Na marszu nie skończymy

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia
Krzysztof Losz
.

W sobotnim Marszu w obronie Telewizji Trwam brały udział dziesiątki
tysięcy osób. W jakim celu, zdaniem Ojca, przyjechali do Warszawy? O co im
chodziło?

– Chodziło o wolność. Dzisiaj słyszałem wypowiedzi ludzi z Gdańska. Młody
człowiek, 20-letni, zapytany, dlaczego przyjeżdża na marsz, powiedział: "Bo to
jest mój obowiązek". A dzień przed manifestacją do osoby, która organizowała
wyjazd, zadzwonił 90-letni gdańszczanin i zapytał: "Ja chcę jechać. Czy mnie
jeszcze weźmiecie?". "A dlaczego chce pan jechać?". "Jak to? Przecież pan Luft
mówi, że nic się nie dzieje, że nie ma powodów do protestów, że Telewizja Trwam
może nadawać. Tylko na jakich warunkach? Trzeba mieć satelitę albo kablówkę i za
to wiele płacić".

Taki przekaz, że Telewizji Trwam nic nie grozi, rzeczywiście był
prezentowany ze strony pana Krzysztofa Lufta i przewodniczącego KRRiT Jana
Dworaka. Obaj twierdzili, że nie ma powodu do organizowania marszu.

– Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że jestem zdziwiony, iż w konstytucyjnych
organach są ludzie, którzy kłamią. Kłamią w sprawie Telewizji Trwam, Fundacji
Lux Veritatis, w sprawie naszej sytuacji finansowej czy składanych dokumentów.
Dlatego apeluję do sumienia tych ludzi, którzy mienią się katolikami: bycie
katolikiem zobowiązuje do mówienia prawdy. Apeluję też do ludzi, którzy ich
wprowadzili do Krajowej Rady, aby nie działali wbrew katolikom. W Polsce do
Kościoła katolickiego przyznaje się 96 proc. ludzi i mamy nie mieć nawet jednego
miejsca na multipleksie? To skandal. To jest pójście w kierunku totalitaryzmu.
To jest totalitaryzm w innej formie niż komunistyczny, ale równie groźny. To nie
jest demokracja.

Na manifestacji były osoby z zagranicy. Jedyny kontakt z Ojczyzną
zapewniają im Telewizja Trwam i Radio Maryja.

– Radio Maryja i Telewizja Trwam spełniają tę misję, którą powinny spełniać
media publiczne. My zajmujemy się całym człowiekiem, w jego wymiarze duchowym,
intelektualnym, fizycznym, psychicznym. Robimy to, co nam Pan Bóg zadał, byśmy
realizowali na ziemi. To chcemy rozwijać, pomagać ludziom. Telewizja czy radio
katolickie nie może zatrzymać się tylko na modlitwie, nie możemy zatrzymać się
na jednym aspekcie. Musimy wypełnić wszystkie potrzeby człowieka, od dziecka aż
do tego etapu ostatecznego. Katolickie nie znaczy pobożnościowe, ale powszechne,
obejmujące całego człowieka.
Wszyscy mówią mi w Chicago, Toronto i wielu innych miastach, co im dają
Telewizja Trwam i Radio Maryja: dają im prawdziwą Polskę. Ludzie są przerażeni
tym, co się teraz dzieje w Polsce, że nasza Ojczyzna się nie rozwija, tylko jest
likwidowana. Ludzie są tym przerażeni, mówią, że nie o taką Polskę walczyli. Bo
nie realizuje się interesów Polaków, naszej Ojczyzny, ale realizuje się interesy
jej wrogie.

Co Ojciec czuł, widząc nieprzebrane tłumy w Warszawie? Radość, dumę?
– Ktoś mi przysłał SMS-a w trakcie manifestacji: "Jestem dumny z Polski". W tym
SMS-ie jest zawarte wszystko. Na marszu pokazała się prawdziwa Polska. Ktoś
mówił, że był na wielu spotkaniach, pielgrzymkach, ale nigdzie nie było aż tak
pięknej atmosfery jak w Warszawie. Zobaczyłem morze ludzi w Alejach
Ujazdowskich. Kamera była umieszczona na wysięgniku i widziałem, że gdy
niektórzy ludzie byli pod kancelarią premiera, nie wszyscy wyszli jeszcze z
placu Trzech Krzyży. To była największa manifestacja po wojnie. Co mnie jeszcze
ujęło? Niesamowita kultura, uprzejmość. Opowiadano mi, jak ludzie byli sobie
życzliwi w każdym miejscu: na dworcu, na placu, na ulicy. Cieszył mnie widok
całych rodzin z dziećmi. Ludzie przyszli, nie dali się zastraszyć mimo tego, co
jeszcze w piątek mówił premier. Bo to, co mówił premier, przypomniało mi to, co
kiedyś powiedział Józef Cyrankiewicz, że będą obcinali ręce, które zostaną
podniesione na władzę ludową. W piątek premier zaprezentował ten sam styl, tę
samą butę.

