Iluzoryczne czynności na Siewiernym
Z mec. Rafałem Rogalskim, pełnomocnikiem rodzin ofiar smoleńskich,
rozmawia Anna Ambroziak.
Złożył Pan zapytanie do MSZ i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o
harmonogram działań rządu w sprawie zwrotu wraku Tu-154M. Dlaczego?
– Aktualnie są przygotowywane wnioski w trybie ustawy o dostępie do informacji
publicznej zarówno do premiera Donalda Tuska, jak i do ministra spraw
zagranicznych Radosława Sikorskiego. Skierowanie rzeczonych wniosków staje się
konieczne wobec wielokrotnego zapewniania opinii publicznej zarówno przez samego
premiera, jak również przez ministra spraw zagranicznych, że podjęli działania
dyplomatyczne w kierunku wspomożenia wojskowej prokuratury w ich zabiegach
mających na celu wydanie wraku przez stronę rosyjską, tj. początkowo MAK, a
następnie rosyjską prokuraturę. Moi mocodawcy chcą uzyskać informacje, jakie
konkretnie działania zostały podjęte, w szczególności kto i z kim przeprowadzał
rozmowy, względnie do jakiego podmiotu kierował stosowne monity, jaka była ich
treść, jaka była reakcja strony rosyjskiej. Jeśli działania przez polski rząd
zostały w ogóle podjęte, z pewnością okazały się bezskuteczne. Jednakowoż mam
uzasadnione podejrzenia, czy polskie społeczeństwo nie było po prostu
okłamywane, tj. żadne monity nie były kierowane do strony rosyjskiej, a wszelkie
zapewnienia o podejmowaniu działań dyplomatycznych były jedynie elementem PR.
Stąd skierowanie wniosków o udzielenie informacji staje się niezbędne.
Prokuratura w specjalnym komunikacie tłumaczy się, że chociaż wrak i
czarne skrzynki pozostają na terenie Federacji Rosyjskiej, to polscy biegli
mieli do nich dostęp i je gruntownie przebadali.
– Rzeczywiście prokuratura nie dysponuje, co jest powszechnie wiadome, ani
wrakiem, ani czarnymi skrzynkami. Są to dowody pierwotne. A postępowanie karne
powinno bazować przede wszystkim na dowodach pierwotnych. I tylko w wyjątkowych
przypadkach, kiedy nie ma możliwości korzystania z dowodów pierwotnych, korzysta
się z dowodów pochodnych. Owszem, polscy biegli mieli w Moskwie dostęp do
czarnych skrzynek, przeprowadzono specjalistyczne badania również przy użyciu
polskiego sprzętu. Jednakże nie oznacza to, że spektrum badań możliwych do
przeprowadzenia zostało wyczerpane. Nadto polscy biegli powinni mieć
nieograniczony dostęp do tego jakże ważnego dowodu, ponieważ potrzeba wykonania
dodatkowych specjalistycznych badań może się pojawić w każdym momencie.
Niewątpliwie, zarówno rejestratory lotu, jak i szczątki wraku tupolewa są
dowodami pierwotnymi, które powinny być w dyspozycji polskiej prokuratury.
Zwracam uwagę, że wrak samolotu jest dowodem w polskim śledztwie, dowodem
niezwykle istotnym. Dającym podstawę do formułowania wniosków co do przyczyn
zdarzenia. To też symbol narodowej tragedii. Dlatego szczątki wraku powinny jak
najszybciej znaleźć się na terenie Polski. Ubolewam, że strona rosyjska wykazuje
się tak dużym oportunizmem w przekazaniu wymienionych dowodów. Nie wiem, co jest
tego przyczyną, ale jest to głęboko zastanawiające… Mam jednak nadzieję, że
kiedyś będzie można ustalić, jakie były rzeczywiste przesłanki, które powodowały
to, że strona rosyjska do dziś nie przekazała nam czarnych skrzynek i wraku. A
co więcej, wymogła na stronie polskiej podpisanie dokumentu zobowiązującego nas
do pozostawienia rejestratorów lotu w rękach najpierw MAK, a następnie śledczych
Federacji Rosyjskiej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego rząd Donalda Tuska poddał
się takiemu dyktatowi Rosji. Dostęp biegłych do tych materiałów powinien być
nieograniczony, z tego względu dotychczasowe opinie polskich biegłych odnośnie
do tzw. czarnych skrzynek traktuję wyłącznie jako wstępne.
