Regres w sensie ścisłym
Po wczorajszym posiedzeniu sejmowej komisji edukacji jest już jasne,
że nowa podstawa programowa szkodzi nie tylko humanistom. Przed katastrofalnymi
skutkami redukcji godzin przedmiotów ścisłych przestrzegają też nauczyciele
fizyki.
Posłowie Platformy Obywatelskiej bez skrupułów odrzucili wczoraj uchwałę i
rezolucję piętnujące nową podstawę programową drastycznie ograniczającą naukę
historii w szkołach średnich. Poseł Ryszard Terlecki (Prawo i Sprawiedliwość),
reprezentujący wnioskodawców rezolucji wzywającej rząd Rzeczypospolitej Polskiej
do zmiany rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 7 lutego 2012 r. w
sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych, wskazał na wczorajszym
posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, że za reformą
nauczania w szkołach stoją względy ideologiczne, a nie racjonalne. – Autorzy
podstawy programowej spotkali się z profesorami historii kilku uczelni u
prezydenta Bronisława Komorowskiego i efekt dyskusji był taki, że pojawił się
postulat minimum środowisk sprzeciwiających się nowej podstawie programowej.
Mianowicie, żeby jeden z modułów – "Panteon narodowy i ojczyste spory" – był
obowiązkowy, a trzy pozostałe do wyboru. MEN odpowiedziało, że wprowadziłoby to
bałagan do ustawy, co potwierdza fakt, że celem nie jest reforma, ale
eliminowanie treści patriotycznych ze szkoły polskiej. Trzeba to skonstatować ze
smutkiem, ale tak jest – zauważył Terlecki.
Ta argumentacja nie przekonała jednak parlamentarzystów Platformy, którzy
bardziej byli zajęci własnymi rozmowami. Prośby o ciszę kierowane ze strony
szefa komisji pozostały bez echa. Trudno było nie odnieść wrażenia, że
lekceważyli w ten sposób głos masowego protestu społecznego, rodziców,
nauczycieli oraz środowisk naukowych wobec reformy szkolnictwa wprowadzanej
zapamiętale najpierw przez Katarzynę Hall, szefa resortu edukacji w latach
2007-2011, i jej następczynię – Krystynę Szumilas. Rezolucja proponowana przez
posłów PiS i uchwała autorstwa Solidarnej Polski zwracają uwagę na konsekwencję
zmian w szkolnictwie, jaką będzie m.in. kryzys tożsamości narodowej młodego
pokolenia. "Młody człowiek, który nie zna własnej historii, nie będzie
wystarczająco utożsamiał się z własnym narodem. Wpłynie to negatywnie na jego
poczucie własnej wartości. Każdy naród powinien dbać o wychowanie młodego
pokolenia w trosce o utrzymanie duchowej i emocjonalnej więzi między
pokoleniami" – czytamy w uzasadnieniu do uchwały. Jak wskazał Jerzy Żyżyński
(PiS), problem jest szerszy, bo dotyczy również przedmiotów ścisłych. Zgodnie z
reformą nauczanie ogólne kończyłoby się na I klasie szkoły średniej. Poseł
zacytował list jednego z nauczycieli fizyki. "Jak wiadomo, reforma redukuje
program nauczania. Ostatnie działy fizyki kończą się w I klasie szkoły
ponadgimnazjalnej. W wyższych klasach kontynuowana jest nauka treści
rozszerzonych. Według mojej oceny nauka jest pobieżna bez większej analizy, bez
wyprowadzania wzorów. Nauki ścisłe stają się opisowe, w których załamuje się
logiczny ciąg matematyczny. Uczniowie nie mają czasu na wyćwiczenie umiejętności
matematyczno-fizycznych, czyli dobrego przygotowania się do materiału
rozszerzonego" – czytał parlamentarzysta przy wtórze hałaśliwych pogawędek,
jakie prowadzili ze sobą parlamentarzyści koalicji. W konkluzji pisma nauczyciel
fizyki oceniał krytycznie "autorów reformy", "którzy bardziej przekazują
entuzjazm niż poważne propozycje, a sama reforma nie przyniesie korzyści
polskiej nauce". "Uważam, że ta nieudolna próba zmiany kształcenia polskiej
młodzieży powinna być powstrzymana" – apelował w liście pedagog. Pomimo
rzeczowych argumentów posłów sprzeciwiających się zmianom w szkolnictwie los
pierwszego czytania uchwały i rezolucji był przesądzony. Urszula Augustyn (PO),
wiceprzewodnicząca komisji, postawiła wnioski o odrzucenie obu projektów.
Zostały one przyjęte większością głosów koalicji. Za odrzuceniem uchwały
opowiedziało się 21 posłów w stosunku do 13 przeciwnych, a rezolucji: 23 do 13.
Jacek Dytkowski
