Chcemy mieć swoje media

Dziś można już mówić o wielkim ruchu społecznym, jaki zawiązał się w
obronie Telewizji Trwam. Ta szczególna jednośc serc zaowocowała ponad dwoma
milionami zebranych podpisów, a przede wszystkim marszami w wielu miastach w
Polsce i za granicą. Liczba ich uczestników, głoszone hasła, a także fakt
pomijania tych marszów milczeniem przez większość mediów spowodowały, że Polacy
coraz częściej zastanawiają się nad rolą środków społecznego przekazu, stawiają
pytania o to, jak z misji informacyjnej i edukacyjnej wywiązuje się telewizja
publiczna, stanowiąca de facto własność całego Narodu.

"Nie" dla poniżania katolików

W minioną sobotę na placu Trzech Krzyży w Warszawie było biało-czerwono.
Kiedy po Mszy św. rozbrzmiała pieśń "Boże, coś Polskę", rozkołysało się morze
polskich flag. Ponad 120 tysięcy uczestników wielkiego Marszu w obronie
Telewizji Trwam połączyło pragnienie prawdy i wolności w mediach.

– Tylko tej Telewizji i temu Radiu wierzę. Inne media nie mówią prawdy –
ocenia Wioletta Matusiak, która po pięciu latach emigracji zarobkowej wróciła do
Polski. Była zszokowana tym, co zobaczyła – sytuacja okazała się zupełnie inna,
niż przedstawiały ją media publiczne i komercyjne. Zaczęła wtedy oglądać
Telewizję Trwam i słuchać Radia Maryja, które rzetelnie pokazują Polskę pod
rządami Donalda Tuska.

Arbitralne wykluczenie Telewizji Trwam z cyfrowego multipleksu zmobilizowało
do obrony katolickiej stacji również tych Polaków, którzy wcześniej z różnych
powodów nie oglądali tej Telewizji, ale uważają, że katolicki nadawca powinien
mieć takie same prawa jak inni. – Wiem, że tej Telewizji potrzebuje ogromna
rzesza Polaków. Dlatego tutaj jestem. Katolicy, jak każda inna grupa społeczna i
religijna w Polsce, mają konstytucyjnie zagwarantowane prawo do wolności słowa –
podkreśla Joanna Rokosz, która przyszła na marsz ze swoim kilkuletnim synkiem
Antonim. Według niej, bezzasadna odmowa Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym
multipleksie to kneblowanie ludziom ust i odbieranie tej wolności. Uwagę
przykuwa koszulka Joanny z napisem: "Lady Moher". Kobieta tłumaczy, że założyła
ją w poczuciu solidarności z tymi, których się dzisiaj dyskryminuje, w obronie
ludzkiej godności. – Wyśmiewanie kogokolwiek ze względu na jego przekonania
religijne, wygląd czy sposób bycia jest niegodne. Nie zgadzam się na to. Jest we
mnie sprzeciw wobec poniżania jakiejkolwiek grupy społecznej – zaznacza.

Zamach na godność człowieka

Marsze w obronie Telewizji Trwam to inicjatywy na rzecz otwierania ludziom
oczu na rzeczywistość medialną. Pokazują, że Polacy chcą, by w każdym polskim
medium można było mówić swobodnie o tym, co jest prawdziwe, piękne i co służy
człowiekowi. Niestety, dzisiaj większość mediów jest zamknięta na te prawdy. –
Te wartości powinny przyświecać misji zwłaszcza telewizji publicznej. A gdy robi
to Telewizja Trwam, uaktywniają się siły, które starają się nie dopuścić
katolickiego nadawcy na platformę cyfrową – mówi Wojciech Niźnikowski,
przedsiębiorca z Łodzi, który na marsz przyjechał z trojgiem dzieci. Jego
zdaniem, świadczy to o lęku środowisk politycznych i biznesowych, którym
ujawnienie prawdy mogłoby poważnie zaszkodzić, ponieważ wiąże się ze zmianą
myślenia wielu do tej pory manipulowanych ludzi. Pan Wojciech przyznaje, że
jeszcze jakiś czas temu sam pewnych spraw do końca nie rozumiał i nie
dostrzegał. – Żyjemy w epoce obrazu. Dlatego posiadanie własnej telewizji przez
katolików ma kluczowe znaczenie w otwieraniu oczu innym na prawdę oraz na to, co
cenne w życiu człowieka – podkreśla. Dzisiaj w większości mediów promowana jest
pseudowolność, która zamiast służyć, szkodzi człowiekowi. – A tymczasem wolność
to prowadzenie do oczywistych wartości – akcentiuje pan Niźnikowski.