Liczy się Pan z wariantem, że te dowody nigdy nie wrócą do Polski?
– Gdyby dowody te nie wróciły, wskazywałoby to na działania idące w kierunku
matactwa przez stronę rosyjską. Prokuratura rosyjska jest oczywiście instytucją
śledczą, podobnie taką instytucją, tylko w innym wymiarze prawnym, był MAK. Ale
z racji bardzo dużego upolitycznienia wszelkich instytucji po stronie rosyjskiej
decyzja premiera lub prezydenta Rosji mogłaby zdecydować o tym, że zarówno
czarne skrzynki, jak i wrak samolotu zostaną przekazane stronie polskiej, co
oczywiście do teraz nie nastąpiło. Nie wiem, jakie były w tym zakresie działania
po stronie premiera Tuska i ministra Sikorskiego. Słyszeliśmy bardzo wiele
zapewnień, że MSZ idzie w kierunku wywarcia wpływu na stronę rosyjską, że są
przeprowadzane jakieś rozmowy mające spowodować zwrot wraku. Popatrzmy jednak na
fakty. Minęły dwa lata od tragedii, wraku nie ma. Mistrz dyplomacji – a takie ma
o sobie mniemanie minister Sikorski – okazał się całkowicie nieskuteczny. W
grudniu 2010 r. w Polsce był prezydent Miedwiediew, który ogłosił nam, że wrak
niedługo wróci do Polski. Oczywiście nie wrócił. Mówił o tym potem także
ówczesny minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Bez wymiernych efektów.
Było wiele zapewnień ze strony rządu Donalda Tuska, aż w pewnym momencie
przestała o tym mówić strona rosyjska. W tym kontekście możemy mówić o braku
suwerenności Polski pod rządami Donalda Tuska. Poddajemy się dyktatowi Rosji. W
najważniejszym śledztwie w dziejach Polski nie potrafimy odzyskać
najważniejszych dowodów w sprawie, jesteśmy petentami. Pamiętać przy tym należy,
że wciąż nie została wykluczona wersja z udziałem osób trzecich, a zachowanie
kontrolerów lotu jest ze wszech miar nie tyle zastanawiające, ile możemy
całkowicie realnie w oparciu o już dostępny materiał dowodowy rozważać co
najmniej ich odpowiedzialność za wprowadzanie polskich pilotów w błąd, a w
konsekwencji łatwe do przewidzenia dla kontrolerów sprowadzanie na śmierć
wszystkich osób będących na pokładzie Tu-154M ze śp. prezydentem Lechem
Kaczyńskim na czele.
Wróćmy do prokuratury. Andrzej Seremet kilkakrotnie rozmawiał ze stroną
rosyjską o zwrocie wraku. Bez efektów.
– Prokuratura wysyłała różne monity do strony rosyjskiej co do zabezpieczenia
oraz wydania wraku. Jak widać, jest bezradna i bezsilna i nie ma żadnych
instrumentów prawnych wymuszenia na stronie rosyjskiej, aby wrak został nam
przekazany. Warto przypomnieć, że w maju 2011 r. były rozmowy prokuratora
Seremeta z ministrem Sikorskim i premierem Tuskiem w celu uzyskania pomocy
dyplomatycznej polskiego rządu. Rozmowa w mojej ocenie była wyrazem bezsilności
prokuratury, bo Rosjanie nie traktują jej jako partnera. Polscy prokuratorzy są
jedynie petentami dla Rosjan. Jak się okazało, zabiegi prokuratora Seremeta o
uzyskanie pomocy rządu polskiego spełzły na niczym. Nie ma woli politycznej
pomocy prokuraturze. Przecież sprawą oczywistą jest, że wydanie wraku zależy
wyłącznie od dobrej woli jednego człowieka w Rosji. Bez realnej pomocy polskiego
rządu wszelkie monity polskiej prokuratury do strony rosyjskiej są skazane na
niepowodzenie.
