Czarnolas Jana Kochanowskiego

Ja, Panie, niechaj mieszkam
w tym gniaździe ojczystym.

Idzie ku nam Jan Czarnoleski, niby wracając z przechadzki po swym parku.
Twarz mroczna i godna, wiernie z nagrobka skopiowana. Ale w rękach założonych z
tyłu sutej staropolskiej sukni – poeta trzyma różę…

Taki pomnik wita nas, gdy wkraczamy do siedziby Kochanowskiego w Czarnolesie,
który za jego czasów należał do województwa sandomierskiego, dziś jest wpisany
do mazowieckiego, a zawsze kojarzył się nam z literaturogenną ziemią
świętokrzyską. Czarnoleska róża – nie więdnie.

 

"Najczulsi rodzice"

Nieopodal Czarnolasu jest miejscowość Zwoleń. Tam, w kościele pod wezwaniem
Podwyższenia Krzyża znajduje się kaplica Kochanowskich. Posiada ona dwie
bezcenne pamiątki – epitafia rodziców Kochanowskiego i ich sławnego syna. Uczcił
swych rodziców łacińskim pożegnaniem, które w polskim przekładzie brzmi:
"Witajcie połączone Dusze, Piotrowi Kochanowskiemu, sędziemu ziemi
sandomierskiej, i Annie Białaczowskiej, jego małżonce. Gdy po zgonie
dobroczyńców, dla okazania im wdzięczności nader skromne pozostają środki, Jan
Kochanowski rodzicom najczulszym ten kamień, skropiony długo wylewanymi łzami,
położył".

Co wiemy o "najczulszych" rodzicach? Do sędziego ziemi sandomierskiej Piotra
Kochanowskiego, ojca poety, należały wsie Policzna, Sycyna, Barycza, Czarnolas
na pograniczu Puszczy Kozienickiej. Nie była to imponująca fortuna, ale zgrabny
wierszyk powiada:

Policzna – śliczna,
na Baryczy – ryb nie zliczy,
Sycyna – daje wina,
Czarnolas – wyżywi nas!
Nazwa Czarnolas wiodła się
od ciemnozielonego boru,
gdzie dominowały jodły.

Piotr Kochanowski zręcznie i przemyślnie gromadził dobra, w czym dopomógł mu
sążnisty posag panny Anny Białaczowskiej. Otóż i matka. Kobieta niezwykła.
Urodziła dzieci jedenaścioro! Cztery córki. Siedmiu synów. Gdy Piotr Kochanowski
zmarł w 1547 roku, licząc lat 62, pani Anna miała lat 40. Profesor Henryk
Barycz, wybitny znawca polskiego renesansu, w swej cennej pracy "Z zaścianka na
Parnas – Drogi kulturalnego rozwoju Jana Kochanowskiego i jego rodu" –
przebadawszy dziesiątki dokumentów, taki kreśli wizerunek matki Jana
Kochanowskiego: "Zostawszy wdową, nie opuściła rąk. Wspomagana przez
najstarszego syna nie ugięła się pod ciężarem kłopotów (…). Niepospolita to
jak na ówczesną kobietę głowa finansowa i dużej miary talent".

W twórczości wielkiego syna jawi się piękny portret matki. W XIX trenie –
ostatnim i najdłuższym z cyklu dramatycznych pożegnań ukochanej córeczki –
przybywa macierz z zaświatów, by pocieszyć syna, pytając: "Czyli nas już umarłe
macie za stracone/ I którym już na wieki słońce jest zgaszone?/ A my, owszem,
żywiemy…". I życie to wolne jest od trosk i smutków towarzyszących na ziemi…

Z jedenaściorga swych dziatek utraciła pani Anna dwoje. Z pozostałych miała
pociechę, chociaż nie dożyła sławy Jana. Ale musiała ją cieszyć miłość wzajemna
rodzeństwa, a tę pięknie wyrazi Kochanowski, żegnając najstarszego brata Kaspra,
który w chwili śmierci ojca miał lat 21 i dzielnie wspierał matkę, opiekując się
młodszym rodzeństwem. Powiedział o nim serdecznie jego brat Jan w mowie
żałobnej: "Albowiem straciliśmy w domu swoim nie tak brata jako właśnie ojca".
Spośród rodziny braci poety godzi się jeszcze przywołać tych, którzy także
sięgali po laury literackie. To Andrzej, pierwszy polski tłumacz "Eneidy"
Wergiliusza, i bratanek – Piotr Kochanowski, tłumacz niezrównany wspaniałych
eposów włoskich doby renesansu. Jego przekładami "Orlanda szalonego" Ariosta i
"Jerozolimy wyzwolonej" Tassa zachwycać się będą romantycy polscy.
 

