PAP/EPA

Włochy walczą z nielegalną migracją  

Na Morzu Śródziemnym znacząco nasiliła się aktywność organizacji pozarządowych. Mimo zakazów, jednostki z migrantami wpływają do portów. W odpowiedzi włoski rząd chce wysłać na morze okręty wojskowe.

Włoskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych robi wszystko, aby zatrzymać napływających do kraju migrantów.

– Jeśli ktoś był przyzwyczajony do postrzegania Włoch jako miejsca przyjazdu dla wszystkich i miejsca rozładowania wszystkich problemów, których Europa nie widzi, to mówimy dość! – powiedział Matteo Salvini, wicepremier i szef MSW Włoch.

Polityk zwołał specjalną naradę, podczas której podjęto odpowiednie kroki. Od teraz włoskie okręty i łodzie patrolowe będą stacjonować naprzeciwko portów, po to, by uniemożliwić wpłynięcie do nich jednostek z migrantami. Podjęto również decyzję o patrolach lotniczych i morskich, które będą wykrywać łodzie i pontony zmierzające w kierunku Włoch. W nową strategię zostały włączone: dowództwo marynarki wojennej, policja oraz straż przybrzeżna.

– Pomogą nam one w tej bitwie cywilizacji, w tej walce o legalność, w tej walce o ocalenie życia – podkreślił Matteo Salvini.

Włochy podejmują też współpracę z krajami Afryki. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Włoch przekazało Libii 10 łodzi patrolowych. Planuje też rozmowy z Tunezją po to, aby wszystkie granice były odpowiednio zabezpieczone przed napływem migrantów.

Sytuacja wymaga podjęcia globalnych działań – wskazał prof. Stefan Bielański. Większość migrantów to przybysze z Afryki. Ich bezrefleksyjne przyjmowanie może skazać ten kontynent na wieczną wegetację.

Ten sposób migracji jest najgorszy z możliwych – jest poza kontrolą. Jest przede wszystkim szkodliwy dla tych ludzi. W Afrykę powinno się inwestować. To jest zadanie dla Zachodu. Także dla naszej części kontynentu. Natomiast pozostawiona sama sobie będzie tylko produkować migrantów – zaznaczył politolog prof. Stefan Bielański.

Choć w wielu krajach mogą oni wypełnić sektor najtańszej siły roboczej – to pojawia się jednak wiele innych problemów.

Wydarzenia we Francji tego dowodzą. W konsekwencji możemy mieć do czynienia z buntami społecznymi, nie mówiąc o kwestiach kulturowych, obyczajowych czy religijnych. Tego wszystkiego nie da się puszczać na żywioł. To musi być na poziomie globalnym albo przynajmniej europejskim rzeczywiście kontrolowane i bez jakiejkolwiek przymusowej relokacji – dodał prof. Stefan Bielański.

Nie mamy także pewności czy wśród migrantów nie ma terrorystów.

TV Trwam News/RIRM

drukuj