Może władze właśnie liczyły na to, że dojdzie do jakiejś prowokacji?
– Dowiedziałem się o tym, że podczas marszu były próby zorganizowania takiej
prowokacji. Ale ludzie nie dali się sprowokować, potraktowali prowokatorów jak
powietrze. Zachowali się kulturalnie i odpowiedzialnie. Chciałbym też dodać, że
ludzie przygotowali i przywieźli ze sobą transparenty z różnymi hasłami, często
bardzo dowcipnymi. To nie tylko dowód na ich poczucie humoru, talent, ale także
właśnie na kulturę. I tej kultury powinny się uczyć od nich niektóre osoby z
parlamentu czy pseudodziennikarze.

Marsz, jak Ojciec zauważył, zgromadził rzesze ludzi, a w mediach
podawano, że uczestniczyło w nim tylko 20 tysięcy osób…

– To mi przypomina historię, jaką opowiadał ojciec Zbigniew Pieńkos z pobytu
premiera Jarosława Kaczyńskiego w kościele Świętej Trójcy w Chicago. Były tam
obecne dziennikarki Polsatu i TVN. I jedna z nich pyta drugą: "Ile podamy, że
jest ludzi?". Ona odpowiada: "300 osób". Na co tamta odpowiada: "Żeby nie było
tak samo, ja podam 280". Tymczasem tylko w ławkach mieści się 800 osób, a
kościół był wypełniony po brzegi i większość ludzi stała. Ale tak te media
relacjonują i to nie jest godne dziennikarza. To nie są dziennikarze, to są
najemnicy. Najwyższy czas, żeby dziennikarze postępowali etycznie, bo niestety
tracą obiektywizm i łatwo im jest kłamać, zwłaszcza jeśli bardzo dużo zarabiają.
Opowiadano mi, jak ktoś jednemu z dziennikarzy zaproponował udział w pewnej
niezależnej inicjatywie medialnej. Ale on odmówił, odpowiedział: "Nie, z takich
pieniędzy, jakie mi tu płacą, nie zrezygnuję".

Czy sobotni marsz daje nadzieję, że wreszcie Telewizja Trwam będzie
traktowana uczciwie, tak jak inni nadawcy?

– Tak, ja mam taką nadzieję. Przygotowywane są zresztą kolejne manifestacje, bo
nie wolno nam na tym skończyć, trzeba iść aż do zwycięstwa, a władza niech się
zastanowi nad tym, co robi.

Rozumiem, że będą też w dalszym ciągu zbierane podpisy pod protestem do
KRRiT?

– Tak, zbieramy podpisy, ale i organizujemy manifestacje. One są przygotowywane
nie tylko w kraju, ale także poza Polską. Już słyszę, że w Chicago i Toronto. My
nie ustąpimy, bo upominamy się o prawa nam należne, nie szukamy przywilejów, ale
tego, co jest zgodne z zasadami demokracji i sprawiedliwości.

Smutne jednak jest to, że trzeba się uciekać do manifestacji, aby o tych
prawach przypominać.

– Tak, to smutne, bo kiedyś gnębiła nas komuna, a teraz robią to jej następcy,
zmienili tylko szaty, metody. W trakcie przemian zapomniano o człowieku, Naród
został oszukany. Popatrzmy na prywatyzację: doszło do wyprzedaży, a wręcz
rozkradania majątku narodowego. Teraz między innymi ludzie, którzy tego
dokonali, obejmują wysokie stanowiska nie tylko w strukturach unijnych.
Niestety, obecnie widzimy działania w podobnym duchu, też liczą na synekury poza
Polską. To wszystko przypomina czasy przedrozbiorowe. I dlatego trzeba, żeby
ludzie się obudzili. I dobrze, że się budzą, że innych budzą. Bo tylko razem
możemy ochronić wspólne dobro. Nie może być tak, że każdy myśli o sobie. Tak jak
powiedział ks. Piotr Skarga, że statek – Polska – tonie. Nie można brać tobołków
i z tego statku wyskakiwać, bo i my utoniemy, i ten statek. Potrzebna jest
modlitwa i potężna praca, także ewangelizacyjna. Wtedy Polska się zmieni.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj