Zaangażowani w imię prawdy
Z panem Wojciechem, przedsiębiorcą z Łodzi, rozmawia Jacek Dytkowski.
Przyjechał Pan z Łodzi z rodziną, by manifestować w obronie Telewizji
Trwam?
– Tak, ale moja rodzina jest jeszcze liczniejsza. Żona z dwojgiem małych dzieci
pozostała w domu, a ja przyjechałem razem z dwiema córkami i synem. Mamy
przyjemności wziąć udział w marszu i manifestacji. Protestujemy przeciwko
ograniczaniu wolności słowa poprzez blokowanie dostępu dla wszystkich Polaków do
medium, jakim jest Telewizja Trwam.
Dlaczego jest to tak ważne, żeby właśnie ta stacja dostała miejsce na
pierwszym multipleksie?
– To bardzo ważne, ponieważ w przypadku blokowania tego głosu, który jest
prawdziwy, dochodzi do ogromnej manipulacji na skalę całego Narodu. Media mają
ogromny wpływ na świadomość młodego człowieka, a nawet dojrzałych ludzi. Mogą w
pewien sposób ukazywać nie do końca prawdziwy obraz rzeczywistości. I to się
dzieje. Osobiście doświadczam tego na różnych poziomach życia. Dobrze jednak, że
są ludzie, którzy mają oczy otwarte i potrafią zainicjować pewien ruch
społeczny. Jest to bogactwo Polaków, że stanowimy jeszcze tę siłę, by upomnieć
się o prawdę.
Telewizja Trwam przełamuje pewien monopol medialny?
– Z pewnością. Po prostu otwiera oczy drugiemu człowiekowi na prawdę. A do jej
źródła nie jest tak łatwo dotrzeć w tym trudnym dla Polaków czasie. Dzieje się
bardzo wiele w naszej Ojczyźnie. Są ośrodki reprezentowane przez ludzi, którzy
rządzą naszym krajem, gdzie niestety nie ukazuje się całej prawdy.
Dyskryminacja katolickich mediów ma związek z obecną sytuacją polityczną
w Polsce. Co można zrobić, by temu zapobiec?
– Pierwsze zadanie to otworzyć ludziom oczy. Od razu nasuwa się pytanie, jak
zainicjować większy ruch i zaangażowanie społeczeństwa? Jest to trudne, ponieważ
wydaje się, że żyjemy jeszcze w miarę dostatnio. To może rozleniwiać Polaków.
Mamy gdzie mieszkać, w co się ubrać i nie grozi nam głód. Wydaje się zatem, że
wszystko jest w porządku. Ale spójrzmy na to, w jaki sposób w mediach
publicznych ogranicza się dostęp do prawdy. Mam na myśli temat aborcji,
antykoncepcji, eutanazji, zagadnień in vitro i innych. Pojawia się pewien obłęd,
że tylko w takich mediach jak Telewizja Trwam możemy te problemy poznać, a w
pozostałych istnieje blokada. Ktoś to robi świadomie.
Dlaczego?
– Dlatego że na tym bardzo dobrze się zarabia. Są ogromne grupy interesów i
lobbing, który zbija kapitał właśnie na antykoncepcji, in vitro, czyli tego
rodzaju molochach, które się panoszą. To ogromny przemysł, który nie tylko
niszczy Polaków, ale także cały świat. To dramatyczna sytuacja. Owszem, można
powiedzieć z drugiej strony: nie przesadzajmy, nic się nie dzieje. Nikt nikogo
"nie zabija”. I tu uwaga: sytuacja dzieci poczętych to największy dramat
Polaków. Tymczasem o tym się nie mówi. A jeśli porusza się te sprawy w tym
medium, które próbuje otworzyć ludziom oczy, to od razu pewni ludzie chcą
wygasić i zdusić kiełkujący zalążek prawdy. To jest dramatyczne. Bardzo mnie
boli, że mało jest jeszcze młodych ludzi zaangażowanych w obronę prawdy. Chociaż
uważam, że w nich tkwi siła. Jest kwestią czasu, kiedy ona się zbudzi.
Dziękuję za rozmowę.