"W obcych błąkałem się krajach"

Przestrzegał Jan Kochanowski każdego, kto będzie chciał tropić jego życie i
twórczość: "Powiedzcie mu, niech próżno nie frasuje głowy,/ Bo się w dziwny
labirynt i błąd wda takowy…". Nie wiadomo, kiedy się urodził. "Około roku
1530" – informuje kalendarium. Gdzie? No, przynajmniej to wiemy – w Sycynie. W
latach 1981-1987 pracownicy Instytutu Historii Kultury Materialnej Polskiej
Akademii Nauk przeprowadzili tam prace archeologiczne, odkrywając fundamenty
renesansowego dworu. Historię walki miłośników pamięci i tradycji, by ocalić
miejsce urodzenia poety, opowiada książka Stanisława Janusza "Boje o
Kochanowskiego", kończąca się smutną konstatacją, iż miejsce to "przedstawia
żałosny, przygnębiający wygląd. Pustka, trochę starych drzew i widok na…
wielkie, betonowe chlewnie". Dobrze, że Czarnolas uniknął takiego losu!

Powróćmy do dziejów żywota Czarnoleskiego Jana. Studiuje w Krakowie, Królewcu
i Padwie filozofię, historię, literaturę starożytną, naukę wymowy, stylu,
gramatykę, matematykę i astronomię. Uniwersytet Padewski jest jednym z
najsławniejszych w Europie. Studia Jana z Czarnolasu przypadły na
najświetniejszy okres uczelni, która zdystansowała wówczas Paryż i Oxford,
łącząc fenomenalnie tradycję z nowoczesnością… W Padwie Kochanowski zdobył swą
wspaniałą kulturę umysłową i ukształtował profil poetycki, a także podjął ważką
decyzję – by pisać w języku ojczystym.

Trafnie i pięknie powiedział poeta i tłumacz Julian Ejsmond, iż
"piśmiennictwo nasze przed Kochanowskim było rokiem bez wiosny (…) uśmiecha
się on do Boga, pierwszy tworzy pogodne hymny religijne (…). Poeta nie tylko
lęka się Stwórcy, ale i kocha Go".
Zanim powróci do kraju, odbędzie ogromną podróż – do Francji, Niemiec i Włoch.

Z pobytu we Francji ostał się świetny list poetycki: "Dom nieszczęśliwy,
obojga rodziców pozbawiony, głośno mnie wzywał do ojczystej ziemi, gdy jako
podróżnik w obcych błąkałem się krajach".

 

"Wolność droższa mi nad perły"

W pierwszym życiorysie Kochanowskiego, spisanym przez Szymona Starowolskiego
w "Setniku pisarzów polskich" z 1625 roku, czytamy: "Po jego powrocie do
ojczyzny, Filip Padniewski, biskup krakowski (…) powołał go do służby na
dworze królewskim".

Poeta wkroczył w krąg dworu ostatniego z Jagiellonów i dedykował Zygmuntowi
Augustowi swój poemat "Satyr albo Dziki Mąż". Oto wypłoszony siekierami,
rąbiącymi polskie puszcze, bożek leśny – Satyr zjawia się na królewskim dworze i
wytyka Polakom wady i błędy przed obliczem Zygmunta Augusta, zalecając monarsze:
"i sam żyj przykładnie".

Latem 1569 roku trwały w Lublinie obrady sejmu, który miał doprowadzić do
sławnej unii polsko-litewskiej i powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Kochanowski był u boku Zygmunta Augusta i w utworze "Proporzec", jako
zdeklarowany zwolennik unii, dziękuje królowi, który "przywiódł w jedność dwa
wielkie narody/ życząc Litwie i Polszcze wiekuistej zgody".

Około roku 1570 w swym poetyckim liście pożegnalnym z dworem królewskim
Kochanowski mówi: "Łany ojczyste uprawiam, żegnaj dworze zwodniczy, bo już nie
dbam wcale o twoje wielkie obietnice. Wolność droższa mi nad perły…".

Czarnolas przypadł mu w wyniku rodzinnych działów razem z polami pięknie
nazwanymi Boża-niwa. Jak powie Jan – "zbliża się zima mego życia". Ma lat 40. I
chce już "w rodzinnej zestarzeć się zagrodzie": "To tylko krótko powiem: dochody
szczuplejsze/ Ale myśl bezpieczniejsza i serce wolniejsze".