Prokuratura w komunikacie podtrzymała opinię, że nie było możliwości
utworzenia wspólnego zespołu śledczego.
– Chciałbym tu powołać się na ekspertyzę doc. dr Beaty Bieńkowskiej z Instytutu
Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Wynika
z niej, że w świetle deklaracji prezydenta Miedwiediewa, który w rozmowie
telefonicznej z premierem Tuskiem zaproponował wspólne śledztwo, oraz polskiego
kodeksu postępowania karnego takie procedury mogły być zastosowane. Artykuł 589b
polskiego kodeksu postępowania karnego wyraźnie stanowi, że możliwe jest wspólne
śledztwo w ramach zespołu prokuratorskiego. Z tej racji, że kodeks postępowania
karnego Federacji Rosyjskiej nie zna instytucji "zespołu prokuratorskiego",
konieczne było zawarcie umowy międzynarodowej w formie ustnej lub pisemnej, a
następnie porozumienia powołującego zespół. Nikt jednak nie wystąpił z taką
inicjatywą po stronie polskiej. W mojej ocenie, prokuratura wykazała tu
kompletną niezaradność i brak kreatywności. Z mojego punktu widzenia zajęłoby to
najwyżej dwa dni. Prokurator generalny Seremet powinien zasygnalizować rządowi
potrzebę stworzenia zespołu. Zabrakło chęci oraz przewidywania po stronie
polskiej, że pozostawienie "głównego" śledztwa całkowicie w rękach rosyjskich
spowoduje, iż polska prokuratura stanie się wyłącznie petentem. Tak też się
zresztą stało. Polska prokuratura nie miała wpływu na decydujące początkowe
czynności procesowe wykonywane przez Rosjan. Obecność polskich prokuratorów w
pierwszych dniach po zdarzeniu była całkowicie iluzoryczna. W oparciu o
całokształt zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego wespół z wieloma
zaistniałymi w ciągu 2 lat okolicznościami – nie mam jakiegokolwiek zaufania do
działań rosyjskich.
Prokuratura przyznaje, że były nieprawidłowości w dokumentacji
sądowo-medycznej ofiar katastrofy, ale – jak tłumaczą śledczy – ekshumowano
ciała trzech ofiar. A wynik jednego z badań potwierdza, że obrażenia są
charakterystyczne dla katastrof lotniczych. Pominięto w ogóle wątek zaniechania
przeprowadzenia sekcji w Polsce.
– Mówiłem to wielokrotnie, było poważnym błędem to, że polscy prokuratorzy nie
uczestniczyli w sekcjach zwłok w Moskwie. Uważam – mówiąc kolokwialnie – że
polscy prokuratorzy zostali ograni przez stronę rosyjską i myślę, że Rosjanie
zrobili to z pełną premedytacją. Niestety ówczesny naczelny prokurator wojskowy
Krzysztof Parulski nie przeciwdziałał temu w jakikolwiek sposób. Przeprowadzenie
wnioskowania było w tym przypadku nad wyraz proste i na zasadzie: zachodzi
podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci, konieczne będą sekcje zwłok,
powinni być przy nich polscy prokuratorzy oraz polscy lekarze. Prokurator
Parulski powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej za zaistniałe z
jego winy zaniechania. Za niedopełnienie obowiązków. Co do obrażeń –
stwierdzenie, że były to urazy charakterystyczne dla zdarzenia lotniczego, nie
świadczy kategorycznie o tym, że mieliśmy do czynienia z typową katastrofą
lotniczą. Takie wnioskowanie byłoby na ten czas błędne. Tak sformułowany wniosek
nie przekreśla też na tę chwilę, że nie mieliśmy do czynienia z udziałem osób
trzecich w spowodowaniu zdarzenia. Wciąż toczy się śledztwo i rzeczone wnioski
biegłych będą wymagały powiązania tychże z pozostałym zgromadzonym w sprawie
materiałem dowodowym. Jakże ważne jest też, że dotychczas przeprowadzono 3
sekcje przez polskich lekarzy. Tylko w jednym z tych przypadków znamy wnioski
końcowe, a w dwóch innych czekamy na opinie ekspertów. We wszystkich pozostałych
przypadkach ofiar zdarzenia opieramy się wyłącznie na ustaleniach rosyjskich
lekarzy, którym w mojej ocenie nie można już wierzyć w jakikolwiek sposób.