Najbardziej w innych mediach przeszkadza mu to, że nie są one przyjazne
rodzinie. Dostrzega w tym świadome działanie, program niszczenia człowieka,
zniewalania go. – Dlaczego w mediach publicznych i komercyjnych nie mówi się o
tym, jakie są prawdziwe skutki aborcji, eutanazji, antykoncepcji i czym tak
naprawdę jest in vitro? Wokół tych tematów panuje wielka zmowa milczenia –
zauważa. W ten sposób dokonuje się zamachu na coś najważniejszego, na godność
człowieka. Dlatego trzeba tworzyć środowiska wolne od toksycznych mediów.

Nadzieja na przyszłość

Bezprawne blokowanie dostępu Telewizji Trwam do cyfrowego multipleksu nie
tylko dyskryminuje katolików, ale uderza też w całe społeczeństwo, celowo
atomizowane przez władzę. Te praktyki jako żywo przypominają arsenał metod
stosowanych przez rządzących w czasach PRL. – Wracamy do komuny. Widać to
chociażby po tym, jak z mediów publicznych zostali wyrzuceni dziennikarze
reprezentujący niezależne poglądy – zauważają Agnieszka i Jarosław Białeccy z
Żyrardowa. Pan Jarosław dodaje: – Jeśli nie można mówić tego, co się myśli,
pokazywana jest tylko jedna strona, która ma monopol na mówienie, co jest dobre,
a co złe, jeśli nie dopuszcza się do jakichkolwiek debat, z góry wyśmiewając i
ośmieszając tych, którzy mają inne zdanie, jest to po prostu totalitaryzm.

Waldemar Wilczek z Lublina był na marszu w Warszawie, bo nie zgadza się na
niszczenie katolickich mediów. – Przyczyną tej nagonki na Telewizję Trwam, tego
zmasowanego ataku, jest chęć przejęcia całkowitej władzy przez jedną opcję
polityczną. Stąd zamiar kontrolowania wszystkich źródeł informacji
przekazywanych opinii publicznej oraz blokowanie katolickich nadawców –
wyjaśnia. Dla Ewy i Dzierżysława Bonowskich, małżeństwa z Wągrowca koło
Poznania, obecność na marszu była głosem w obronie prawdziwego dziennikarstwa. –
Chcemy bronić prawdy oraz tych dziennikarzy, którzy pracując w Radiu Maryja,
Telewizji Trwam i "Naszym Dzienniku", nam ją przekazują – deklarują. Kieruje
nimi również troska o dobrą, nieopartą na kłamstwie przyszłość ich czworga
dzieci. – Młode pokolenie musi znać prawdę o naszym kraju, naszej historii. Oni
szukają wartości i celów w swoim życiu. W tych mediach znajdują też postawy
oparte na Dziesięciu Przykazaniach – to daje im poczucie bezpieczeństwa w
czasach powszechnego zagubienia, a nam nadzieję na przyszłość – wyjaśnia Ewa,
nauczycielka wychowania fizycznego i wiedzy o kulturze w szkole
ponadgimnazjalnej. Jej mąż Dzierżysław zauważa natomiast, że w trudnych
sytuacjach życiowych w Radiu Maryja i Telewizji Trwam można znaleźć duchowe
wsparcie i pociechę. – Gdy zmarła bliska mi osoba, Radio Maryja było jedyną
stacją, której mogłem wtedy słuchać – opowiada.

Jednak obecnej władzy media katolickie są nie na rękę. Alicja i Paweł
Borczyńscy z Jasienicy koło Warszawy wskazują, że niechęć do Telewizji Trwam
bierze się ze strachu przed prawdą. Oni również patrzą na środki społecznego
przekazu z perspektywy rodziców świadomie wychowujących pięcioro dzieci. – To,
co oferują telewizja publiczna i stacje komercyjne, nie ma nic wspólnego z
wychowaniem w duchu wiary katolickiej i patriotyzmu. Telewizja Trwam i Radio
Maryja pomagają nam wychowywać nasze dzieci tak, żeby czuły dumę z bycia
katolikami i Polakami – tłumaczą. – Dlatego będziemy przychodzili na marsze
dotąd, aż rządzący ulegną – podkreśla Paweł Borczyński.

Chodzi o prawdę

Niezależnie od tego, ilu uczestników marszów w obronie Telewizji Trwam widzą
dziennikarze tzw. mainstreamowych mediów, fakty są takie, że kiedy czoło
sobotniego marszu w stolicy docierało przed kancelarię premiera, plac Trzech
Krzyży opuszczały osoby zamykające pochód. Wystarczy dodać, że odległość
dzieląca te dwa miejsca to około półtora kilometra. To pokazuje, jakie rzesze
Polaków bronią dziś Telewizji Trwam. Bo jak tłumaczą państwo Bonowscy, tu nie
chodzi tylko o miejsce na cyfrowym multipleksie. – Chodzi o dostęp do prawdy, o
rzetelność i uczciwość w środkach społecznego przekazu oraz o promowanie
prawdziwych wartości. Tych wartości, które nam jako Narodowi są bardzo
potrzebne.

Bogusław Rąpała

drukuj