 

"Wezwanie do Czarnolasu"

Jak wyglądał czarnoleski dwór? Nie wiemy, niestety. Na pewno był drewniany, z
bali sosnowych, kryty gontem. Nad wnijściem Kochanowski umieścił swą piękną
fraszkę "Na dom w Czarnolesie":

Panie! to moja praca,
a zdarzenie Twoje;
Raczyż błogosławieństwo
dać do końca swoje!
Inszy niechaj pałace
marmorowe mają,
I szczerym złotogłowem
ściany obijają:
Ja, Panie! niechaj mieszkam
w tym gniaździe ojczystym,
A Ty mnie zdrowiem opatrz
i sumnieniem czystym.

Do tego czarnoleskiego domu poeta zaprasza wybrankę serca. Nazywała się
Dorota Podlodowska i pochodziła z rodu zacnego. Była córką wybitnego posła i
mówcy sejmowego z czasów obu królów Zygmuntów. Ślub odbył się w roku 1575 i z
tej okazji szczęśliwy pan młody (lat 45 liczący!) ukończył swą piękną "Pieśń
świętojańską o Sobótce":

Dwanaście panien tańczy wokół płonącego ognia, a wśród nich czarnooka
oblubienica z warkoczami jak gałęzie brzóz…

"Nieprzepłacona Doroto,/ Co między pieniędzy złoto,/ Co miesiąc między
gwiazdami,/ Toś ty jest między dziewkami./ A kiedy cię pocałuję,/ Trzy dni w
gębie cukier czuję…". Po zaślubinach niczego już do szczęścia nie brakowało…
No, może dobrze by było jeszcze mieć syna. Na razie rodzą się – Ewa, Poliksena,
Halszka, Krystyna, Urszula, Hanna… Sześć cór. Świat wokół jest piękny.
Sielanka czarnoleska trwa. Kwitną dzieci, kwitnie ogród. Wokół szumi park z ową
miodem pachnącą legendarną lipą, uczłowieczoną powiernicą poety, zapraszającą:
"Gościu! siądź pod mym liściem a odpocznij sobie…".
"Nieprzepłacona Dorota" okazała się godną i oddaną żoną. Poświęci jej
Kochanowski wiele słów serdecznych w swych pieśniach: "swego męża ona – Głowy
korona…".

Trosk nie ma. "Wsi spokojna, wsi wesoła! który głos twej chwale zdoła?".

Obfite jest żniwo czarnoleskie. Tu powstaje "Psałterz Dawidów" – przekład 150
psalmów z ową znamienną dedykacją: "I wdarłem się na skałę pięknej Kalijopy,/
Gdzie dotychmiast nie było znaku polskiej stopy". Mickiewicz w wykładach
paryskich mówi o tłumaczeniu Kochanowskiego: "Stworzył dzieło, które zapewnia mu
nieśmiertelną sławę i trwać będzie dopóty, dopóki język polski zachowa swą
udzielność (…). Wszyscy Słowianie powinni by studiować ten przekład, wszyscy
Polacy znać go na pamięć"

O niezwykłej żywotności psalmów Kochanowskiego świadczy wzruszający przykład.
Oto w korespondencji dwojga młodych ludzi, którzy mieli stać się bohaterami
najsławniejszej książki czasów okupacji, do dziś uczącej Braterstwa i Służby –
"Kamieni na szaniec" Aleksandra Kamińskiego – odnalazłam list Basi – ukochanej
Alka Dawidowskiego, która w roku 1943 pisze: "Wspominałam Ci kiedyś o modlitwie
"Kto się w opiekę" (…) wierzę w jej skuteczność i chciałabym, żebyś się modlił
jej słowami. Sam zobaczysz, jaka jest aktualna i żywa.

Kto się w opiekę odda
Panu swemu
A całym sercem szczerze ufa Jemu
Śmiele rzec może
– mam obrońcę Boga,
Nie przyjdzie na mnie
żadna straszna trwoga.

W Czarnolesie powstały "Pieśni" – a wśród nich ta, o której Papież Polak
powie, iż "weszła do kanonu pobożności rodaków", stając się hymnem dziękczynnym
śpiewanym po Komunii Świętej:

Czego chcesz od nas, Panie,
za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa,
którym nie masz miary?