Sekcje były wykonane przez polskich lekarzy na światowym, najwyższym poziomie.
Byłem pod wrażeniem ich profesjonalizmu. Jestem przekonany, że gdyby czynności
sekcyjne przeprowadzali na samym początki polscy lekarze z zakresu medycyny
sądowej, bylibyśmy w stanie ustalić bardzo wiele okoliczności, których nie
jesteśmy już w stanie stwierdzić na skutek zmian pośmiertnych oraz uprzednich
czynności sekcyjnych wykonywanych przez lekarzy rosyjskich. Możemy nad tym
ubolewać. Ogromną dbałością o prawidłowość ekshumacji i sekcji wykazali się
m.in. referenci śledztwa smoleńskiego, tj. prokuratorzy: ppłk Karol Kopczyk i
mjr Jarosław Sej.
Wracając do problemu sekcji, kiedy ciała były już w kraju, gdzie była
polska prokuratura?
– Dlatego uważam, że główna odpowiedzialność spoczywa tu na braku kreatywności
ze strony prokuratora Parulskiego, który był na miejscu zdarzenia, mógł
zarządzić kierowanie pracą obecnych na miejscu prokuratorów. Mógł zarządzić
przylot większej liczby prokuratorów z Polski. Takie rzeczy jak sekcje można
przecież przewidzieć. Tymczasem Parulski nie zrobił nic w tym kierunku, by
polscy prokuratorzy uczestniczyli przy sekcjach. Trzeba było też otworzyć trumny
po ich przyjeździe do kraju i tu przeprowadzić kolejne sekcje w sytuacji, gdy
żaden polski prokurator nie uczestniczył w sekcji zwłok w Moskwie, ani też żaden
polski lekarz, choć ci ostatni przylecieli do Moskwy już 11 kwietnia 2010 roku.
Rosjanie nie dopuścili polskich lekarzy do autopsji, stwierdzając, że zostały
już przeprowadzone (sic!). Mam uzasadnione wątpliwości, czy rzeczywiście tak
było… Teraz już wiemy, że zapewnienia ówczesnej minister Ewy Kopacz o rzekomej
obecności polskich lekarzy podczas sekcji okazały się kłamstwem.
Prokuratura twierdzi, że zabezpieczono przedmioty i odzież ofiar
katastrofy.
– W moim przekonaniu badanie ubrań było wyrywkowe. Nie zbadano wszystkich ubrań,
każdego skrawka. Wyniki określano na zasadzie prawdopodobieństwa. Chciałbym też
zaznaczyć, że rodziny i osoby odwiedzające miejsce katastrofy długo jeszcze
znajdowały na tym terenie różnego rodzaju szczątki, przedmioty… Tu znów
wracamy do odpowiedzialności prokuratora Parulskiego, który nie zadbał o
właściwe zabezpieczenie miejsca katastrofy. Nie wymógł tego na stronie
rosyjskiej.
Kłania się zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych penalizowany
karnie?
– Uważam, że przy całokształcie zaniedbań można bardzo poważnie rozważać
wszczęcie postępowania karnego. Prokuratura powinna to uczynić z urzędu.
Na pokładzie samolotu nie było żadnych dokumentów ani urządzeń
zawierających informacje niejawne. A telefon satelitarny był elementem
wyposażenia samolotu, nierejestrującym treści prowadzonych rozmów – konstatuje
prokuratura.
