiając
przed siedzibą partii komunistycznej, Melenchon wezwał swoich zwolenników do
głosowania na Hollande´a podczas drugiej tury wyborów. W pierwszej turze lider
Frontu Lewicowego zdobył 11 proc. poparcia.
Obydwaj kandydaci starali się do ostatniej chwili zdobyć jak najwięcej
głosów. Wczoraj wieczorem Hollande wygłosił przemówienie w miejscowości
Périgueux w Akwitanii, zaś Nicolas Sarkozy przemawiał do swoich zwolenników w
Sables d´Olonne (Kraj Loary). Ostatniego dnia kampanii obydwaj rywale zamierzają
uczestniczyć głównie w wiecach poparcia w wyjątkowo sprzyjających im regionach.
Dlatego też kandydat socjalistów będzie obecny głównie na marszach w
południowo-zachodniej części kraju, w tym w Tuluzie, zaś głowa państwa będzie
szukała poparcia na południu kraju, w Tulonie. Jeśli jednak dotychczasowe
sondaże nie odwrócą się w sposób zdecydowany, wówczas Sarkozy będzie pierwszym
prezydentem od czasów Valery´ego Giscarda d´Estaing, który w roku 1981 nie był w
stanie utrzymać fotela na drugą kadencję. Jeśli zaś jutro zwycięży François
Hollande, będzie on pierwszym od 17 lat socjalistą w Pałacu Elizejskim, gdy
urzędowanie zakończył François Mitterrand. Obecna głowa państwa liczy
jednak na przypływ głosów ze strony wyborców Marine Le Pen. Przewodnicząca
Frontu Narodowego zajęła w pierwszej turze trzecie miejsce, zdobywając niemal 18
proc. głosów. Le Pen, która ma jutro oddać głos bez wskazania na żadnego z
kandydatów, powiedziała w jednym z wywiadów, że w jej odczuciu prezydent Sarkozy
"został pokonany już dawno temu".
Łukasz Sianożęcki