I ta – z frazą cytowaną na tablicach poległych za Polskę w wojnach i
powstaniach:

A jeśli komu droga otwarta
do nieba – Tym, co
służą Ojczyźnie!

Jego sława za żywota już była ogromna. Zapowiadano, że pierwej "wiatry obalą
skały twarde i wysokie Tatry", pierwej "ku górze Wisła wróci się od morza": "Niż
zgaśnie jego sława na tej niskiej ziemi,/ Gdy spólnie będzie w niebie z duchy
szczęśliwemi!".

Król Stefan Batory daje poecie jesienią 1579 niezwykły przywilej – to chyba
pierwsza i jedyna w dziejach naszej literatury ochrona królewska praw
autorskich.

Tenże król Batory w tym samym 1579 roku mianuje Kochanowskiego na stanowisko
wojskiego sandomierskiego z motywacją: "Jego liczne i szlachetne przymioty, jego
dla kraju zasługi, jego przezacne i wyborne zdolności, tudzież niezwykła nauka,
od nas zdaje się wymagać (…), aby jak pomnikowymi dziełami swego dowcipu
przynosi ojczyźnie chlubę i użytek, tak nawzajem od niej zaszczyty i godności
odbierał".

Kończył się obfity w zaszczyty i sukcesy rok 1579. I wtedy w szczęśliwe
czarnoleskie gniazdo uderzył grom. "Jan Kochanowski, niefortunny ociec swojej
namilszej dziewce z łzami napisał: nie masz cie Orszulo moja!". Ta dedykacja
pełna rozpaczy i żalu osieroconego ojca otwiera cykl "Trenów", które uczyniły
dwuipółletnią Urszulkę najsławniejszym dzieckiem polskim przez wieki… Miłość
przegrała ze śmiercią. I już tylko została nadzieja, że spotkają się w
niebiesiech…

Tam cię ujrzę – da Pan Bóg,
a ty więc drogimi
Rzuć się ojcu do szyje
rączynkami swymi!

I powiedziano pięknie, że geniusz poetycki ojca uniósł dziecko tak wysoko, że
z oddali wieków – widzimy "najmilejszą Orszuleczkę", podziwiamy jej urok,
wdzięk, żywość – i opłakujemy.

Na Czarnolas pada cień żałoby, z którego wyrywa Kochanowskiego hetman Jan
Zamoyski, zlecając mu ambitne zadanie – opisanie walk króla Batorego, który
ruszył, by odbić ziemie wydarte Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Powstaje
potężna łacińska "Jana Kochanowskiego do Stefana Batorego sławnego króla
polskiego – Pieśń zwycięstwa nad Moskwą w wojnach o powrót Inflant rok po
Narodzeniu Chrystusa 1582".

"Pieśń zwycięstwa" Batorego nad carem rosyjskim Iwanem Groźnym to ostatnie
zwycięstwo Czarnoleskiego Jana za jego żywota. Umiera w Lublinie – 22 sierpnia
1584 roku, nagle. Taką datę podano na nagrobku poety, istniejącym do dziś w
Zwoleniu. Żegnano go "Trenem żałobnym": "Zgasł przepotężny mistrz polskiej
pieśni".

Wyrażał Kochanowski nadzieję: "że moich kości popiół nie będzie wzgardzony".
Niestety, niestety…

Rzecz czarnoleska

Pielgrzymowali do Czarnolasu w XIX stuleciu studenci warszawskiego Instytutu
Agronomicznego, malarze i poeci. Cyprian Kamil Norwid pisał:

Czarnoleskiej ja rzeczy
Chcę – ta serce uleczy!

Takim mottem norwidowskim opatrzył tom swej poezji "Rzecz czarnoleska" Julian
Tuwim – "oddechem wielkiej Czarnoleskiej Rzeczy – zbudzony i wyzwolony".

Okupacja niemiecka i lata tuż po wojnie niszczyły Czarnolas… Szczęściem
ocaliła siedzibę decyzja utworzenia muzeum, które bardzo szumnie i tłumnie
otworzyło swe podwoje we wrześniu 1961 roku. W latach 1979-1980 gruntownie
wyremontowano dwór i zaaranżowano wnętrze. Znajdują się w nim dwie pamiątki
wiązane z Janem Kochanowskim. To żelazne drzwi z wyciętym herbem poety – Korwin
– krukiem trzymającym w dziobie wieniec, i fotel pokryty kurdybanem o
finezyjnych złoconych tłoczeniach stylizowanych na wazy greckie i liście
akantu…