– To ustalenie wyłącznie prawdopodobne. Przy takiej liczbie polskich
prokuratorów i żandarmów na miejscu katastrofy nie można byłoby tego
kategorycznie stwierdzić, zwłaszcza że część tych rzeczy została zarekwirowana
przez stronę rosyjską. Stąd wniosek może być wyłącznie prawdopodobny. Trzeba
jednak przyznać, że telefon satelitarny rzeczywiście nie rejestrował
przeprowadzanych rozmów. Zawierał jednak, co chyba oczywiste, specjalistyczne
zabezpieczenia, na których przechwyceniu stronie rosyjskiej mogło szczególnie
zależeć.
Rosjanie twierdzili jednak, że telefon satelitarny prezydenta
Kaczyńskiego został zniszczony.
– A przez ponad 40 lat, że polscy oficerowie zostali zamordowani w Katyniu przez
Niemców.
Prokuratura wskazuje, że jeszcze w 2010 r. prokuratorzy w oparciu o
opinię ABW zdementowali wiarygodność rzekomo wypowiadanych w krótkim filmie
prezentowanym w internecie kwestii sugerujących strzelaninę.
– Faktem jest, że biegli nie stwierdzili, by słowa "nie ubijajtie" były na
autentycznym nagraniu. Rzeczywiście nagrania funkcjonujące w sieci, a
zawierające słowa "nie ubijajtie" są w tym zakresie zmanipulowane przez
internautów. Dlatego skupiłbym się raczej na odgłosach przypominających
wystrzały. Tu biegli nie stwierdzili kategorycznie, że były to na pewno
wystrzały z broni palnej, a jedynie prawdopodobnie. Nadto nie byli w stanie
kategorycznie wypowiedzieć się, że jeśli byłyby to odgłosy "wystrzałów", to czy
była to eksplodująca amunicja oficerów BOR, bo – jak przecież wiemy – po
zdarzeniu doszło do miejscowych pożarów najprawdopodobniej paliwa lotniczego,
czy też były to odgłosy wystrzałów z broni palnej. Faktem jest też to, że do tej
pory nagrania nie badał Instytut Sehna w Krakowie. Materiał ten badało ABW i CLK.
Uważam jednak, że postawienie kropki nad i w tej kwestii powinno nastąpić
dopiero po analizach biegłych krakowskich.
W komunikacie prokuratura stwierdza, że nie ma w ogóle mowy o oddaniu
śledztwa stronie rosyjskiej.
– W jakimś sensie ze stwierdzeniem tym można się zgodzić. Ale zaznaczam – tylko
w pewnej części. Z pewnością z punktu widzenia regulacji art. 589b polskiego
kodeksu postępowania karnego stworzenie "zespołu prokuratorskiego" złożonego z
polskich i rosyjskich prokuratorów wymagało zawarcia umowy międzynarodowej, a
następnie porozumienia. Umowę ze stroną rosyjską mogła zawrzeć wyłącznie strona
rządowa. Porozumienie – polski prokurator generalny. Polski rząd nie wyszedł z
taką inicjatywą, a prokurator generalny nie zabiegał o to. Co więcej, prokurator
generalny od samego początku twierdzi konsekwentnie i z uporem maniaka, że nie
było takiej możliwości. Nie jest to prawdą. A tego typu informacje mają na celu
w mojej ocenie "przykrycie" tego jakże istotnego błędu. Oczywiście, strona
rosyjska mogłaby odmówić, ale skoro nikt jej nie zapytał, nikt nie zabiegał o
zespół prokuratorski, to możemy mówić o zaniechaniu strony rządowej i
prokuratury. Zgadzam się w pełni z opinią prawną niezależnego i obiektywnego
eksperta w tej dziedzinie, tj. doc. dr Beaty Bieńkowskiej. Przedstawiona przez
nią opinia prawna w pełni potwierdza moje wywody w tym przedmiocie.
Prokurator Andrzej Seremet twierdzi, że ekshumacja wszystkich ofiar
katastrofy smoleńskiej nie jest potrzebna.
– Nie znam dokumentacji medycznej przekazanej przez stronę rosyjską, jak również
samodzielnie zgromadzonej w wyniku czynności procesowych przez polską wojskową
prokuraturę. Na samym początku śledztwa smoleńskiego przyjęto zasadę, że do
dokumentacji medycznej ofiar zdarzenia oraz innej dokumentacji z nią związanej
mają dostęp wyłącznie wojskowi prokuratorzy, rodzina ofiary oraz jej
pełnomocnicy. Stąd moja wiedza obejmuje przypadki ofiar, których rodziny
reprezentuję. Jednakże aktualnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy już wiadomo,
iż w przypadku śp. Zbigniewa Wassermanna doszło do pewnych rażących
nieprawidłowości. W drodze analogii zachodzi więc pewne prawdopodobieństwo, że
podobne nieprawidłowości mogą dotyczyć też innych przypadków. Wciąż czekamy na
opinię sekcji ciał śp. Przemysława Gosiewskiego i śp. Janusza Kurtyki. Dlatego
wykluczanie w tej sytuacji ekshumacji i sekcji ciał pozostałych ofiar katastrofy
lub niektórych z nich nie jest – z mojego punktu widzenia – właściwe. Wypowiedź
pana prokuratora generalnego jest przedwczesna. Zwłaszcza w sytuacji, gdy
czynności procesowe nie zostały zakończone, w szczególności wciąż oczekujemy na
opinie biegłych w dwóch przypadkach, w których przeprowadzono pod koniec marca
ekshumacje i sekcje. Nieprawidłowości mogą okazać się nieporównanie większe i
dotyczyć nie tylko warstwy sprawozdawczej ekspertyzy, ale również wnioskowej, a
więc mechanizmu i przyczyn powstania skutku śmiertelnego. Nie mam jakiegokolwiek
zaufania, jeśli chodzi o działalność prokuratury rosyjskiej i tworzoną przez
nich dokumentację. Co więcej, moje podejście do tej kwestii bynajmniej nie
wynika z jakichkolwiek uprzedzeń, ale wyłącznie z zasadnych wniosków po
dogłębnej analizie szeroko rozumianej działalności procesowej rosyjskiej
prokuratury. Skończmy z bezzasadnym obdarzaniem wiarą rezultatów rosyjskiego
śledztwa. Takie podejście już dawno zostało zdezawuowane. Łatwowierne podejście
do strony rosyjskiej kosztowało już polską prokuraturę sporo poważnych błędów.
Nie antycypujmy możliwych czynności procesowych, jak to czyni prokurator
generalny Andrzej Seremet, bez posiadania wystarczających przesłanek do tego
typu wnioskowań. Oczywiście każdy przypadek ma charakter indywidualny, ale
stosowanie uzasadnionej analogii jest w procesie karnym dopuszczalne. Innymi
słowy, aktualnie poszukujemy poprzez ekshumacje i ponowne sekcje zwłok
odpowiedzi na zasadnicze pytania z punktu widzenia celów, które abstrakcyjnie
postawił ustawodawca w kodeksie postępowania karnego dla toczącego się śledztwa
smoleńskiego. Chodzi przede wszystkim, mówiąc w pewnym uproszczeniu, o odpowiedź
na pytania, czy doszło do przestępnego spowodowania śmierci, a jeżeli tak, to
jaki był mechanizm i przyczyna śmierci, oraz czy żyjącej osobie lub osobom
możemy przypisać odpowiedzialność karną za ten czyn. Jakie przesłanki kierowały
stroną rosyjską, jeśli chodzi o fałszowanie dokumentacji sądowo-medycznej ofiar.
Sądzę, że polska prokuratura też tego nie wie, choć pewne wstępne koncepcje z
pewnością już są opracowane. Dlatego uważam, że wypowiedź pana prokuratora
Seremeta jest przedwczesna i nieprzemyślana. Ważne jest też, aby w razie
ewentualnych dalszych ekshumacji i sekcji zachować szacunek w stosunku do
rodzin, które miałoby to dotknąć. Ich negatywna decyzja nie ma znaczenia dla
postępowania karnego. Jednakże wojskowa prokuratura, podobnie jak to czyniła w
poprzednich przypadkach, powinna z rodzinami porozmawiać przed wykonaniem
czynności, a w razie oporu, umiejętnie wyjaśnić przesłanki procesowe implikujące
podjętą decyzję.
Dziękuję za rozmowę.