Zgromadzono z pietyzmem fotokopie pierwodruków i rękopisów, wydania poezji i
portrety Czarnoleskiego Jana, rzeźby, sprzęty z epoki, meble, świeczniki,
zegary, dzbany, gobeliny, tkane współcześnie, a ukazujące sceny z życia poety…
Na honorowym miejscu – staranna kopia wzruszającego obrazu Matejki ukazującego
poetę pochylonego nad zmarłą Urszulką…

Każda komnatka jest ozdobiona cytatami poezji Kochanowskiego i poświęconych
mu wierszy… Nad gablotką z książkami słowa Pana Jana:

Proszę, niech ze mną zaraz
me rymy nie giną,
Ale kiedy ja umrę,
ony niechaj słyną.

W gabinecie poety – figury woskowe państwa Kochanowskich i dwóch córeczek.
Komentarz zwiedzających nastolatek: – No popatrz, to i w szesnastym wieku nie
było dżentelmenów… Mąż siedzi, a pani Kochanowska – stoi!

Zadbany park zachwyca potężnym starodrzewiem, wśród którego królują sędziwe
lipy. Czarnolas jest oddziałem Muzeum Jacka Malczewskiego w Radomiu. Współdziała
z kierownictwem radomskie Stowarzyszenie imienia Kochanowskiego "Renesans".
Odbywają się co roku "Czarnoleskie spotkania sobótkowe" i finał ogólnopolskiego
konkursu poetyckiego "O dzban czarnoleskiego miodu"… Napisał wybitny znawca
twórczości autora "Fraszek" – profesor Stanisław Windakiewicz: "Czarnolas,
kolebka polskiej sztuki, powinien stać się celem pielgrzymek młodzieży i
artystów polskich, źródłem szlachetnych natchnień i postanowień"…

Jedźcie do Czarnolasu!

"Złożyliśmy prochy poety"…

"Joannes Kochanowski hic requiescit…" – "Tu spoczywa Jan Kochanowski…" –
głosi epitafium w kaplicy Kochanowskich w kościele pod wezwaniem Podwyższenia
Krzyża w Zwoleniu. Czy spoczywa?

Ten "kości popiół", o szacunek dla którego prosił poeta w pieśni – nie zaznał
spokoju. Jego los był dramatyczny i smutny. W 1796 roku Tadeusz Czacki – wielki
opiekun oświaty doby oświecenia, współtwórca Towarzystwa Przyjaciół Nauk –
sporządził niesamowity dokument mówiący, że z grobu poety zabrał jego głowę,
którą przekazał w ręce Izabeli z hr. Flemingów ks. Czartoryskiej, która – jak
wiadomo – jako pierwsza w naszych dziejach gromadziła narodowe pamiątki.
Dodajmy, że ta osobliwa relikwia (aczkolwiek badania antropologiczne z lat
międzywojennych nie potwierdziły jej autentyczności) znajduje się do dziś w
krakowskim Muzeum Czartoryskich, przechowywana w sarkofagu z marmuru wspartym na
lwich łapach.

Pozbawione głowy zwłoki poety zostały na początku XIX wieku (około 1830 roku)
usunięte z krypty mieszczącej się w podziemiach kaplicy i pogrzebane wraz z
innymi we wspólnej mogile na cmentarzu przykościelnym. W roku 1901 wybudowano w
tym miejscu kostnicę. Ciąg dalszy losów "popiołu kości" autora "Trenów"
relacjonuje wspomniana już praca "Boje o Kochanowskiego" autorstwa Stanisława
Janusza, mieszkańca Zwolenia, żołnierza Armii Krajowej, żarliwego obrońcy
pamięci poety. Lektura to zasmucająca i optymistyczna zarazem. Bojownicy o
pamięć Kochanowskiego doprowadzili do ekshumacji kości skrywanych pod podłogą
kostnicy. 21 czerwca 1984 roku odbył się uroczysty pogrzeb tych szczątków z
udziałem hierarchów Kościoła, przedstawicieli kultury polskiej – literatów,
aktorów – i tysięcy mieszkańców ziemi świętokrzyskiej.

Z Watykanu od Papieża Polaka przybiegły słowa: "Dziękując Bogu za dzieło
poetyckie Jana Kochanowskiego, myślimy z wdzięcznością o tym wielkim, zbiorowym
dobru, jakie stanowi polska kultura, dzięki której zachowaliśmy jako naród
własną tożsamość i suwerenność".

Barbara Wachowicz

drukuj